Wakacje od myślenia – Paryski nie-co-dziennik

Wakacje od myślenia – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 1 lipca 2018

Uff, gorąco. Lato, wakacje. Kto by ich nie chciał? Kto by nie chciał dreszczyku letniej przygody? Najbardziej racjonalne umysły, gdy się znajdą sam na sam z oślepiającym słońcem, różnym ulegają pokusom. Mnie wciągnęły przestrzenie Azji, szkoda, że muzealne, ale…

Jak zwykle o tej porze roku zajrzałem w Paryżu do jednego z największych na świecie muzeów kultur pozaeuropejskich, Musée Quai Branly, a tam – „Piekło i fantomy Azji”.

Egzotyczna wystawa-podróż między żywych i umarłych. Lecz bezpieczna, mimo że eksploruje moce zła i przemocy. Refleksja nad azjatycką kosmogonią w wersji pop. Kawalkada demonów, upiorów, widm, zjaw, duchów, fantomów kipiących złą karmą, wędrujących przez naraka, gorące i zimne piekła buddyjskie. Fantomy w całunach mszczące się za nienaturalną śmierć, nieukaraną niesprawiedliwość, nierespektowanie rytuału pogrzebowego. Straszą swoje ofiary, doprowadzając je do szaleństwa. Spektakl błądzących straszydeł ucieleśniających strach i nieład społeczny. Nawiedzają azjatycką wyobraźnię od wieków, pojawiając się w różnych relacjach: obrzędowych, ludycznych, artystycznych poprzez teatr, malarstwo, kino, gry komputerowe, wideo.

Orszak złowieszczy. Kobieta fantom, bez stóp, poskręcana, o długich splątanych włosach. Przemieszcza się, nie dotykając ziemi. Dręczy, nęka, niepokoi. Nie sposób uniknąć jej zemsty. Fantom skaczący obunóż, bo przywiązany do kołka, by nie mógł wrócić do żywych. Zabija albo drapie ofiary pazurami, zmieniając je w wampiry. Trzeba wstrzymać oddech, bo żywi się oddechem żywych. Dalej fantom o szkieletowej budowie i mikroskopijnych ustach niepozwalających cokolwiek zjeść. Na ogół niewidoczny dla żywych, szuka posiłków parujących, bo jedynie może chłonąć opary pożywienia. Obok fantom drapieżca. W dzień wydaje się łagodną kobietą niezamykającą oczu (po tym można go rozpoznać), nocą zmienia się w drapieżną zjawę, której głowa, serce i jelita oddzielają się od siebie, latając w poszukiwaniu żeru. Pożera niewielkie zwierzęta, noworodki, zgniłe ryby, ludzkie ekskrementy. Spotykając go, należy uciekać. Więc – uciekłem.




Uciekłem do muzealnego amfiteatru imienia wielkiego antropologa Claude’a Lévi-Straussa, broniąc się przed fantomami, wymachując specjalnym wydaniem „Filozofii zła”. Zła, co – jak wyczytałem we wstępniaku – „dzieli nasze łoże i żywi się przy naszym stole”. Zła, co ma wiele twarzy. Widzimy je wszędzie. Wpisuje się w całą historię ludzkości, a być może i w naturę człowieka, w czyste, racjonalne człowieczeństwo. Nie krąży na zewnątrz nas niczym upadły anioł, ale gnieździ się w nas samych i rośnie w naszych trzewiach, jak tylko przestajemy się mu przeciwstawiać. Nie ma mikrobów zła. To mniej lub bardziej wolny wybór, fenomen metafizyczny, wolność, którą się definiuje możliwością czynienia dobra lub zła. Zło – relatywizowane, banalizowane, które aby zatriumfowało, potrzebuje już tylko jednego – bierności w obronie dobra.

To zło na Zachodzie rozumie się jako przeciwieństwo dobra, jako antagonistyczna relacja między nimi, walka sił dobra z siłami zła, gdzie dobro albo jest przegraną zła, albo vice versa. Myśl Wschodu nie podziela tego antagonizmu, korzeni zła szuka w niewiedzy, złej karmie, iluzji wzmacniania własnego ego, tego głuchego dźwięku wielkiej symfonii świata, co nie ma ani autora, ani dyrygenta, ani wykonawcy. Nie walczy z siłami zła, lecz szuka drogi wyprowadzenia egzystencji poza jego zasięg.

Czy świat to wielka fabryka zła? Zła, które oswajamy, na które się uodporniamy, do którego przywykamy. Psychologowie społeczni nie pozostawiają złudzeń, że cień zła tkwi w każdym z nas, i aby nas uwiodło, potrzeba jedynie odpowiednich warunków. Podatność na zło jako uboczny efekt ewolucji tkwiący w strukturze mózgu, w labiryncie neuronowych połączeń. Wyniki dwóch najsłynniejszych eksperymentów naukowych są tu porażające: eksperymentu Stanleya Milgrama badającego skłonność do czynienia zła (rażenia bliźnich prądem) pod „osłoną” autorytetu oraz eksperymentu więziennego Philipa Zimbardo, w którym „dobrzy” ludzie, gdy się im zapewni anonimowość, radykalnie zmieniają zachowanie, wchodząc w role więźniów i strażników. W pierwszym eksperymencie aż 93 proc. reprezentatywnie dobranych uczestników stosowało wobec innych najsilniejsze szoki elektryczne, a badanie drugie, zaplanowane na dwa tygodnie, zostało już po sześciu dniach przerwane ze względu na wyjątkową brutalność osób równie reprezentatywnie przyjmujących rolę strażników.

Dobro – alibi zła? Wolność też zniewala, czasem najszybciej. Od odkrycia ognia po rozbicie atomu człowiek – dowodził autor „Smutku tropików” – nie dokonał niczego poza beztroskim rozrywaniem miliardów struktur, których ponowne scalenie nie jest już możliwe mimo wysiłków rozmaitych zaklinaczy dobra i zła. Piekielnie oślepiające słońce. Wakacje od myślenia.

Leszek Turkiewicz