X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Kobiece – Oko Dnia

Kobiece – Oko Dnia

Artykuł wprowadzono: 13 listopada 2021

Paryski nie-co-dziennik

– Kochanka? Seksualna drapieżnica? Prostytutka?… Owszem, tak, przyznaję. Ale zdrajczyni? Nigdy! – miała zeznać na swoim procesie Mata Hari. Trwał zaledwie dwa dni. Mimo wątpliwych dowodów i zeznań kilku oficerów na jej korzyść, trybunał wojskowy skazał ją na śmierć. Prezydent Poincaré odrzucił prośbę o ułaskawienie. A i w 2001 roku, choć ciągle brakowało niezbitych dowodów jej winy, francuski minister sprawiedliwości odmówił rewizji procesu.

Imię Mata Hari – po malajsku Oko Dnia – do dziś jest częścią powszechnej wyobraźni, która podsyca jej legendę. Na zawsze weszła do panteonu najsłynniejszych kobiet świata. Kim była ta holenderska tancerka odgrywająca rolę jawajskiej księżniczki? Nieszczęśliwą matką, wzgardzoną żoną, cyniczną pożeraczką męskich serc uzależnioną od luksusu, seksu, sławy, burzliwego życia? Kobietą nowoczesną, wyemancypowaną, walczącą swą seksualnością w świecie zdominowanym przez mężczyzn? Może osobą lekkomyślną, która nie interesując się polityką i wojną, stała się ich ofiarą, wplątując się w podwójną grę wywiadów Francji i Niemiec? Czy faktycznie była tym niebezpiecznym szpiegiem odpowiedzialnym za 100 tysięcy zabitych w pierwszej wojnie światowej? Była idealną kandydatką do roli szpiega, ale jej rzekoma działalność szpiegowska z pewnością została wyolbrzymiona. Pytana w śledztwie, po co właściwie przyjechała do Paryża, odpowiedziała z ujmującą naiwnością: Myślałam, że każda kobieta, która chce uciec od męża, ucieka właśnie tutaj, do Paryża.

Urodziła się 145 lat temu. I tak jak Picasso karmił swoją sztukę seksualnością, doprowadzając muzy, „wycieraczki” i „boginie”, jak je dzielił, do emocjonalnego wyczerpania, samotności, nawet samobójstwa, tak dla niej seks i erotyka były środkami jej własnej sztuki „egzotycznej tancerki strzelistych aktów nagości”, uprawianej w środowisku polityków, sędziów, oficerów. Kusiła zakazanym od tysiącleci owocem zgubnej moralności, należąc do tej kategorii luksusowych kochanek, które wypełniając sobą łóżka bogatych notabli, stają się z czasem kimś innym – pisarkami jak Colette czy projektantkami mody jak Chanel.

Naprawdę nazywała się Margareth Gertrude Zelle, Mac Leod po mężu, oficerze w Indiach Holenderskich (dziś Indonezja). Miała sto twarzy, żeby się podobać, zadziwiać, imponować, żeby o niej mówiono. Bywała Hinduską, Niemką, Angielką, Holenderką, wdową, rozwódką, kurtyzaną, artystką, księżniczką, demoniczną boginią, skandalizującą gwiazdą. Paryż działał na nią jak zaklęcie, jego bulwary, artyści, fortuny. Marzyła o nim i swego dopięła. Została paryską ulubienicą. Poznała Gabriela Astruca, najlepszego impresaria, dzięki któremu ta na wpół amatorska tanecznica stała się najlepiej opłacaną tancerką w Europie. Występowała w Folies-Bergère, Olympii, ba, uzyskała angaż do opery w Monte Carlo. Żyła ponad stan w luksusowym apartamencie przy ulicy Balzaka 3. Miała liczną służbę, powozy, klejnoty, futra. Była sławna.

Patrzę na te długie nogi panny Eiffel, przeglądając krótki tekst „Egzekucja w fosie zamku Vincennes”. To tam, na wieży Eiffla, zainstalowano w 1914 roku wojskowe centrum nasłuchu radiotelegraficznego. Tam przechwycono i rozszyfrowano telegramy kapitana Arnolda Kallego, w których Mata Hari została opisana jako niemiecki agent pierwszej kategorii o kryptonimie H21, wprowadzający w błąd francuskie służby wywiadowcze. Dekadę wcześniej po raz pierwszy zatrzymała się w Paryżu. Miała 28 lat, ognisty temperament i nic do stracenia. Była bez grosza, ale robiła powabne wrażenie. Wysoka, 175 cm wzrostu, ciemne włosy, matowa cera, długie dłonie, mocna budowa ciała, ale jak tylko chciała, to wyglądała na kobietę kruchą i delikatną. Właściwie nie była specjalnie ładna, lecz miała w sobie tę nieuchwytną osobowość, tajemnicę i specyficznie zmysłową wolność, którymi zniewalała mężczyzn.

Na Polach Elizejskich, na rogu ulicy Bassano, był Elysée-Palace. Luksusowy hotel, w którym 41-letnia Mata Hari spotykała ostatniego kochanka – podporucznika Wadima Masłowa. Młodszy od niej o 20 lat, czyli miał lat tyle, ile miałby jej syn Norman, którego straciła, gdy miał 2,5 roku. W tym hotelu została aresztowana.

Jeszcze jest ciemno. Jesień 1917 roku. Poniedziałek. Ubiera się ostatni raz. Perłowoszara suknia, kapelusz, długie rękawiczki. Pisze ostatni list, do córki, do kochanka. Z więziennego dziedzińca wiozą ją na poligon zamku Vincennes. Przywiązują do słupa, odczytują wyrok: W imieniu narodu francuskiego… i tak dalej. Uważa się za niewinną. Odmawia założenia opaski na oczy. Pozdrawia żołnierzy. Przesyła im pocałunek na pożegnanie i mówi: Co to za dziwny zwyczaj rozstrzeliwać ludzi z samego rana. Szabla oficera opada w dół. Ognia!

Na dwanaście pocisków trafiły trzy, robiąc dziurę nad lewą piersią. Pożądane i opłacane ciało, kochane i nienawidzone, obróciło się w proch, przebite kulami plutonu egzekucyjnego w fosie zamku Vincennes.

Znowu wzeszło słońce. Otworzyło inne „oko dnia”. Znowu erotyka, egzotyka… Znowu politycy, sędziowie, oficerowie… Wojna?! To kochanka dla wielu ciągle atrakcyjna. Wysoka, szczupła, zgrabna, o jakże orientalnym typie urody.

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także