Tam, gdzie Leonardo bije się po pysku z Tycjanem – Paryski nie-co-dziennik

Tam, gdzie Leonardo bije się po pysku z Tycjanem – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 16 listopada 2019

Tam ma miejsce paryskie wydarzenie roku, „ekspozycja stulecia” – tak francuskie media okrzyknęły wystawę zorganizowaną dla uczczenia 500. rocznicy śmierci Leonarda da Vinci. Tam, czyli w Luwrze, gdzie i na co dzień jest najwięcej arcydzieł tego geniusza, który, jak mawiano, musiał zawrzeć pakt z diabłem, by do końca poznać człowieka. Tam ta przygotowywana od dekady retrospektywa to według jej organizatorów największe wyzwanie w dziejach Luwru – dwa miliony ludzi ma przyciągnąć.

Obok kolekcji własnej zebrano większość zachowanych obrazów Leonarda; także rękopisy, dokumenty i ponad 20 rysunków, łącznie z tym najsłynniejszym – „Człowiekiem witruwiańskim” przedstawiającym idealne proporcje ludzkiego ciała. Łącznie – 140 dzieł pochodzących z najbardziej prestiżowych instytucji: nowojorskiego Metropolitan Museum of Art, Royal Collection, British Museum, weneckiej Gallerie dell’Accademia, mediolańskiej Biblioteki Ambrozjańskiej, Muzeum Watykańskiego i petersburskiego Ermitażu. Liczono na obecność „Damy z łasiczką” vel „z gronostajem” z Muzeum Narodowego w Krakowie, ale – jak wiemy – nasz minister kultury odmówił. Może i lepiej, bo w Luwrze… Tłok na ścianach. Kakofonia. Karczma. Leonardo bije się po pysku z Tycjanem. Aż w końcu dochodzisz do świętego zakątka, gdzie króluje ona, Gioconda! – kpił Gombrowicz, który zmarł o jedno zero później, czyli 50 lat temu.

Minister zażądał za „Łasiczkę” wypożyczenia w przyszłości owej królującej Giocondy. Wiedział, że żąda niemożliwego, choć… trzy razy opuściła ona Luwr: w 1911 roku, kiedy ukradł ją włoski malarz pokojowy Peruggia, by – jak twierdził – zabrać rodaczkę do ojczyzny, oraz eksponowana w Nowym Jorku (1963) i w Tokio (1974). Ale to przeszłość, która nie ma się powtórzyć. „Sfinks piękna”, światowy symbol sztuki, zagadkowy uśmiech planetarnej ikony, może być co najwyżej zapożyczany: przez artystów przedstawiany z pękiem kluczy, wąsami czy dolarami albo przez świat mody, reklamy, mediów. „Mona Lisa” nie została nawet przeniesiona do tej części Luwru, gdzie odbywa się rocznicowa wystawa. Została u siebie, piętro wyżej, w Salle des États. Ekspozycyjne honory domu na „wystawie stulecia” pełni za nią inna dama: „La Belle Ferronnière” spoglądająca z portretu pięknej kochanki Ludovica Sforzy, księcia Mediolanu, zwanego nomen omen „Gronostajem”. Przygląda się temu „Głowa młodej dziewczyny”, inaczej „La Scapigliata”, także „Święta Anna Samotrzeć”, no i inne madonny: „Madonna Benois”, „Madonna wśród skał”, „Madonna z kołowrotkiem”, nawet „Święty Jan Chrzciciel” i „Święty Hieronim na pustyni”. Zmysłowa Ferronniere jest na wszystkich plakatach i banerach zapowiadających wystawę podzieloną na siedem sekcji: Światło-cień-relief, Wolność, Leonardo w Mediolanie, Nauka, Życie, Powrót do Florencji, Wyjazd do Francji.

Leonardo był synem toskańskiego notariusza i chłopki zrodzonym z nieprawego łoża, wychowywanym przez dziadków ze strony matki. Samouk. Nie otrzymał akademickiego wykształcenia. Nie był cudownym dzieckiem i niczego znaczącego przed 25. rokiem życia nie osiągnął. Wegetarianin i homoseksualista. Prowokował otoczenie obyczajowością i był nawet oskarżony przed trybunałem o sodomię (ostatecznie oskarżenie wycofano). Przeprowadzane przez niego sekcje zwłok oraz odlewy ludzkiego mózgu i komór serca dały mu przydomek „brat Fausta”. Wyprzedzał czas. Opracował projekty helikoptera, kadłuba łodzi podwodnej, silnika napędzanego energią wody, czołgu, spadochronu, roweru, prototypu samochodu. Zajmował się zagadnieniami grawitacji, kwadratury koła, badaniem skamielin i światła, które określał energią pozbawioną masy. Kuratorzy wystawy stawiają tezę, że te osiągnięcia wiążą się ze sztuką, swobodą twórczą, która prowadziła go do wiedzy, do poszukiwania niekończącego się ideału oddającego zmienność form, przestrzeni, światła. Nie namalował wielu obrazów – trzydzieści podczas 40-letniej kariery, z których zachowała się połowa. Często nie kończył swoich dzieł, zostawiając je non finito, jakby zatrzymane w wiecznym procesie odkrywania cudu natury. Doskonałości dopatrywał się w Bogu ponad kościelną władzą, czystym i perfekcyjnym jak matematyczna figura, za której tajemniczym pięknem podążał przez całe życie.

Ostatnie trzy lata spędził w pałacu Clos Lucé w dolinie Loary pod opieką króla Francji Franciszka I, mianowany jego doradcą, nadwornym malarzem i architektem. Migrując do Francji, przywiózł na grzbiecie muła namalowaną na desce topoli „Mona Lisę”, dziś najbardziej rozpoznawalny obraz na świecie. Umarł, mając 67 lat. Zgodnie z jego ostatnią wolą w pogrzebie uczestniczyło 60 żebraków niosących świece za godziwą zapłatę. Pozostawił dzieło, które zapowiadało współczesność, jeszcze nieopartą na elektryczności, antybiotykach, satelitach czy nowych technologiach cyfrowych, ale na kulcie praktycznej wiedzy i naukowego eksperymentu. Dzieło non finito.

Ale retrospektywa z pewnością się skończy – 24 lutego. (Bilety po raz pierwszy do nabycia wyłącznie przez internet, i to tylko na konkretny dzień i godzinę). I jeszcze jedno. Ów geniusz z toskańskiego miasteczka Vinci zostawił potomnym przesłanie: Żyjcie z entuzjazmem, radośnie, bez lęku!

A po pysku nie bijmy nikogo! 

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także