X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Malowanie jak rzeka – Paryski nie-co-dziennik

Malowanie jak rzeka – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 21 listopada 2020

Claude Monet miał obsesję wody. Ma­larz jak wznosząca się fala na Sekwanie przyszedł na świat w listopadzie 180 lat temu przy rue Laffitte 45, by po 86 latach życia opaść w grudniowy wieczór nad stawem swych osławionych nenufarów w Giverny. Z okazji tej okrągłej rocznicy urodzin w Musée Marmottan Monet wystawiono dzieła najsłynniejszego impresjonisty prezentowane w dialogu (wirtualnym na czas pandemii) ze sztuką współczesnej abstrakcjonistki Vicky Colombet. Tytuł ekspozycji – „Nieoczekiwany dialog: Colombet/Monet. Malowanie jak rzeka”.

Monet wyobrażał sobie, że urodził się ślepy i odzyskawszy wzrok, zaczął malować to, co nagle znalazło się przed jego oczami, a o czym wcześniej nic nie wiedział. Temat nie jest tym, czym jest, ale tym, co robi z niego światło – mawiał. Pierwsze wrażenie się liczy. Ulotność, ułuda, chwila. Wszystko jest chwilą (a może i ułudą), nawet najdłuższe i najpiękniejsze życie. Jego program artystyczny mieścił się w jednym słowie: światło. To malarz światła, które stwarza idealny świat i idealny pejzaż. Już w młodzieńczych obrazach, kiedy jeszcze malował martwą naturę, odnajdujemy jego charakterystyczną jasność, która narzuca się zieleni, czerwieni, czerni. Jako pierwszy malował obrazy prawie całkowicie białe. Przez całe życie, aż do ostatnich „Nenufarów”, dodawał bieli do kolorów.

Tworzył pejzaże: wyrafinowane, efemeryczne, ujmujące. Jeden z nich, „Impresja, wschód słońca”, dał nazwę impresjonizmowi. Dziś przy rue Laffitte nie ma już nic z ducha Moneta, no, może kilka gołębi w locie nad kościołem Notre-Dame-de-Lorette. A czy jest coś z prac amerykańsko-francuskiej malarki Vicky Colombet? Zapewne – więcej. Też urodziła się w Paryżu, 27 lat po śmierci Moneta, i też malowała (maluje) wodę; lecz zatraca jej identyfikację, wychodząc poza wizualność wody. Dorastała i studiowała w Paryżu; podróżowała. Myśl Wschodu stała się ważną częścią jej postrzegania świata. Zaangażowała się w ruch feministyczny; założyła gazetę „Les Nouvelles Féministe” z Simone de Beauvoir jako redaktorką naczelną. Inspirowała się filozofią, fizyką kwantową, poezją, również buddyzmem. W 2001 roku przeniosła się do Ameryki, zostając obywatelką USA.

I jej świat przesuwa się w kierunku światła, ku jedności natury, a dalej ku nicości. Jej sztuka to czysta abstrakcja, ale i studia nad naturą. Poszukuje punktu, w którym abstrakcja i natura się spotykają, bada relacje między nimi, opozycję reprezentacji i abstrakcji. Medytacyjne obrazy Colombet odwołują się do świata przyrody, do krajobrazów, poszukując w ich topografii źródeł inspiracji. Przywołują zmysłową pamięć wody, wiatru, zimna, sił natury.

I u Moneta świat płynie; a życie jest wieczną niedzielą spędzaną nad wodą: dywany polnych kwiatów, wysokie trawy, malownicze brzegi, tarasy, rzeki, morza. Całe życie spędził nad wodą. Manet nazywał go Rafaelem wody. Ona wypełnia paletę jego barw. Pod jego pędzlem staje się zwierciadłem świata, przechodzi ze stanu płynnego w stały, z trwałego w nietrwały, zniewala mgły, opary, obłoki, daje światu formę ulotnych refleksów. Jest żywa, przejrzysta, barwna – oczyszcza, odradza. Ale i zatapia. W jej odbiciu, w jej płaszczyźnie refleksów załamuje się każdy pejzaż. Niebo, chmury, drzewa, domy, ludzie, wszystko ulega deformacji, traci swoją realność. Woda jest dla Moneta środkiem dochodzenia do świetlistej abstrakcji.

Malarz prowadził samotny dialog ze światłem i wodą. Jego obrazy są jakby nieskończone, jakby zawieszone w czasie, gdzie nie ma już miejsca dla życia. Najważniejszy staje się kolor. Ich harmonia odcieni panuje nad chaosem. Kontury przedmiotów zanikają w widmach drgających kolorów – rozpływają się w zwierciadle wody, sięgają granic abstrakcji. Dezintegracja formy idzie u Moneta jeszcze dalej w ostatnich obrazach cyklu „Nenufarów”, które malował w Giverny. Tu, w bajecznym ogrodzie, maluje już tylko same wycinki stojącej tafli wody, bez brzegów, bez nieba, z kolorowymi plamami kwiatów.

I Colombet ma swoją Giverny – dolinę Hudson z ogrodem i drewnianą pracownią urządzoną w stodole. Woda, niebo, ptaki. Na jej obrazach z doliny Hudson nie można rozpoznać ani pól, ani wzgórz, ani brzegu rzeki, a jednak czujemy, że to woda, że to poruszenia na powierzchni wody, że to wiatr, ziemia, plątanina rzeczy, że to… świat. Abstrakcyjne pejzaże, miejsca, w których głębi jest pustka. Krajobraz w jej twórczości jest tylko punktem wyjścia do tego, co leży u podstaw fizycznej natury świata. Artystka poprzez zdekonstruowany proces mielenia oraz mieszania pigmentów z olejem, tynkiem, innymi elementami natur tworzy cząsteczki i quasi-energię faktury obrazów na podobieństwo sił buszujących we wszechświecie. W cyklu From the Floating World jej świat unosi się ku wibrującym formom rozmywającym się w poświacie kolorów, harmonii odcieni, rozpuszcza się w ciszy.

Pejzaże Colombet i Moneta płyną tą samą rzeką. Dotykają chwili? Koła życia i śmierci? Może niczego nie dotykają. Płyną! Unoszą mgły, pary, piany, chmury, wiry, fale, tęcze…

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także