X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Karnawałowy bufet – Tygodnik Angora

Karnawałowy bufet – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 2 stycznia 2016

W czasie święta Trzech Króli zwykle jada się we Francji „gelatte de roi”. W środku pysznej masy znajduje się porcelanowa figurka niespodzianka. W tym roku „królewskie ciasto” proponuje się w wielu odmianach. Z nadzieniem makowym, z truskawkami, z czekoladą i białymi migdałami, z cytryną i z miodem. Są tacy, którzy porcelanowe cacka zastępują autentycznymi, choć „niskokaratowymi” diamentami. Ale my skupmy się na bufecie, bo karnawał już w pełnej krasie.



Tę porę roku pięknie urozmaicają i ocieplają na talerzu egzotyczne owoce. „Owoce męczennicy pańskiej”, czyli le fruits de la Passion, przypominająca melona z czarnymi jak kawior ziarenkami – papaja, gojawe o zielonej skórce, pitaja – po przekrojeniu której ukazuje się jej czerwonobordowy miąższ z setkami czarnych ziarenek. Nie możemy zapomnieć o ulubionym owocu deserowym kuchni azjatyckiej, o pysznych liczi, podawanych w bardzo słodkim syropie, którą to słodycz można nieco zneutralizować szampanem, koniakiem, whisky albo białym rumem. W Kambodży owoce posypuje się… solą, a zatem słony ananas, pomarańcze i słona papaja. Coś w tym jest, bo w owocach jest naturalna słodycz, więc sól dodaje nową gamę smaków. Zerknijmy do naszego karnawałowego bufetu…

Tatar z langustynek

Jeśli mamy dostęp do świeżych langustynek, to obieramy je z pancerzyków. Igłą usuwamy czarne jelito na grzbiecie (tak jak w przypadku krewetek), siekamy wielkim nożem kuchennym (Francuzi nazywają go „nożem szefa”), wkładamy do półmiska, skrapiamy sokiem z cytryny, z limonki i z pomarańczy, dodajemy nieco oliwy z oliwek, a jeśli ktoś lubi to „egzotyczne smagnięcie smakowe”, to i parę kropli oleju sezamkowego. Nie za dużo, bo ma on bardzo silny zapach i musi być naprawdę doskonałej jakości. Liczi obieramy ze skórek. Te z twardą „osłonką” mogą jeszcze poleżeć, te z miękką muszą być natychmiast użyte, a poza tym łatwiej się uwalnia białe wnętrze z chropowatej osłonki. Jedni tną je nożem na pół. Można je także skręcać w palcach, tak jakby się odkręcało śrubkę. Potem trzeba wyjąć brązową pestkę. Teraz owoce trzeba posiekać. Na talerzu układamy cieniutką warstewkę tatara z langustynek. Na to warstwa malin i liczi. Szczypta cayenne. Znów langustynki, znów owoce i cayenne. Ostatnia warstwa langustynek. Na szczycie malina obsypana posiekaną zieloną kolendrą i cayenne.

Na drugie danie filet z łososia z grilla lub podsmażany na patelni, wyłożonej pergaminem na oleju z orzechów z odrobiną cydru. Obraną ze skórki papaję kroimy na cieniutkie plastry, skrapiamy oliwką, może być z truflami, dodajemy paprykę espelette, sok z limonki i parę kropli whisky (Szkoci wiedzą, co piją do tej ryby). Cytronela, zielona, świeża kolendra i posiekany szczypiorek. A jak ktoś lubi egzotykę północnoafrykańską, to i szczypta „pięciu przypraw” z Maroka.

Do przystawki pełne w smaku, owijające się „owocowym szalem” dookoła języka Chablis. Do głównego dania Pouilly Fume – białe, wytrawne, pełne elegancji.

Do siego roku!






Najpopularniejsze

Zobacz także