X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Król Błystek i jego Realpolitik (Tygodnik Angora)

Król Błystek i jego Realpolitik (Tygodnik Angora)

Artykuł wprowadzono: 14 sierpnia 2016

Paryski nie-co-dziennik

– Dlaboga! – krzyczą krasnoludki. – Człowieku! Kpisz czy o drogę pytasz? To skrzaty rządzone przez króla Błystka z baśni Konopnickiej O krasnoludkach i sierotce Marysi krzyczą na Skrobka, w którego rolę wcielił mnie samozwańczo pewien słowotwórca. I nie uczynił tego, by uczcić 120. rocznicę ukazania się literackiej fantazji, ale z pobudek iście egotycznych.




Zaczyna tytułem nawiązującym do Paryskiego nie-co-dziennika (nr 28): Czy po Brexicie powstaną Franko-Niemcy? Fantasmagorie w polityce kończą się niekiedy opłakanymi skutkami. I dalej ów słowotwórca kontynuuje (cytuję za portalem wPolityce.pl): Czy w Europie wkrótce powstaną Franko-Niemcy? Coś na kształt europejskiego „twardego jądra”, pierwsze państwo beznarodowe. Choć po Brexicie trudno w to uwierzyć, są tacy, którzy wciąż wierzą w tę utopię… Do wierzących należy Leszek Turkiewicz, autor „Paryskiego nie-co-dziennika” w „Angorze”. Zazwyczaj Turkiewicz pisze o szeroko pojętej kulturze, z naciskiem na Francję, co chętnie czytuję, bo wykazuje się i kulturą słowa, i niecodzienną wiedzą o „la grande Nation”. Ostatnio jednak postanowił zająć się polityką i popełnił tekst pt. „Brexit, czyli czas na Franko-Niemcy”. Jest w nim wiele encyklopedycznych informacji, jak to rodziła się Unia Europejska, kto wpadł na ten pomysł i dlaczego. A wszystko to po to, by dojść do konkluzji, że w obecnej sytuacji: „bardziej prawdopodobna wydaje się ucieczka do przodu z inicjatywy dwóch państw, których pojednanie legło u podstaw integracji”.

Krótko mówiąc, zdaniem autora powstanie europeleton podzielonych na grupy, z Francją i Niemcami („G2”) na czele. Bo ponoć bardzo się kochają i integrują nad wyraz. A to przywódcy tych – nie wiedzieć dlaczego jeszcze oddzielnych krajów – splatali sobie ręce nad grobami w Verdun, to wymieniali się bibliofilskimi prezentami, obradowały też wspólnie ich parlamenty, ba: „Pojawiały się sugestie, nieśmiałe jeszcze, o utworzeniu w przyszłości potężnej konfederacji Franko-Niemców i przyznawaniu podwójnej narodowości obywatelom obu państw przypominającej, że Frankowie to kiedyś było plemię germańskie” – koniec cytatu. Więc czas, by w tym „nowym świecie” to wreszcie ziścić. Zadziwiające. Nie śmiem podważać wiedzy Turkiewicza o Francji, ani posądzać go o naiwność, zatem zastanawia mnie, co skłoniło go do takich wniosków? Tym bardziej że poprzedza je lukier, jakim omaścił to, za przeproszeniem, „twarde jądro”.

Tu następuje kilkustronicowy wywód i konkluzja: Jeśli zatem ktoś źle życzy Staremu Kontynentowi, niech nadal roztacza swe wizje o Stanach Zjednoczonych Europy. Czy lekarstwem dla rozłażącej się między palcami po Brexicie i tonącej w powodzi islamskich imigrantów Unii Europejskiej mają być Franko-Niemcy? „To nowy świat, więc i nowych trzeba nam metod, celów, przywódców” – napisał Turkiewicz niczym Róża Luksemburg w komunistycznym organie „Vorwärts” („Naprzód”). Zapewniam, na „Franko-Niemcy” nie są gotowi ani jedni, ani drudzy, i w przewidywalnej przyszłości nie będą. Podpisano: Piotr Cywiński, publicysta, autor książek, wieloletni komentator parlamentarny, akredytowany w Bonn, Brukseli i Berlinie. Obecnie stały publicysta-komentator tygodnika wSieci i portalu wPolityce.pl.

Pan Piotr Cywiński ma rację. Fantasmagorie mogą skończyć się opłakanymi skutkami, również dla zdrowia psychicznego. Jego zdradzają objawy słowotwórczych urojeń paranoicznych (nie mylić z paranoidalnymi), ponieważ stworzony przez niego konstrukt myślowy jest prawdziwy, ale bez związku z rzeczywistością, do której się odnosi. Polemizuje on sam z sobą lub z własnym cieniem, konfrontując przemyślenia z wyimaginowanymi przez siebie treściami rzekomo pochodzącymi z Paryskiego nie-co-dziennika, których tam nie ma, albo mają zgoła inny sens, niż im przypisuje, albo nieopatrznie je potwierdza, wcześniej negując. Założyłem, że to urojenia, bo nie sposób przyjąć u wybitnego publicysty czytanie bez zrozumienia czy wyrachowaną manipulację. Słowem u komentatora wSieci nie ma jednego słowa, które ma sensowny związek z tekstem, z którym on quasi-polemizuje. Przykłady.
Trzeba mieć dużo złej woli, by na podstawie mego tekstu przypisać mi wiarę w szybkie powstanie Franko-Niemiec. Relacjonowałem sugestie (w nieokreślonej przyszłości), jakie padały w Wersalu na fetach z okazji obrad połączonych parlamentów obu państw. Cywiński też przyznaje, że „przebąkiwano o podwójnym obywatelstwie dla Niemców i Francuzów”, ale pomija przebąkiwanie o konfederacji Franko-Niemców w kontekście germańskiego plemienia Franków, o czym może nie doczytał w swych źródłach. To oczywiste, że termin „Franko-Niemcy” używany jest jako swoista polityczna licentia poetica, jak kiedyś „Kantony Zjednoczonej Europy” w Manifeście demokratycznym paryskiej Kultury Giedroycia, a dziś „Chimerica” u części amerykańskich publicystów wieszczących zrównoważoną wzajemnie amerykańsko-chińską dominację nad światem. Oczywiste jest i to, że „na Franko-Niemcy nie są gotowi ani jedni, ani drudzy”, o czym nie trzeba zapewniać, bo to oczywistość z naiwnością granicząca.
Co do „twardego jądra” lukrem omaszczonego to lukier ów jawi się w świadomości mego quasi-polemisty niczym wyparcie z niej tegoż jądra nieszczęsnego, użytego tylko raz i na sucho, jako mainstreamowe już pojęcie ewentualnej Europy dwóch czy wielu prędkości. A na temat „wielu encyklopedycznych informacji o powstawaniu Unii Europejskiej” popełniłem pół zdania, przywołując Roberta Schumana, o którym dokładnie to samo napisał publicysta wSieci. Być może powstanie Unii pomylił z jej zagrożeniami, o czym jest więcej: o jej skłonnościach samobójczych, grzęźnięciu w okowach biurokratycznej nadregulacji, niemocy ekonomicznego kolosa na glinianych nogach.

I jeszcze „nowy świat z Róży Luksemburg” oraz „wizje Stanów Zjednoczonych Europy”. Zapachniało nieuczciwością, bo „mój” nowy świat to świat gospodarki globalnej, gdzie demokracja przyjmuje wymiar lokalny, a finanse i strach wymiar planetarny; zaś wizje SZE to wizje Victora Hugo i Winstona Churchilla, które w sposób naturalny tyle mają wspólnego z Brexitem, co tekst Cywińskiego z moim. Polecam neurolingwistyczne programowanie (NLP), by lepiej zakotwiczyć się w słowotwórczej rzeczywistości.









Najpopularniejsze

Zobacz także