X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Kosmiczny muzyk  i jego wielkie… bum! – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Kosmiczny muzyk i jego wielkie… bum! – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 26 grudnia 2015

Ziemia jeszcze raz obiegła Słońce, nieuchronnie, na czas. Przed nami szampańskie bum! W nieznane, w ów dialog przypadku i konieczności oznaczony liczbą 2016. Ten dialog – jak cały kosmos – brzmi muzycznie, żeby posłużyć się metaforą teorii strun. Język metafor przemawia do wyobraźni: wielki wybuch, czarne dziury, piana czasoprzestrzenna, albo muzyka sfer, w jakiej doszukiwano się powinowactwa muzyki z naturą wszechrzeczy. Na wibracjach strun miałaby zasadzać się symfonia wszechświata, jego mikro- i makroświat, subatomowe cząstki i gromady galaktyk, między którymi zagnieździł się nasz ludzki świat.


Na taki „Triumf muzyki” zaprasza Filharmonia Paryska. Jego solista wirtuoz tak mówił o sobie: – Nie nazywajcie mnie fantastą, przeciwnie, jestem realistą, który odlatuje przez okno sztuki ku innej rzeczywistości… Nie jestem Michałem Aniołem, nie jestem malarzem, nie jestem Mozartem, jestem Chagallem z Witebska. Ten trochę narcyz, trochę klaun, naznaczony piętnem outsidera i dziwaka, malował krowy i głowy odłączone od ciała i kochanków latających po niebie. Naruszał proporcje i prawa ciążenia swoją wizualno-magiczną polifonią kosmiczną. Muzyka to paleta jego kolorów, tematów, form. Nie przypadkiem jest autorem monumentalnych murali Metropolitan Opera Lincoln Art Center w Nowym Jorku i Opery Garnier w Paryżu. Na paryskiej wystawie pobrzmiewa ich muzyczne echo, ożywiane utworami klasyków, od Strawińskiego i Ravela po Bacha i Schönberga.

Elegancja, piękno, prostota – słowem, kosmiczna symfonia strun. Skrzypce, wiolonczela, harfa… Muzyka to część malarskich kompozycji Chagalla, jego siły aluzji, rytmu, alegorii miłości, życia i śmierci. Dzięki numerycznej technice wideomalarska materia jego obrazów wibruje w głąb i na zewnątrz wielkiego kręgu, traci czytelność, staje się płynna, wolna, odnajduje harmonię i jedność światła, nabierając przestrzennego pędu we wszystkich kierunkach, zaklina rzeczywistość i kosmos cały. Wizualna podróż, w jakiej muzyka jest wszechobecna, niczym element założycielski uniwersum z pogranicza sztuki totalnej. Przywołuje panteon swych mistrzów i ich dzieł, którym Chagall oddaje hołd: Orfeusz i Eurydyka Glucka, Romeo i Julia Berlioza, Tristan i Izolda Wagnera, Debussy, Czajkowski, Musorgski, Beethoven, Bizet, Verdi…
Muzyka jest sztuką organizacji dźwięków w czasie i przestrzeni. To wiemy, ale zestawiona ze światem fizycznym staje się kosmiczną fugą, księgą przyrody, gdzie cząsteczki jak nuty zawieszone są na wibrującej strunie, z jakiej da się wyprowadzić każdą muzykę świata. Tak jak z drgań tych strun uzyskamy różne dźwięki, tak uzyskamy rozmaite własności fizyczne – melodię figuracji kwarków tworzących cząstki elementarne, powstanie atomów, oddziaływań jądrowych i elektromagnetycznych, promieniowania, błysku przenikającego wszechświat, materii, gwiazd i galaktyk, w końcu melodię praw chemii i ewolucji biologicznej, w tym żywych organizmów, także tych świadomych siebie, co w tej kosmicznej symfonii tworzą muzykę własnego życia. Do tej metafory ze świata muzyki odwołuje się kwantowa mechanika strun, czy też superstrun, przyjmująca hipotezę, że wszystkie cząstki i siły dają się zrozumieć jako wibracja wszystko determinująca, przy założeniu, że fundamentalne cząstki elementarne nie są punktami, ale właśnie strunami.

Oczywiście pojawiły się komplikacje, aby z oscylacji tych strun wyprowadzić całe bogactwo cząstek i ich własności. Okazało się, że nie wystarczy czterowymiarowa czasoprzestrzeń, w jakiej żyjemy, że potrzebne są kolejne wymiary, nawet 10- czy 11-wymiarowej hiperprzestrzeni, niedostrzegalnej w naszym makroskopowym świecie. Powstawały więc teorie strun różnych typów. Przyjęto, że każda jest przybliżeniem bardziej fundamentalnej. Nazwano ją M-teorią, czyli Mysterious (tajemniczą) teorią, albo Matrix teorią. W tej M-teorii podstawowym budulcem rzeczywistości są już nie tylko 1-wymiarowe struny, ale też 2-wymiarowe membrany, 3-wymiarowe brany, czy inne n-brany. Pojawiły się nawet sugestie, że najbardziej podstawowymi elementami są zero-brany, które stanowią wgląd do odmiennej rzeczywistości, w której nie ma ani przestrzeni, ani czasu, że są to drzwi wieczności, za którymi mieszka początkowa osobliwość, ów kosmiczny muzyk, co grając na strunach i branach, stwarza nasz świat fizyczny.
Ten koncert trwa. Zaczął się dawno, 13,8 miliarda lat temu od niewyobrażalnej grudki czasoprzestrzeni. Pomieścił w sobie wszystko. Również te 97 pełnych obrotów Ziemi wokół Słońca, jakie przeżył Marc Chagall. No i ten jego „Koncert”, co właśnie „wybucha” przy pełni Księżyca nad Sekwaną, którą płynie łódź z parą kochanków. Spleceni w jedną postać, trzymają jabłko. Muzyka jest szafarzem światła, oblewa ich nagie ciała i unosi gdzieś w nieznane, w ów dialog przypadku i konieczności. Na brzegu zostaje wieża Eiffla, Łuk Triumfalny, katedra Notre Dame, w tle rozbrzmiewa Czarodziejski flet Mozarta. Muzyka triumfuje, a z nią piękno i miłość, więc czas na bal i wielkie szampańskie bum w Nowy 2016 Rok.
A światło i tak ucieka…






Najpopularniejsze

Zobacz także