X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Mickiewicz & Company – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Mickiewicz & Company – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 30 stycznia 2016

Rozmowa z TOMASZEM MICHALSKIM, kierownikiem Księgarni Polskiej w Paryżu.

– Idąc do pana, przechodziłem obok najsłynniejszej księgarni zagranicznej w Paryżu „Shakespeare and Company” kontynuującej legendarną tradycję sięgającą roku jej otwarcia – 1919. Zaglądali tam Joyce, Hemingway, później Ginsberg. Księgarnia Polska przy bulwarze Saint-Germain 123 jest niewiele młodsza.



– Powstała w 1925 roku, założona przez księgarzy Gebethnera i Wolffa, ale pierwszą Librairie Polonaise przy quai Voltaire, naprzeciwko Luwru, otworzył Eustachy Januszkiewicz w 1833 roku w czasach Wielkiej Emigracji po powstaniu listopadowym. Zmieniała ona nazwy i miejsca, pod koniec XIX wieku była księgarnią Władysława Mickiewicza przy rue de Tournon, a w latach 20., już na Saint-Germain, wpisywała się w sojusz polsko-francuski, nie ten wojskowy, a społeczno-kulturalny. Różne były wcielenia Księgarni Polskiej w Paryżu; od 1991 roku jej właścicielką jest Vera Michalski-Hoffmann, do której należy też wydawnictwo Noir sur Blanc wydające literaturę Europy Środkowo-Wschodniej w języku francuskim.

– Założycielka „Shakespeare and Company”, Sylvia Beach, pierwsza wydała „Ulissesa” Joyce’a, odrzucanego przez innych wydawców. Z kolei w „Noir sur Blanc” to Sławomir Mrożek miał wyjątkową pozycję, publikujący również w paryskiej „Kulturze”. Może należało podłączyć się pod mit sięgający daleko poza granice Francji i nazwać księgarnię na Saint-Germain „Mrożek and Company”?

– Albo „Mickiewicz and Company”, ponieważ kontynuujemy tradycję najstarszej instytucji emigracji polskiej we Francji, wspomnianej księgarni z 1833 roku. Oczywiście, związki z Mrożkiem były ważne, z Giedroyciem też. Jego „Kulturę” i „Zeszyty Literackie” u nas dystrybuowano. Jest anegdota, jak to Redaktor w latach 60. i 70. przyjeżdżał spotykać się z dyrektorem księgarni. Wychodzili na whisky naprzeciwko, a tam czuwali „ubecy” śledzący Jerzego Giedroycia, który wiedział, kim oni są, więc ich pozdrawiał: – Dzień dobry, panowie Znajomi.

– Te czasy szczęśliwie minęły. Dziś Księgarnia Polska jest jedną z nielicznych poza Polską, a w Paryżu jedyną. Czy jest dochodowa, czy otrzymuje pomoc z kraju? Jaką ma misję, jaki pomysł na przyszłość?

– Żadnej pomocy nie otrzymujemy. Jesteśmy częścią grupy wydawniczej „Libella” Very Michalskiej-Hoffmann i to na jej francuskie wydawnictwa rozkładają się nasze koszty. A misja?… Raczej mamy pewne funkcje do wypełnienia. Pierwszą, by wciąż prowadzić księgarnię w języku polskim, drugą, by być księgarnią polsko-francuską, bo to Francuzi polskiego pochodzenia są naszą największą klientelą. Na ogół nie mówią po polsku, stracili język przodków, ale część z nich szuka wiedzy o swych korzeniach, więc interesują się historią, kulturą, literaturą polską. Trzecia funkcja to być pomostem między światem francuskim a polskim, by te dwa komponenty się stykały. Na parterze mamy część francuską, książki autorów francuskich, także o tematyce polskiej rozszerzonej na szeroko rozumianą Europę na wschód od Renu, na inne kultury, cywilizację żydowską, świat rosyjski, eurazjatycki, wszystko, co można powiązać z Polską. Na piętrze są książki w języku polskim, tu obie te części się komunikują. Łączyć świat Wschodu i Zachodu to projekt na kilka lat, który zaczęliśmy przed rokiem.

– Którzy autorzy polscy mają najlepszą sprzedaż?

– Jeśli chodzi o Francuzów, to kryminały Zygmunta Miłoszewskiego od dwóch lat mają niezły sukces, Kapuściński jest marką we Francji o regularnej sprzedaży w dobrych ilościach, wciąż Gombrowicz, książki Olgi Tokarczuk nie najgorzej się sprzedają. I… zapomniałem, Andrzej Sapkowski, zwłaszcza jego trzecia część „Gry Komputerowej” to spora eksplozja sprzedaży. Również Katarzyna Grochola czy Dorota Masłowska, Joanna Bator, Mariusz Wilk, Stefan Twardoch jeszcze zanim był znany w Polsce. Regularnie, zazwyczaj raz w miesiącu, organizujemy spotkania z polskimi i francuskimi pisarzami, wydawcami, tłumaczami, autorami zajmującymi się tematyką polską, Europą Wschodnią, historią komunizmu.

– Czy zainteresowanie Polską jest spore?

– Znaczna część społeczeństwa francuskiego myśli o Polsce jako o Europie Wschodniej, nazywanej Bloc de l’est. W ich głowach ciągle funkcjonuje żelazna kurtyna z czasów zimnej wojny, co znacznie ogranicza percepcję naszej kultury i zniekształca także tę polityczną percepcję Polski. Francuzi, ci, którzy interesują się światem, coraz częściej jeżdżą do Warszawy czy Krakowa i odkrywają kraj, który ich pozytywnie zaskakuje. Dla innych Polska to hydraulik polski, a obecnie faszyzm, mówiąc karykaturalnie. To takie gadanie Francuzów nie tylko na temat Polaków. Oni lubią swój frankocentryzm, lubią nalepiać innym etykietki.

– Proszę jeszcze powiedzieć, jak sprzedaje się „Angora”?

– Na tle innych tytułów dobrze. Wychodzi w poniedziałek, a zamawiana przez naszego dystrybutora książek dociera do nas w czwartek. Kupują ją zwolennicy lewicy i prawicy, pewnie dlatego, że „Angora” nie ma wyraźnie określonej linii politycznej, chyba że za taką przyjąć postrzeganie świata z oka przymrużeniem.






Najpopularniejsze

Zobacz także