X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Klient prostytutki jest przestępcą – Tygodnik Angora

Klient prostytutki jest przestępcą – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 9 kwietnia 2016

Bulwar biegnący dookoła Paryża. Z lewej strony gimnazjum. Godzina 17. Roześmiane dzieciaki wybiegają ze szkoły. Po prawej międzywojenne kamienice. Przy krawężniku stoi piękna, wysoka dziewczyna w futrze. W pewnym momencie odsłania jego poły. Jest całkowicie naga. Słychać przeraźliwy pisk opon. O mało nie dochodzi do karambolu. Kierowcy gwałtownie hamują na widok jej pięknych piersi. To tylko jedna z „kategorii” prostytutek we Francji, które pod opiekę wziął parlament. Karani będą ich klienci.


Dwa i pół roku trwały zażarte boje w Zgromadzeniu Narodowym i w Senacie o zaproponowany przez rządzących socjalistów tekst ustawy. PS (socjaliści) i skrajny Front Lewicy w większości głosowali „za”, natomiast Zieloni i radykalna lewica oraz republikańska opozycja byli „przeciw”. Senatorzy odrzucili projekt, twierdząc, że klient zostaje zepchnięty do rangi przestępcy. Ale Zgromadzenie Narodowe, niższa izba parlamentu mająca ostateczne słowo, było „za” i nową uchwałę przyklepano. Jej zwolennicy twierdzą, że jest to „wielka reforma społeczna”. Przeciwnicy powiadają, że już w 1254 roku Ludwik IX zabronił uprawiania prostytucji. Kobieta na tym złapana była wyrzucana z miasta, a jej majątek konfiskowano. No i do dzisiaj nikt się z tym zjawiskiem w skuteczny sposób nie uporał. W 1946 roku nakazano zamykanie domów publicznych, instytucji tak popularnej w literaturze, jak i w życiu codziennym Francuza od Drugiego Cesarstwa (połowa XIX wieku), poprzez poprzedzającą pierwszą wojnę światową belle époque – okres prosperity w każdej dziedzinie, po zakończenie drugiej wojny światowej.

Siedemdziesiąt lat później, 6 kwietnia 2016 roku, stwierdzono, że „kobieta parająca się prostytucją, jest ofiarą zmuszoną do tego procederu różnymi sytuacjami, natomiast jej klient popełnia wykroczenie”. Przyłapany na tym będzie karany mandatem w wysokości 1500 euro, a w przypadku „recydywy” 3750 euro. Będzie też musiał uczestniczyć w przymusowym „szkoleniu społeczno-obywatelskim”. Państwo udzieli daleko idącej pomocy i wsparcia, także psychologicznego, kobietom, które zdecydują się skończyć z uprawianym procederem. Przeznacza się na ten cel niemal 5 milionów euro rocznie. Dziewczynom cudzoziemkom, które chcą skończyć z prostytucją, będzie przyznawana półroczna karta pobytu we Francji.

Sceptyczni policjanci i niezadowolone „panienki”
Związek zawodowy policjantów kręci głową z niedowierzaniem. Według niego prawo jest „nieżyciowe”, bo trudno sobie wyobrazić jego realizację w codziennej sytuacji. Na alarm biją „Lekarze bez Granic”. Ich zdaniem kara wymierzona w klienta odbije się na prostytutce i to ona oberwie w bardziej dotkliwy sposób. Według organizacji, kobiety uprawiające najstarszy zawód świata i tak będą to robiły, tyle że będą bardziej się z tym ukrywały, a chcąc uchronić swojego klienta przed grzywną, same będą się wystawiały na większe niebezpieczeństwo. Były minister sprawiedliwości i kultury Jacques Toubon jest zdania, że uchwała nie pomoże w zmniejszeniu zjawiska prostytucji ani w zwalczaniu sutenerstwa. Zwolennicy prawa pokazują na przykład Szwecję, gdzie podobne podejście obowiązuje od siedemnastu lat i przez ten czas liczba prostytutek zmalała o połowę. Jednak przeciwnicy natychmiast kontrują, twierdząc, że tak jest na ulicach szwedzkich miast, ale za to kwitnie prostytucja przez internet.

Według oficjalnych danych we Francji ten zawód uprawia od 30 do 40 tysięcy kobiet (w XVIII wieku w samym tylko Paryżu było ich 40 tysięcy). Według nieoficjalnych obliczeń może ich być nawet trzy razy tyle. Przeciwko ustawie zaprotestowało stowarzyszenie Strass, czyli „związek zawodowy pracowników seksualnych”, uważając, że zachęty pieniężne czy przyznawanie kart pobytu są zwykłym szantażem. Działaczki podkreślają jeszcze jeden aspekt sprawy.
Szarganie godności człowieka czy terapia.

Autorzy tekstu uchwały uważają, że należy pomóc kobietom, które nie widząc innego wyjścia z sytuacji, godzą się na podeptanie ich godności jako człowieka i sprzedają swoje ciało. Same zainteresowane protestują. Twierdzą, że to cios wymierzony nie tylko w nie, ale przede wszystkim w te dziewczyny, które kupczenie swoim ciałem uważają za najlepszą formę egzystencji. Według Strass prostytutka jest terapeutą. W pewnym sensie potwierdzała taką „interpretację” francuska izba skarbowa. Prostytutki zakwalifikowano do grupy „wolnych zawodów” ze względu na „terapeutyczny charakter wykonywanej pracy”. Niedawno państwo w poszukiwaniu finansów zmieniło tę kwalifikację zawodową, stwierdzając, że kobiety świadczą „usługi”, no i oczywiście znacznie podniesiono im podatki. Jeśli je płacą, to wszystko jest w porządku, bo to praca jak każda inna i musi być opodatkowana.

Klienci kierują się różnymi potrzebami. Wielu z nich to samotni mężczyźni. Inni są onieśmieleni w „normalnych” stosunkach z kobietami i seks za pieniądze „zdejmuje” z nich jarzmo paraliżującego stresu. Są tacy, dla których życie erotyczne zaczyna się właśnie od doświadczonej w tej materii kobiety. Inni, znudzeni pożyciem małżeńskim, szukają zmiany, a dla wielu „przypadkowy” seks jest niezwykłą podnietą. A to tylko kilka przykładów motywacji, którymi kierują się mężczyźni szukający takich okazji.

Georges Simenon, autor między innymi przygód komisarza Maigret, ponoć po zakończeniu pisania kolejnej książki, a napisał niemal 370 powieści i 170 nowel, znikał na kilka dni w domach publicznych. Żeby się odstresować po ciężkiej pracy. Twierdził, że spał z ponad dziesięcioma tysiącami kobiet. Jego żona mówiła, że to gruba przesada, bo mogło być ich nie więcej niż tysiąc dwieście; 80 procent to były prostytutki.

Zawód ten nie jest we Francji karany, ścigane natomiast są sutenerstwo, prostytucja nieletnich i prowadzenie domów publicznych. O ile w XIX i na początku XX wieku prostytucją parały się głównie mieszkanki prowincji, przybywające do Paryża dziewczyny z Bretanii czy Normandii, o tyle w drugiej połowie stulecia zaczęły się tym zajmować cudzoziemki. W 1990 roku co piąta prostytutka pochodziła z zagranicy. W 2013 stanowiły one już 90 procent prostytutek. Ich dostarczaniem na francuski „rynek”, przede wszystkim do Paryża i na Lazurowe Wybrzeże, zajmują się mafie chińska i rosyjska. Pochodzą one najczęściej z Europy Środkowo-Wschodniej – głównie są to Rosjanki, Bułgarki i Rumunki. Polek też nie brakuje, ale teraz coraz bardziej wypierają je Afrykanki i skośnookie Azjatki. Biorą od 20 do 3 tysięcy euro.

Poza dziewczynami „w futrach na chodniku” istnieje wiele kategorii tego zawodu. Na drogach wylotowych z Paryża, w rowach i w laskach „urzędują” najstarsze kobiety, z których usług korzystają przejeżdżający kierowcy. Czarnoskóre piękności urzędują w rozklekotanych furgonetkach w lasku Vincennes. W środku świeci się latarenka – znaczy się, dziewczyna pracuje. Lasek Buloński to „raj” dla transwestytów, tutaj królują przybysze z Brazylii. W bramach kamienic przy St. Denis stoją „dojrzałe” panie. Wyższą pozycję w hierarchii zawodowej zajmują dziewczyny, najczęściej młode i długonogie, w barach i kabaretach Montmartre’u. Luksusowe call girl to spadkobierczynie tradycji dworskich kurtyzan. Zaś wieczorem na wytwornej Avenue Foch, przy której rezydencje warte są wiele milionów, rozpoczyna się wielka parada. Po jednej stronie stoją wspaniale zbudowane i śliczne dziewczyny, po drugiej – przystojni i muskularni mężczyźni. Tysiąc euro za godzinę.

Marek Brzeziński






Najpopularniejsze

Zobacz także