X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Królewskie ciasto

Królewskie ciasto

Artykuł wprowadzono: 25 lutego 2014

W czasie święta Trzech Króli we Francji podaje się „galette des rois”. Na północy, w regionie Nord-Pas-de-Calais i w Normandii, jest to ciasto, które my nazywamy francuskim – obrumienione w piecu na piękny złoty kolor i podawane z konfiturami. Na południu, od Prowansji po Tuluzę, nazywa się je paryskim i zastępuje słodką babką, dekorowaną koroną z kandyzowanych owoców, skrapianych „kwiatem pomarańczy”.
W przeszłości można nim było zachwycać podniebienie kilka dni przed i parę dni po 6 stycznia. Teraz można je kupić we francuskich sklepach na długo przed Bożym Narodzeniem. Bezdyskusyjnie jest to element stołu w Trzech Króli, bez którego nie można sobie wyobrazić tego święta we Francji.

Feve
Dosłownie oznacza to „ziarnko bobu”, lecz w przypadku ciasta, o którym mowa, dotyczy „skarbu”, który ukryto w środku. Znalezienie tego maleńkiego przedmiotu jest czymś w rodzaju królewskiego totolotka. Feves pojawiły się w cieście w XVIII wieku i występowały w postaci Dzieciątka Jezus z porcelany. W czasach rewolucji zastąpiła je „czapka frygijska”. Dzisiaj na pchlich targach sprzedawcy mają dla kolekcjonerów tysiące propozycji „tematycznych” i „indywidualnych”, które uzupełnią brakujące „oczko” w kolekcji. Feves związane są z postaciami z filmów o Asterixie i o Harrym Potterze, z nieistniejącymi już zawodami, narciarstwem i innymi dyscyplinami z zimowych igrzysk czy z Tour de France. Nie brakuje oczywiście tradycyjnej tematyki biblijnej.

Jednodniowy władca
Ten, kto znajduje „groszek bobu”, dostaje złotą koronę z papieru i zostaje „królem”. Tradycję wybierania spośród niewolników „króla” na jeden dzień kultywowali starożytni Rzymianie, świętując na przełomie grudnia i stycznia Saturnalia. Dzisiaj korona w „galette des rois” jest tradycją znacznie młodszej daty, bo narodziła się w drugiej połowie XX wieku, podczas gdy wzmianki o samym „cieście królów” pojawiały się już w XIII stuleciu we wspomnieniu arcybiskupa Amiens. Spożywano je wtedy nie tylko 6 stycznia, „ale przy każdej okazji godnej uczczenia dobrą biesiadą”. W Fontainebleau, słynącym z przepięknego pałacu i wspaniałych lasów, odpowiedzialni za nie na dworze leśnicy zbierali się 1 maja wokół „ciasta monarchów”. W późniejszych czasach Ludwik II Burboński wybierał w Trzech Króli na „władcę” najuboższego chłopca, jakiego znalazł w mieście. Warunek: musiał on mieć osiem lat. Każdy szlachcic na dworze dawał mu franka, i w sumie zbierała się suma, pozwalająca „biednemu królowi” na naukę w szkole.

„Galette des rois”
Czas przygotowania ciasta to góra 10 minut, jeśli mamy już gotowe, kupione ciasto francuskie. W Akademii uczono nas je zwijać, wałkować, wsadzać do lodówki i kilkakrotnie powtarzać tę czynność. Bardzo praco- i czasochłonne. Dodajemy sproszkowanych migdałów, drobnego cukru, dwóch jajek, miękkiego masła trzymanego w temperaturze „kuchennej”, żółtka i feve. A najlepiej do tego ciasta smakują białe słodkie i półsłodkie wina z południowego zachodu Francji, które podkreślają migdałowy smak deseru. Mają one lekko miodowy smak, doskonale współgrający z „galette”. Może być Jurancon, w obydwu odmianach, słodkiej i półsłodkiej, Monbazillac o pięknej bursztynowo-złotej barwie, znakomicie współgrającej kolorystycznie z ciastem Trzech Króli, no i półsłodkie Bonnezeaux znad Loary. Pychota! Tylko na zęby trzeba uważać, szukając ukrytego feve, więc ciasto trzeba jeść wolno, dostojnie, z królewskim spokojem.

Marek Brzeziński




Najpopularniejsze

Zobacz także