X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Jerzy Grotowski w teatrze Elizabeth Czerczuk – Paryski nie-co-dziennik

Jerzy Grotowski w teatrze Elizabeth Czerczuk – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 19 maja 2018

Mistyk, guru, artysta. Tropiciel – jak sam pisał – absolutnej, czystej teatralności jako „gry w umowność” prowadzącej do parodii losu ludzkiego, gdzie zaciera się podział na scenę i widownię. Jeden z największych reformatorów teatru XX wieku, twórca metody aktorskiej, profesor Columbia University i Collège de France. Pierwsze zawodowe doświadczenia zdobywała u niego Elizabeth Czerczuk, aktorka, reżyserka, założycielka francusko-polskiego teatru w Paryżu, która zorganizowała w nim poświęconą Mistrzowi konferencję – „Grotowski, le théâtre et au-delà” – pierwszą od 2004 roku zorganizowaną wówczas na Sorbonie.





Jerzy Grotowski światową sławę zyskał autorskim przedstawieniem Apocalypsis cum Figuris (1968), jednym z najważniejszych spektakli XX wieku wystawionym w jego Teatrze Laboratorium we Wrocławiu. Była to artystyczna msza o tym, jak mogłoby wyglądać ponowne przyjście Chrystusa na świat i jak został On przez ludzi odrzucony. To zwieńczenie sformułowanej przez Grotowskiego idei „teatru ubogiego” oraz „aktu całkowitego”. Pierwsza zakłada odrzucenie wszystkiego, co nie jest dla teatru niezbędne, by nie był kolażem różnych sztuk: plastyki, muzyki, literatury i pozostawienie jedynie aktora i widza, stanowiących jego integralną całość. Druga idea zakłada, że aktor nie tyle gra, udając uczucia, co „ogołaca się” w akcie całkowitym, docierając do najgłębszych pokładów psychiki.

Apocalypsis był ostatnim przedstawieniem Grotowskiego. Będąc u szczytu powodzenia, przestał wystawiać spektakle. Zaangażował się w prace warsztatowe, zwłaszcza z ciałem, rzeczywistym medium komunikacji międzyludzkiej. Porzucił teatr na rzecz badań z pogranicza antropologii i psychologii. Zaczął realizować kolejne przedsięwzięcia nazywane „teatrem uczestnictwa”, „parateatrem” czy „teatrem źródeł”. Za każdym razem szedł dalej w swych poszukiwaniach „tajemnej logiki świata, której od stuleci szukamy”. Były to doświadczenia trans­kulturowe, w których proces twórczy odbywał się bez podziału na widzów i uczestników (aktorów).

W okresie stanu wojennego opuścił Polskę. Przyjął obywatelstwo francuskie, ale przeniósł się do włoskiej Pontedery (Toskania), gdzie realizował swój ostatni program – „sztuki rytualne”, konstruując tzw. Akcje dotykające archetypów różnych kultur świata. Ten ostatni etap jego twórczości Peter Brook nazwał „sztuką jako wehikuł”, bo mającą przenosić uczestników w inny wymiar rzeczywistości; sztuką, która nie potrzebuje już widza, bo jej odbiorcą jest sam działający. To próba dotknięcia czegoś istotnego w człowieku, tego, co łączy nas z całym łańcuchem istnienia, osaczenia owej „istotności” całym ciałem, całym sobą. – Nie, nie jestem ani uczonym, ani naukowcem. Czy jestem artystą? Prawdopodobnie tak. Jestem rzemieślnikiem – mówił Grotowski. A o sztuce: – Jest jak drabina Jakubowa, po której szczeblach mogą schodzić aniołowie. Trzeba jednak, aby szczeble drabiny były zrobione dobrze, żeby były najwyższej rzemieślniczej jakości. On i te szczeble jego sztuki otoczone były nimbem tajemnicy, wręcz magii. Posądzano go nawet o szamanizm, pozowanie na guru, na proroka.

W konferencji jemu poświęconej, jaka w ostatni weekend odbyła się w teatrze Elizabeth Czerczuk, uczestniczyli naukowcy z uniwersytetów z Francji, Polski i Maroka. Referowali jego twórczość i dziedzictwo, konfrontowali z Artaudem, Dubuffetem, Mickiewiczem. Gdy przywołano wieszcza, przypomniało mi się dawne wystąpienie Krzysztofa Rutkowskiego (nie detektywa, ale profesora i pisarza), który na sorbońskiej sesji wygłaszał referat na temat: „Mickiewicz – Grotowski, od poezji czynnej do sztuki jako wehikuł”. Mówił o ich przynależności do światowej rodziny mistyków i mędrców zajmujących się tajemnicami tkwiącymi w człowieku, które od problemów różnią się tym, że nie są rozwiązywalne, można je tylko z różnych stron oświetlać. W latach 40. XIX wieku Mickiewicz odrzucił poezję pisaną. Doszedł do wniosku, że ona nie angażuje całego człowieka, że trzeba uprawiać inną poezję – czynną, która dokona transformacji człowieka. Grotowski poszedł analogiczną drogą. Jak Mickiewicz szukał w człowieku czegoś w rodzaju esencji. Czegoś, co nie jest już działaniem artystycznym, lecz jest próbą odnalezienia elementu najbardziej pierwotnego w człowieku. Sztuka rytualna Grotowskiego powracała do doświadczenia, które przez wieki było udziałem ludzi, a które zostało zapomniane. Jest jak odkrywanie piachu ze starej tablicy nagrobnej i próba odczytania, co na niej zapisano.

Jerzy Grotowski zmarł w 1999 roku w Pontederze. Jego prochy rozsypano w Indiach, niedaleko Madrasu, nad Arunaczalą (Płomieniem), świętą górą Ramany Maharishiego, w miejscu dla niego szczególnie ważnym. Tam schodzi on wiatrem po solidnie zrobionych szczeblach Jakubowej drabiny.
A przed paryskim teatrem Elizabeth Czerczuk też powiało ciepłym wiatrem. – Wiatr żyje, powietrze można zobaczyć – mawiał Grotowski. Na afiszu „Matka” Witkiewicza i „Requiem dla artystów”.

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także