X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Jesienne owoce

Jesienne owoce

Artykuł wprowadzono: 28 listopada 2020

Dlaczego owoce? Bo według części botaników owocem jest wszystko to, co ma pestki. Czyli arbuz, pomidor i ogórek, a nie tylko pomarańcze, jabłka i gruszki, a także cukinia. Według tej klasyfikacji owocem jest też patison.

Są białe, zielone, granatowe z fiołkowatymi smugami, a bywają niekiedy całkowicie czarne. Uprawiane były przez Azteków i to właśnie z Ameryki Południowej, dzięki hiszpańskim podbojom, trafiły w XV wieku na europejskie stoły. W Meksyku jedzono je z kukurydzą i z fasolą. W Europie uprawia się je w Hiszpanii i na południu Francji. Słynie z nich Luiz­jana – stan w USA, który kiedyś był „francuski”. Patisony należą do rodziny cukinii, są lekkostrawne, dietetyczne i mają niezwykle subtelny smak, który można podostrzyć, na przykład cayenne. Bogate w witaminę C, ale także w te z grupy B, wapń, fosfor, magnez i żelazo, a także potas. Dodaje się je do gulaszu, zarówno mięsnego, jak i… rybnego. Można je konserwować jak ogórki, z dodatkiem marchewki, małych, młodych cebulek, kopru, listka laurowego i kilku ziaren gorczycy. Można je ze znakomitym skutkiem dodawać do koreańskiego kimchi albo faszerować. We Francji często nazywa się je hiszpańskimi karczochami albo księżymi biretami.

Wiele odmian – liczne przepisy

Ważą od pół kilograma do dwóch. Najbardziej klasycznym sposobem jest wrzucenie ich do osolonej, gotującej się wody. W całości, a potem obcina się „kapelusz”. Warto go zostawić, bo nałożony na podany owoc nadaje mu zadziornego, fantazyjnego wyglądu. Łyżką wydrążamy jego wnętrze. Oswobadzamy go z pestek. Można do gotującej się wody dodać łychę cukru albo wręcz zagotować je nie w wodzie, lecz w białym winie lub piwie. Ale można i inaczej je przygotować. Warto wybrać sztuki mniejsze rozmiarem. Są delikatniejsze w smaku, a poza tym nie trzeba obierać ich ze skóry – te starsze i większe już tak. Małe patisony, wbrew powszechnemu przekonaniu, wcale nie są trudniejsze do napełnienia farszem – ten sam problem z nadziewaniem co z pomidorami czy z papryką. W niektórych regionach Francji pieką je wypełnione konfiturą, szpinakiem i zielonymi jabłkami. Gdzie indziej podają je tarte na drobne kawałki, skropione oliwą i sokiem z cytryny. My zabierzemy się do tego inaczej. Najpierw farsz. Może być ryż, ale też świetna będzie kasza gryczana. Gotujemy ją w wodzie z solą morską, a potem mieszamy z kurkumą, colombo – antylską, delikatniejszą wersją curry. Szczypta cayenne. Mieszamy z mielonym albo siekanym mięsem wołowym i jagnięciną, ale jeśli dodamy do tego kurczaka lub indyka, to nie byłoby źle. Liście szpinaku odcinamy od łodyg, blanszujemy, szybko do lodowatej wody, a potem szatkujemy. Jeśli ktoś chciałby orientalne zapachy i smaki, to dodamy masali. Przyprawa niezwykle popularna w kuchni indyjskiej i absolutnie niezbędna na Reunion, francuskiej wyspie na Oceanie Indyjskim. W hindi oznacza to „mieszankę przypraw”. Jest tam kolendra, kminek, kurkuma, koper włoski, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon i ostra papryka – niebiański aromat. Wszystko mieszamy, dodając świeżo starty imbir, czosnek i posiekaną cebulkę. Na piętnaście minut do piekarnika – 180 stopni Celsjusza. Po wyjęciu posypujemy startym cheddarem. Zresztą taki ser, jaki kto lubi. Może być i parmezan albo inny gatunek żółtego sera, na przykład sabaudzkiego z alpejskich łąk. Teraz już tylko pięć minut w piecyku. Po wyjęciu posypujemy świeżo poszatkowaną kolendrą albo pietruszką. No i czerwony, wytrawny Medoc o niemal fioletowej szacie i aromacie jeżyn i jagód.




Najpopularniejsze

Zobacz także