X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Matka feminizmu

Matka feminizmu

Artykuł wprowadzono: 15 maja 2021

Paryski nie-co-dziennik

Kobieta wolna dopiero się rodzi. Łatwiej poddać się niewoli, niż pracować nad wyzwoleniem. Umarli też lepiej od żywych przystosowani są do ziemi – pisała Simone de Beauvoir.

Ta radykalna feministka przeżyła w sąsiedztwie cmentarza Montparnasse całe swoje paryskie życie. Najpierw przy bulwarze Montparnasse, gdzie się urodziła w arystokratyczno-burżuazyjnej rodzinie oraz wychowała w pobożności katolickiej. Później jako zdeklarowana ateistka zamieszkała jeszcze bliżej tej nekropolii, przy rue Cels 24, a ostatnie trzydzieści lat życia, będąc kapłanką egzystencjalnego feminizmu, rewolucjonistką w życiu publicznym i prywatnym, mieszkała już przy samym cmentarzu, przy rue Victor-Schoelcher 11 bis. Kiedy zmarła, dokładnie 35 lat temu, tłum kobiet odprowadził ją na cmentarz Mont­parnasse i pochował obok Sartre’a, papieża egzystencjalizmu. Jej wulkan ciągle dymi, ciągle jest aktywny, bo jej magnum opus – „Druga płeć” – zmieniło kondycję współczesnych kobiet, stając się sztandarem ich emancypacji.

Simone de Beauvoir była jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci XX wieku. Czczona i nienawidzona. Filozof­ka, pisarka, skandalistka. Propagatorka wolności seksualnej. Kobieta w turbanie, o „oczach syjamskiego kota”, która nie cofała się przed żadnym tabu. Atakowała instytucję małżeństwa, porównując ją do prostytucji, wypowiadała wojnę patriarchalnemu społeczeństwu, broniła homoseksualistów, podpisywała „manifesty dziwek”, żądała wolnego dostępu do antykoncepcji i aborcji, której sama kilkakrotnie się poddała; artykułowała wszelkie kobiece roszczenia. Szokowała. Odrzucała macierzyństwo (nigdy nie chciała mieć dzieci) oraz mieszczańskie konwenanse. Deklarowała swoim powołaniem filozofię, pisarstwo i używanie życia. Była też przykładem intelektualistki błądzącej politycznie. W czasie wojny prowadziła rozrywkowe audycje w kolaboracyjnym radiu Vichy, a po wojnie jednała się z komunistami. Jeździła do Chin, Związku Sowieckiego i na Kubę. Poznała Che Guevarę, Fidela Castro, Mao Tse-tunga.

Jestem kobietą – napisała we wstępie do wspomnianej „Drugiej płci” – i po drobiazgowej analizie sytuacji kobiet przeprowadzonej na tysiącu stron doszła do słynnej konkluzji: On ne naît pas femme: on le devient – Nie rodzimy się kobietą: stajemy się nią. Miała 41 lat. Książka została bestsellerem. Tylko w ciągu pierwszego tygodnia sprzedano 22 tys. egzemplarzy. Wywołała skandal. Stała się biblią feministek. Camus nazwał ją „najwyższą obelgą i hańbą dla samców”, antropolog Lévi-Strauss chwalił, a Watykan wpisał na indeks dzieł zakazanych. Podobny los spotkał inną jej książkę – „Mandarynów”, za którą otrzymała Nagrodę Goncourtów. Razem z Sartre’em, Aronem, Merleau-Pontym i Vianem założyła Les Temps modernes, pismo propagujące egzystencjalizm, najmodniejszy wówczas kierunek intelektualny, który żywił się nie tylko filozofią wolności i beznadziei, ale też literaturą i szampańską zabawą, jazzem, alkoholem, seksualną swobodą.

Simone de Beauvoir i Jean-Paul Sartre tworzyli parę szczególną. Poznali się na studiach i byli sobie oddani aż do śmierci Sartre’a. W pamiętnikach napisała, że był on pierwszym mężczyz­ną, który ją pocałował i z którym się kochała. Zawarli poligamiczny pakt: ich miłość ma status pierwszej, ale nie może przeszkadzać innym, pod warunkiem że wszystko będą sobie mówić, nigdy nie będą się okłamywać, niczego przed sobą ukrywać; więcej: będą sobie pomagać w zdobywaniu atrakcyjnych partnerów i partnerek. Mieli nawet wspólne kochanki, młode studentki Beauvoir, bo Simone nie unikała homoseksualnych kontaktów. Tworzyli związek, który miał być przykładem dla nowych relacji damsko-męskich. Związek trwały, choć bez instytucji małżeństwa. Związek wolny, otwarty, wzajemnie akceptujący inne miłości, flirty, erotyczne przygody, miłosne trójkąty, jak i inne, jeszcze bardziej rozbudowane figury geometryczne.

Pakt bywał wystawiany na ciężkie próby. Choćby przypadek żony Borisa Viana – Michelle, która zostawiła męża, chcąc poślubić Sartre’a, ale uzyskała jedynie obietnicę, że do końca życia dwa razy w tygodniu będzie on jadał z nią obiad. Beauvoir było z tym poligamicznym postanowieniem trudniej. Amerykańskiemu kochankowi Nelsonowi Algrenowi, w którym się zakochała, obiecywała w opublikowanych listach: „Będę grzeczna, będę zmywać naczynia, sprzątać, robić zakupy…”. Lecz zdusiła tę miłość, zaspokajając intelektualne i narcystyczne potrzeby Sartre’a, dla którego była jak matka – wszystko mu wybaczała, zawsze broniła (własna go duchowo opuściła, wychodząc za mąż za człowieka, którego on nie znosił). Czy była szczęśliwa? Dużo piła. Coraz więcej. Coraz częściej po alkoholu płakała w kawiarniach Saint-Germain-des-Prés. Kelnerzy z tej dzielnicy w dniu jej pogrzebu utworzyli honorowy szpaler przed żałobnym orszakiem.

Zmarła sześć lat po śmierci Sartre’a, otoczona opieką adopcyjnej córki Sylvie Le Bon i byłego kochanka, producenta filmowego Claude’a Lanzmanna. W obu płciach – jak pisała – rozgrywa się ten sam dramat ciała i umysłu, skończoności i transcendencji; zżera je czas, zagraża śmierć. Obie potrzebują siebie nawzajem. Potrzebują nowego braterstwa opartego na prawie do równego korzystania z przyrodzonej wolności. A miłość – jest jak śmierć ostateczna.

Leszek Turkiewicz






Najpopularniejsze

Zobacz także