Wyzwoleni z obsesji posiadania

Wyzwoleni z obsesji posiadania

Artykuł wprowadzono: 24 lutego 2019




Nie stać cię na hotel w Paryżu? – Zanocuj w mieszkaniu francuskich nieznajomych. Nie masz auta? – Wybierz się w drogę z tym, kto je posiada. Marzysz o nowych ciuchach? – Idź do sklepu, gdzie wszystko jest za darmo. Oto sharing economy, ekonomia współdzielenia. Trend, który pozwala korzystać z rzeczy i usług bez konieczności ich kupowania.

Niczego nie marnuj!
Poznań jest polską stolicą współdzielenia. Tutejsze giveboxy, czyli szafy stawiane w różnych miejscach miasta, dokąd można przynieść niepotrzebne przedmioty i wziąć sobie, oczywiś­cie całkowicie za darmo to, co może się przydać, zaczęły tu powstawać już w 2016 roku. Służą nie tylko ubogim, ale również ludziom, którym nieobojętna jest planeta i jej drastycznie kurczące się zasoby. Dzielenie się jest troską – to hasło wszystkich podobnych przedsięwzięć. Troską o środowisko degradowane nadmierną produkcją oraz docenianiem ludzkiej pracy i stworzonych przez nią przedmiotów przez ograniczanie odpadów. Poznaniacy pomysł ściągnęli z Niemiec, gdzie pierwsze takie inicjatywy istniały już w latach 90. Pomysł przyjął się szybko, zaczęły powstawać coraz to nowe miejsca wymiany, a wraz z nimi zacieśniały się lokalne społeczne więzi. Od października ubiegłego roku przy ulicy Głogowskiej funkcjonuje Centrum Ekonomii Współdzielenia „Po-Dzielnia”, jednocześnie freeshop i edukatornia, gdzie prowadzone są warsztaty i pogadanki o recyklingu plastiku, produkcji mięsa niszczącej środowisko, o wodzie z kranu i o tym, jak ze starych rajstop wyczarować prawdziwe cuda. W „Po-Dzielni” można naprawić popsute żelazko, toster, suszarkę do włosów i wszelkie sprzęty grzejące. Na półkach na nowych właścicieli czekają ubrania, płyty, książki, naczynia, artykuły gospodarstwa domowego. Wszystko poza jedzeniem. Artykułami spożywczymi wymieniamy się kilka kilometrów dalej, na Rynku Wildeckim w „Jadłodzielni”. Podstawą dzielenia się jest idea „zero waste”, czyli niemarnowanie niczego. W Polsce mamy już za sobą trzy edycje Targów Zero Waste, gdzie słucha się wykładów o rozsądnej konsumpcji, ogląda filmy, je wegańskie kanapki i pije kawę nalewaną do kubków przyniesionych przez klientów. Można też przyłączyć się do zbiórki elektrośmieci, stworzyć własną torbę z gazet czy dowiedzieć się, jak być ekomamą. W sieci działa mnóstwo serwisów, takich jak polski Pożyczamysobie.pl. Tworzymy społeczność ludzi oszczędnych korzystających ze swoich zasobów w takim tylko zakresie, w jakim ich potrzebują – piszą administratorzy strony. – Pożycz wkrętarkę od naszego użytkownika zamiast ją kupować, kiedy kupisz nowe łóżko i potrzebujesz je skręcić. Pożycz przyczepkę do samochodu, kiedy to łóżko zechcesz przywieźć ze sklepu. Tak to działa. Potrzeb mamy zawsze wiele i coraz więcej. Zamiast kupować, współdziałaj i pożyczaj. Zamiast trzymać bez potrzeby w domu nieużywane przedmioty, zacznij je oferować do wypożyczenia. Inicjatyw propagujących dzielenie się przybywa, choć Polacy nadal są w ogonie trendu. W rankingu popularności ekonomii współdzielenia, przygotowanym przez szwedzki think tank „Timbro”, zajęliśmy dopiero 92. miejsce na świecie.

Śmierć gospodarki
Koncepcja udostępniania innym posiadanych rzeczy nigdy nie zaistniałaby na taką skalę, gdyby nie było internetu oraz kryzysu finansowego 2008 roku. Internet stał się dla zwolenników sharing economy potężnym narzędziem komunikacji, zaś kryzys pokazał, że obecny system gospodarczy nie działa sprawnie, produkując rzeszę młodych bezrobotnych, którzy wprawdzie pragną dóbr, ale ich na nie nie stać. Jeśli dołożymy do tego rosnącą świadomość zagrożeń ekologicznych i zagubioną gdzieś w neoliberalnym świecie potrzebę wspólnoty, to ekonomia współdzielenia wydaje się atrakcyjną alternatywą. Niestety, neguje ona potrzebę nabywania coraz to nowych przedmiotów i usług, a więc jest niebezpieczna dla kapitalistycznej gospodarki. Jeśli mało kupujemy, nie zwiększamy PKB, doprowadzamy do upadku producentów i handlowców. Działający na całym świecie serwis Airbnb z początku był czystą sharing economy dla podróżników. Ludzie mający akurat wolne łóżko, pokój, kamper, mieszkanie czy dom, oferowali je innym całkiem za darmo, w zamian za twoje mieszkanie albo za niewielką opłatę, o wiele niższą niż w hotelach. W ten sposób młodzież zwiedzała świat, przy okazji poznając nowych przyjaciół. Ale przedsięwzięcie się rozrosło. Między innymi dlatego, że wielu dostrzegło w nim źródło zarobku. Kupowali lokale, by wynajmować je w serwisie. Airbnb stał się poważną konkurencją dla branży turystycznej. Zaczął też zagrażać budżetom miast, pozbawiając je podatków. Niektóre atrakcyjne metropolie nałożyły więc ograniczenia. I tak w Berlinie przez Airbnb nie można udostępniać całych mieszkań, Madryt zakazał wchodzenia serwisowi do centrum, a Amsterdam i Paryż pozwoliły oferować noclegi tylko przez określoną ilość dni w roku. Tyle że Airbnb czasu nie kontrolował, dlatego liczba paryskich nieruchomości zamieszczanych w serwisie przekroczyła 65 tys., co tak bardzo wkurzyło władze, że pozwały serwis za łamanie lokalnego prawa. Grozi mu grzywna w wysokości 12,5 mln euro. Rosnąca popularność współużytkowania rzeczy, dzielenia się umiejętnościami oraz potencjałem intelektualnym, nie pozwala, by rządy i biznes przeszły obok tego zjawiska obojętnie. Władza żąda więc płacenia podatków, a przedsiębiorcy dostosowują się do nowej mody, przyjmując model działalności przypominający ekonomię współdzielenia, lecz faktycznie bazujący na wypożyczaniu, wynajmowaniu i leasingu. Pomysłem odnoszącym w Polsce największy sukces są rowery miejskie na minuty.
W 2018 roku każdy taki pojazd firmy Nexbike, największego dostawcy i operatora systemu rowerów publicznych, miał średnio 850 użytkowników, a w systemie zarejestrowało się 1,7 mln osób na 7,5 mln mieszkańców miast, gdzie rowery były wypożyczane. Coraz powszechniejsze jest również wynajmowanie transportu samochodowego. Prym wiedzie tu amerykańska platforma Uber. Za pomocą jej aplikacji na urządzenia mobilne możesz zamówić przejazd u najbliższego ci geograficznie kierowcy zarejestrowanego w serwisie. Kierowca udostępnia swój samochód i czas za wynagrodzeniem. Opłatę nalicza się automatycznie i obciąża nią konto pasażera. Usługa jest tańsza niż taksówka, dlatego taksówkarze na całym świecie protestują. Zarzucają platformie między innymi niepłacenie podatków. Zarzut ten, według Ubera, jest bezpodstawny, przynajmniej jeśli chodzi o Polskę. Uber ma w Polsce zarejestrowaną spółkę, która działa zgodnie z wymogami prawa, w tym prawa podatkowego. Nie tylko płaci podatki, ale też wnosi istotną wartość do polskiej gospodarki – stwarza możliwości ekonomiczne dla tysięcy osób, w każdym mieście, w jakim działa i, ponieważ wszystkie transakcje na platformie dokonywane są w sposób elektroniczny, wprowadza przejrzystość do sektora, który historycznie był oparty na gotówce – wyjaśnia Uber w liście do portalu internetowego Kontostudenta.pl. Korporacje taksówkowe mówią o nieuczciwej konkurencji również dlatego, że właściciele samochodów współpracujący z serwisem, w przeciwieństwie do zawodowych taksówkarzy, nie muszą zdobywać licencji na przewóz osób. Niedawno z tego powodu Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie zatwierdził karę grzywny w wysokości 10 tys. zł nałożoną przez Inspekcję Transportu Drogowego na studenta, kierowcę Ubera, wiozącego pasażerów swoim autem.




Nowy świat
Słownik „Oxford English Dictionary” definiuje „ekonomię współdzielenia” jako system gospodarczy, w którym aktywa lub usługi są dzielone pomiędzy osobami prywatnymi, za darmo lub za opłatę, zazwyczaj za pośrednictwem internetu. Termin ten kojarzący się dotąd raczej z hippisowską komuną, niż z wielkimi pieniędzmi, został szybko zawłaszczony przez biznes i oznacza już całkiem co innego – zarabianie na wypożyczaniu rzeczy i usług. Oto gospodarka przyszłości. Dzięki rozwojowi ekonomii współdzielenia, ludzie uzyskują coraz lepszy dostęp do produktów i usług po coraz niższej cenie. Nadwyżka zdolności produkcyjnych coraz efektywniej wydobywana jest z istniejących już przedmiotów, ponieważ konsumenci niekoniecznie chcą posiadać, oni przede wszystkim chcą korzystać – pisze amerykański ekonomista Michael C. Munger w książce „Tomorrow 3.0”. Nie mamy mieszkania, mebli, samochodu, roweru i rolexa, ale je wypożyczamy. Tym sposobem redukujemy koszty, a pieniądze przeznaczamy na niematerialne przyjemności. Ludzie staną się kolekcjonerami przeżyć, nie przedmiotów. W końcu XXI wieku posiadanie przedmiotów będzie prawdopodobnie archaiczną ideą. Z pozoru ta piękna przyszłość wyzwolona z obsesji posiadania ma jednak drugą, ciemną stronę. Przy zmniejszonej konsumpcji nastąpi drastyczny spadek cen i wynagrodzeń. Etaty staną się rzadkością, a normą – praca dorywcza. To już się dzieje, na przykład w Uberze, gdzie właściciele aut nie są zatrudniani, lecz wynajmowani i to nie przez serwis, będący jedynie pośrednikiem między kierowcą a pasażerem, tylko przez samych pasażerów. Nie bez przyczyny rządy rozważają wprowadzenie dochodu podstawowego mającego zapewnić obywatelom minimum egzystencji. Obstawiam, że za parę dekad większość ludzi poniżej 30. roku życia nie będzie miała prawa jazdy, pracy, prawie niczego – twierdzi Munger. Ale czy możemy być wolni bez własności? Jeśli ludzie oszczędzają lub inwestują pieniądze, jakie zaoszczędzili dzięki dzieleniu się, to świetnie – pisze April Rinne, doradczyni ekonomiczna na stronie World Economic Forum. – Ale jeśli zmierzamy w kierunku świata, w którym ludzie mają mniej aktywów i niższe oszczędności, zmniejszamy naszą odporność jako społeczeństwo. Do gospodarki przyszłości aspirują również stare, tradycyjne, niecyfrowe firmy. Ikea zamierza wynajmować meble, a Volvo w swojej nowej kampanii reklamowej apeluje: Nie kupuj tego samochodu. Promuje wypożyczanie. Miesięczny abonament zapewni wszystko prócz paliwa – ubezpieczenie, przeglądy, naprawy, wymianę płynów. Usługa jest już dostępna w Niemczech. Podstawowa wersja xc40 kosztuje (bagatela!) około 500 euro miesięcznie. W Polsce działa już firma „Qarson”, która oferuje samochody na abonament. Abonament umożliwia jazdę samochodem za stałą miesięczną opłatę – donosi „Puls Biznesu”. „Qarson” zapewnia kilkadziesiąt modeli popularnych aut. Koszt abonamentu za renault clio rozpoczyna się od 499 złotych brutto.

Wynajmowanie, wypożyczanie, leasing z pierwotną ideą dzielenia się mają niewiele wspólnego. To nie rewolucja, lecz nowa odsłona biznesu, który przyswoił sobie nazwę „sharing economy”, by umościć się w popularnym trendzie. Opublikowany niedawno raport Bank of America Merrill Lynch mówi, że globalna wartość tej działalności gospodarczej wynosi już około 200 mld dol. i bardzo szybko rośnie.

Ewa Wesołowska


Najpopularniejsze

Zobacz także

Copyright © iFrancja 2019