Zawód: uciekinier

Zawód: uciekinier

Artykuł wprowadzono: 7 lipca 2018

To nie była pierwsza ucieczka słynnego kryminalisty

Niedzielne południe. Ludzie w kościołach na nabożeństwie o godz. 11. W tym czasie na dziedzińcu więzienia w Reau w departamencie Sekwany i Marny ląduje śmigłowiec.

To jedyne miejsce, nad którym nie rozciągnięto siatki uniemożliwiającej ucieczkę „pod chmury”. To specjalny zakład karny dla wyjątkowo niebezpiecznych przestępców otwarty w 2011 roku przez Nicolasa Sarkozy’ego. Z helikoptera wyskakuje dwóch uzbrojonych po zęby zamaskowanych mężczyzn. Rozpylają chmury gazów ze świec dymnych. Przecinają grube pręty bramek rozdzielających dziedziniec. Uzbrojeni są w kałasze, ale nie pada żaden strzał. Po kilku minutach śmigłowiec odlatuje z jednym więźniem pod obłoki. Z zakładu karnego w Reau zwiał „król uciekinierów”.

Rédoine Faïd. 46 lat. Skazany na 25 lat za kratkami za nieudany atak na opancerzony konwój przewożący pieniądze. W trakcie ataku w podparyskim departamencie Val de Marne zginęła wówczas młoda policjantka 25-letnia Aurélie Fouquet. Zasądzony wyrok gangster uznał za jawną… niesprawiedliwość, zaś jego adwokaci wspierali tę postawę tezą, że „nie jest typem zabójcy policjantów”. Faïd wcześniej już uciekał. 13 kwietnia 2013 roku w więzieniu na północy Francji wziął za zakładników czterech strażników. Miał przy sobie ładunki wybuchowe, którymi sterroryzował pracowników więzienia. Półtora miesiąca później złapano go w hotelu na przedmieściach na południu Paryża.

W listopadzie ubiegłego roku przewieziono go do „więzienia pod specjalnym nadzorem”, gdzie miał przebywać w izolatce. Miał do swojej i tylko do swojej dyspozycji gabinet lekarski i warsztaty. Niezwykle elegancki gość. Wygolona głowa. Nienaganna biała koszula. Pełny uśmiech. Wielka kurtuazja wobec strażników zaszokowanych jego uprzejmością i obyciem. Arsène Lupin czy cwany, bezwzględny bandyta? Nie stroni od mediów. Po swojej pierwszej odsiadce w więzieniu trafia przed kamery telewizji, gdzie opowiada o swoich „przygodach”. Mówi, że dostał pracę w handlu. Pasjonuje się piłką nożną. Chętnie nagrywa wywiady. Z dziennikarzem Jérôme’em Pierratem napisał książkę, autobiografię. „Pochodzi z Creil. W Oise. Na północy Paryża.




Miejsca, w którym bez kija i noża poruszać się nie można. „To ostatni z wielkich bandytów” – mówi Jérôme Pierrat i dodaje, że jego „bohater” miał jedenaścioro rodzeństwa. Tylko jedno z nich jest notowane w policyjnych archiwach. Pozostali to dziennikarze, nauczyciele matematyki. Wyszli, jak to się mówi, na ludzi. Według Pierrata Rédoine Faïd był zawsze zafascynowany kinem i, jak się wydaje dziennikarzowi, jego pierwsze napady były inspirowane filmami. Ulubionym był „Heat” Michaela Manna. On sam chciał zadać kłam stereotypowi, że bandyta jest socjopatą – chciał być „gangsterem dżentelmenem”. Taka postawa zyskała mu wielkie uznanie wśród więziennych strażników. – Administracja penitencjarna zapraszała go na stołówkę na obiady – opowiada dziennikarz, i dodaje, że Rédoine Faïd jest człowiekiem o niesłychanie silnej psychice. Ma nieprawdopodobną zdolność do zachowania zimnej krwi w każdej sytuacji. Nie chciał, aby mu w celi zamontować telewizor, bo „nie chce się uzależnić od telewizji”. Zresztą – jak mówią jego bliscy – „więzienie to była dla niego zupełnie nierealna idea – on zawsze myślał tylko o jednym – o ucieczce”. Według jego byłego adwokata, jest człowiekiem, który przed sądem w niezwykle precyzyjny i jasny sposób wyjaśnił, dlaczego uwięzienie go za kratami to przemoc wobec niego, i zapowiedział, że skorzysta z każdej nadarzającej się okazji, by wyrwać się na wolność. – Nie znam drugiego tak do głębi wolnego człowieka – powiedział mecenas Christian Saint-Palais. Obrońca zamordowanej policjantki przyznaje, że był pewien, iż Rédoine Faïd znów ucieknie z więzienia.

– To jest w jego genach. To człowiek, który nie wyobraża sobie, by mógł skończyć za kratkami. To uosobienie wolnego ducha – powiedział mecenas Laurent-Franck Lienard. Gangster specjalizował się w napadach z bronią w ręku na samochody przewożące duże sumy pieniędzy. Opinia psychiatrów jest bardziej skomplikowana. „To człowiek, który z pełną świadomością jest w stanie wykorzystać atuty swojej osobowości, swój czar, charyzmę, niebywałą inteligencję, odwagę i umiejętność kontroli innych, by osiągnąć to, co chce”.

„Przygotowane jak w perfekcyjnym kryminale”. W taki sposób określili ucieczkę Rédoine’a Faïda prowadzący dochodzenie. Najpierw nad więzieniem krążył dron. Strażnicy natychmiast o tym poinformowali przełożonych, ale przez następny miesiąc nic się nie działo, więc powoli o tym zapomniano. Teraz według prowadzących dochodzenie jest już jasne, że był to początek planu ucieczki Faïda. Niedziela 1 lipca była pierwszym dniem, gdy pozwolono mu wyjść na spacer na nieosłonięte siatką miejsce, czyli na dziedziniec. Wcześniej tego dnia odwiedził go jeden z braci. Po ucieczce gangstera był przez dwa dni przesłuchiwany, ale nie stwierdzono niczego, co mogłoby wskazywać na związek z ucieczką więźnia. Wspólnicy mieli doskonałe rozeznanie w terenie i postępowali jak agenci w filmach o przygodach Jamesa Bonda. Śmigłowiec odlatuje z gangsterem. Lądują w Gonesse pod Paryżem, w tym samym miejscu, gdzie rozbił się przed laty ponaddźwiękowy concorde. Przestępcy podpalili kabinę helikoptera. Pilota, instruktora latania, którego wzięli jako zakładnika, puścili wolno. Sami wsiedli do czarnego renaulta, potem przesiedli się do białej furgonetki. I zniknęli.
Na nogi postawiono trzy tysiące policjantów i żandarmów z bronią maszynową. Patrole ustawiono na drogach stołecznego regionu Île de France, także na granicy z Belgią, gdzie zatrzymywano i przeszukiwano każdy biały samochód. Spalony śmigłowiec i renaulta zabrano do laboratorium na badania DNA.

Drugi nurt dochodzenia dotyczy spraw wewnątrz zakładu karnego w Reau. Gangsterzy musieli być doskonale poinformowani o zaporach, które forsowali przy użyciu pił do cięcia metalu, ale mogli mieć, a według niektórych na pewno mieli, wtyki wśród pracowników więzienia. Był to nie tylko pierwszy dzień, kiedy pozwolono Rédoine’owi Faïdowi na spacer na dziedzińcu, ale ten doskonale wiedział, że wkrótce ma być przewieziony do jeszcze bardziej strzeżonego więzienia dla wyjątkowo niebezpiecznych przestępców. Co więcej, pokonanie w kilka minut drogi zabarykadowanej bramami z żelaznych prętów wymagało znakomitego rozeznania.

Związki zawodowe pracowników zakładów penitencjarnych narzekają na warunki panujące w Reau. Wprawdzie, co należy do wyjątków we Francji, nie ma tam „przeludnienia”, bo na 800 miejsc w zakładzie przebywało 650 więźniów, ale wielu strażników załamało się na wiadomość o ucieczce Faïda. Więźniowie ponoć tryumfowali, szydząc z personelu. – To rzadki przypadek przestępcy, który potrafiłby w taki sposób zorganizować ucieczkę. Albo ma duże pieniądze, albo kumpli z najwyższej półki – stwierdzili policjanci.

Marek Brzeziński
Na podst.: Le Parisien,
Le Point – France Info