Kurs €uro:

Trzy wirtualne błękity – Paryski nie-co-dziennik

Trzy wirtualne błękity – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 1 sierpnia 2020

Koronakrach przyśpieszył wirtualną percepcję świata – w tym świata sztuki – jako symulację rzeczywistości błądzącej po pokrętnych drogach interfejsu. Cyfrowej sieci użyto w paryskim Centrum Pompidou, gdzie po raz pierwszy udostępniono wirtualną ekspozycję poświęconą tryptykowi – „Błękity” Joana Miró. Ekspozycję eksperymentalną, dostępną w wizualizacji 3D na wszechobecnych smartfonach, tabletach, komputerach, na których ekranach obrazy Bleu I, Bleu II, Bleu III zanurzają się w immersyjnym świecie onirycznej sztuki Katalończyka.

Ów tryptyk pierwszy raz wystawiono blisko 60 lat temu w paryskiej galerii Maeght, co przypomina wystawa w Centrum Pompidou, prezentująca szeroki kontekst tego dzieła powstałego już poza Paryżem, w Palma de Mallorca, gdzie Miró miał pracownię przystosowaną do dużych formatów. Błękit i niebieski zajmują miejsce szczególne w jego twórczości. Kolor marzenia sennego, czystego nieba, głębokiej wody, symbol spokoju, równo­wagi, pogody ducha, drogi mistycznej. Kolor ten nawiązuje też do tradycji spryskiwania na niebiesko ścian zabudowań w rodzinnej dla artysty Katalonii. „To kolor moich marzeń” – taką inskrypcję malarz umieścił na innym obrazie z dominującą błękitno-niebieską plamą, którą w tryptyku wzmocnił jeszcze elementami czerni i czerwieni.

Urodzony w Barcelonie Joan Miró do Paryża przyjechał dokładnie sto lat temu, w 1920 roku, w wieku 27 lat. Zatrzymał się w hotelu prowadzonym przez jego rodaków. Brał udział w manifestacjach dadaistów. Rok później wynajął atelier w XV dzielnicy Paryża przy rue de la Blomet 45. „Ulica Blomet to miejsce decydujące dla mojej twórczości, miejsce odkrywania nowych idei w kręgu przyjaciół”. Spotykał Jacoba, Eluarda, Bretona, Aragona, Artauda, Hemingwaya. Ten ostatni użył metafory, że Miró malował obraz przez 9 miesięcy, czyli przez czas noszenia poczętego dziecka, co było aluzją do stylistycznej naiwności. Bo i jest w tym pewna dziecięca alchemia. Pogranicze surrealizmu i abstrakcji inspirowane dziecięcą kreską. Gwiezdne konstelacje słońc, księżyców, znaków lekkich, wolnych, przestrzennych. Świat anty­intelektualny, osobisty, zanurzony w imaginacji malarza.

Przy rue de la Blomet nie ma już numeru 45. Zamiast niego jest skwer dla dzieci, do którego prowadzą wysokie topole. Obok – piaskownica, mała zjeżdżalnia, kilka koników na sprężynach. Na dzieci patrzy olbrzymi „Księżycowy ptak” z brązu, dzieło Miró. Malarz opuścił ulicę Blomet w 1927 roku. Przeniósł się bliżej pracowni surrealistów: Arpa, Ernsta, Magritte’a. Blady, milczący idealista o żywych oczach, w marynarskim niebieskim kostiumie, notował w kajecie: „Kiedy kładę się spać – czasami bez kolacji – widzę, jak pojawiają się dziwne, tajemnicze formy na suficie”. Gubił w nich rzeczywistość, która przestawała być jego modelem. Jego wyobraźnia wibrowała kolorem, kierując się tam, gdzie znaki uwalniają się od przedmiotowej ułudy, gdzie harmonia opanowuje przestrzeń. Często taka monochromatyczna animacja przywołuje u niego obecność nocy, której optyczna pustka nie jest odczuwana jak nieobecność, ale forma bliskości absolutu. Kolor, plamy, kreska wibrują jak marzenie senne, a to w „Narodzinach świata”, a to w „Miłości”, a to w „Pejzażu z kogutem”, a to w „Psie szczekającym do księżyca”.

Bezkształtne plamy, linie, figury. „Interesuje mnie sztuka bezimienna, która się wyłania z otchłani nieświadomości”. Deklarował, że zostawił za sobą wszystkie „izmy”, by dokonać fuzji z uniwersum. Psychiczny automatyzm stał się głównym źródłem jego inspiracji, tworzywem wizualnych odczuć, myśli, słów. „Jest mi trudno mówić o moim malarstwie – pisał do przyjaciela – bo zawsze rodzi się w stanie halucynacji, prowokowanym przez jakiś szok, którego nie do końca jestem świadomy. Jasność, siła, wręcz plastyczna agresywność prowadzi mnie w głąb mej duszy. Do wzruszenia się kilkoma punktami w kolorze, co uwalniają płacz dziecka w kołysce lub wycie zakochanej dziwki. Pewnie to wcale nie jest malarstwo, ale nie dbam o to”.

Przez całe życie Joan Miró marzył o wielkim atelier – i się doczekał. W 1959 roku otrzymał Wielką Międzynarodową Nagrodę Fundacji Guggenheima, której przewodniczył Eisenhower. Wybudował dom na Majorce i wielkie atelier, w którym dziś jest jego muzeum. Tam powstał eksponowany w Centrum Pompidou via online tryptyk „Błękity”. W Pompidou jest też największa kolekcja jego obrazów; także w Paryżu udekorował dwie zewnętrzne ściany nowego budynku UNESCO na placu Fontenoy. Jedną dedykował słońcu (Ściana słońca), drugą – księżycowi (Ściana księżyca). Zmarł 25 grudnia 1983 roku przykuty do łóżka w swoim domu w Palma de Mallorca, patrząc w gwiazdy. Być może wypatrywał jednej z planetoid, tej, którą rok wcześniej nazwano jego imieniem – „4329 Miró”.

Wirtualny Miró – w sieci, poza prawdziwą rzeczywistością. Tam, gdzie świat realny staje się już tylko symulacją świata pomyślanego, tego, który jest początkiem idei, metafor, obrazów. No i tych słów wysłanych z coraz bardziej zagrożonego realu.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także