X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Kuchnia uchodźców

Kuchnia uchodźców

Artykuł wprowadzono: 23 czerwca 2018

W Paryżu, San Francisco, Nowym Jorku, Madrycie, Atenach, Bolonii i w Kapsztadzie – w sumie w 14 miastach w ośmiu państwach organizowane były spotkania z kuchnią uchodźców.

We Francji jak jeść to jeść. Zasiadać do stołu na jeden dzień się nie opłaca. Dlatego impreza trwała przez pięć dni, a jej kulminacja wypadła na 20 czerwca – Międzynarodowy Dzień Uchodźcy. Swój kunszt kulinarny prezentowali imigranci z Syrii, Gruzji, Czadu, Czeczenii, Mauretanii i Ukrainy. Imprezie patronowała Agencja ONZ ds. Uchodźców.

Organizatorzy Refugee Food Festival, który odwiedziło około 30 tysięcy osób, są zdania, że nic tak ludzi nie łączy jak dobra kuchnia i wyśmienite jedzenie. Nabil Attar uciekł z Syrii do Francji. W swoim kraju pracował w finansach, ale interesował się kuchnią i w Orleanie otworzył restaurację. Po półtora roku i on, i jego najbliżsi żyją z gotowania. Erytrejczyk Hannibal Tewelde po tym, co pokazał, dostał kontrakt w jednej ze znanych restauracji Paryża. Gruzinka Magda Gieniajewa zaproponowała ze swoim przyjacielem Stephanem jego dania łączące kuchnię gruzińską i baskijską.




Dobry trop – mieszać smaki i kuchnie
Wandea. Kraina o bogatej historii, często bardzo krwawej, położona w zachodniej Francji, w regionie Kraju Loary. Kuchnia jest tutaj bardzo tradycyjna, oparta głównie na drobiu. Gęsi, kapłony, indyki, czarne kury i kaczki, indyczki i perliczki, czy zwykłe kurczaki często tutaj goszczą w kuchni. Połączymy przepisy wandejskie z azjatyckimi. Wszak do Paryża przybywały tysiące uchodźców z tego zakątka świata, uciekając przed biedą i prześladowaniami, a ze sobą wnosząc pracowitość i przepyszną kuchnię – kambodżańską, wietnamską, chińską, w całej różnorodności tej ostatniej. To po falach azjatyckich uchodźców powstawały Chinatown – także w Paryżu.

A zatem kurczaka kroimy na osiem albo dziesięć kawałków, lekko posypujemy mąką. Na patelni podgrzewamy oliwę, dodając kilka kawałków masła. Opiekamy kurczaka tak, aby skórkę miał mocno zarumienioną. Przekładamy – najlepiej – do żeliwnego garnka. Dodajemy gęsiego tłuszczu i dolewamy odrobinę octu z sherry i białego wina, aby z całości wydobyć cukry, czyli to, co jest smakowo najlepsze, co zostaje na języku. Dodajmy rosół z kurczaka i niech on się przez dobre 40 minut pruży na bardzo małym ogniu. Od czasu do czasu trzeba sprawdzić, czy kawałki mięsa nie przykleiły się do dna garnka. No teraz wkracza Azja. Łuskamy bób. Obieramy marchewkę. Kroimy cebulę – czerwoną, aromatyczną, rozgniatamy czosnek obrany z płaszczyków, na drobniutkie kawałki kroimy imbir, tniemy cytronelę, teraz sok z jednej cytryny albo z limonki. Wszystko razem mieszamy. Na drewniane patyczki nabijamy porozcinane na połowę kurze skrzydełka i kawałki kurczaka. Zanurzamy je w przygotowanej mieszance. Posypujemy kurkumą i polewamy odrobiną sosu ostrygowego. Możemy wstawić na kwadrans do piecyka, a możemy podsmażyć na patelni. Sos, jaki został z kurczaka po wandejsku przelewamy do garnuszka, dodajemy zaprawę do szaszłyczków. Powoli gotujemy to razem i redukujemy. Odcedzamy i na koniec dodajemy pojedynczo kilka niewielkich kawałków zimnego masła z lodówki, czekając, aż poprzedni się dobrze roztopi. A potem podajemy z ryżem basmati, do którego dodaliśmy zielony groszek i kawałki szynki. Do takiej eklektycznej potrawy wandejsko-azjatyckiej dobrze będą pasowały właśnie wina z regionu znad Loary. Na przykład klasyka – Muscadet, o nieco owocowym bukiecie, delikatnie wyczuwającym się smaku cytrusów.

Marek Brzeziński




Najpopularniejsze

Zobacz także