X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Julia i małże

Julia i małże

Artykuł wprowadzono: 8 sierpnia 2015

Julie Andrieu jest dziennikarką, gotującą z najlepszymi szefami kuchni we Francji. Jest autorką kilku znakomitych książek kucharskich, dzięki którym można poznać tajniki francuskiej kuchni regionalnej. Julie Andrieu to prześliczna blondynka, więc nie można się oprzeć podawanemu przez nią daniu.


Julie przyznaje, że kuchnia zaczęła ją interesować w 25. roku życia. Nie miała w rodzinie żadnego mistrza sztuki kulinarnej, gdy gotowanie zaczęło ją wciągać jak narkotyk. Dla niej poszukiwanie smaków staje się sztuką życia. – Nie ma dnia, bym nie szukała czegoś nowego, nie ma dnia, bym nie próbowała jakiegoś nowego produktu regionalnego, którego nie znałam dotychczas i nie ma też kolacji, w czasie której nie rozmawiałabym o jedzeniu – mówi pisarka. Julie jest rozbrajająco szczera, pisząc w przedmowie do jednej ze swoich książek, że mama, aktorka, nauczyła ją najpierw posługiwać się mikrofalą, a dopiero potem, jak się przyrządza „okręt flagowy francuskiej kuchni tradycyjnej” – blanquette de veau.

Milion pomysłów…
To klucz do odkrycia nowych możliwości. Bo przecież banalne chipsy wcale nie muszą być z ziemniaka, ale z cienko pokrojonego na plasterki buraka czy cukinii. Sedno tkwi w przyprawie. Dodaj cukru, papryki cayenne albo świeżych ziół, a za każdym razem ten burak czy cukinia będą smakowały inaczej. Albo obsyp je grubą morską solą – zakąska do piwa pierwszorzędna, bo o ile sól „gryzie” się z winem, to z piwem już nie. Julie proponuje takie chipsy z cukinii z parmezanem. Można byłoby je „ożywić” czymś ostrzejszym, na przykład indyjskim curry. Anglicy na coś, co jest ostre mówią, że jest „hot” – „gorące”, bo „pali” w język. Pikantne dla nich nie musi palić, dlatego to jest „spicy”, czyli smakujące przyprawami. I taka jest różnica w indyjskiej kuchni między kurczakiem „tikka”, „madras” i „vindaloo”. Ten pierwszy jest pikantny, drugi pikantno-ostry, a trzeci pali jak piec hutniczy dotknięty językiem.

Sukces Julie tkwi także w tym, że sięga do kuchni regionalnej, o jakiej wielu Francuzów już zapomniało. Jednym z przepisów jest ten na przegrzebki, małże świętego Jakuba. Najlepsze są świeże, a jeśli mamy mrożone, to trzeba je najpierw potrzymać w mleku. Oczyszczone małże marynujemy przez pół godziny w koniaku i morskiej soli. Pomidory obieramy, pozbawiamy pestek, drobno tniemy szalotkę. Czerwone „korale” małż rozgniatamy widelcem na „purée”. Patelnia. Nieco masła. Wolny ogień. Małże przez minutę smażymy po każdej stronie. Dodajemy marynaty z koniakiem. Na drugiej patelni szalotkę i pomidory posypane szafranem polewamy śmietaną, dodajemy „puree” z korali, pieprzu, szczyptę soli i cayenne lub espelette. Do tego białe wino znad Loary. Tureńskie. Pysznie wytrawne o wspaniałym bukiecie.






Najpopularniejsze

Zobacz także