„Szpieg” z Radia Wolna Europa

„Szpieg” z Radia Wolna Europa

Artykuł wprowadzono: 30 grudnia 2018




Rue du Chevaleret. Czteropiętrowa kamienica. Nad nią wieżyczka kaplicy pełnej ciepła we wnętrzu. Dom Świętego Kazimierza, założony w 1864 roku przez polskich emigrantów z inicjatywy księżnej Anny Sapieżanki, służył pomocą Polakom bez dachu nad głową, weteranom, sierotom i ubogim.

Tu ostatnie lata życia spędził Cyprian Kamil Norwid. Dom prowadzą polskie siostry zakonne. Na III piętrze mieszka MACIEJ DŻIERŻYKRAJ-MORAWSKI. Ten dzisiaj 89-letni pan jest znanym polskim dziennikarzem, publicystą i działaczem emigracyjnym.

– W Bibliotece Polskiej w Paryżu ówczesny dyrektor Towarzystwa Historyczno-Literackiego, nieżyjący już Leszek Talko, wręczył mi wyciągnięty ze skrzyni browning, mówiąc, że należał on do Kajetana Morawskiego. Pańskiego ojca.

– Prawda, to browning ojca. Tata był niecodziennym Polakiem. Starał się jednoczyć rodaków w imię walki z komunizmem i walki o wolność. Piłsudski odstawił go na boczny tor, ale on chciał się pogodzić z Piłsudskim. Marszałkowi nie mógł tylko wybaczyć, że władzę zostawił w rękach Rydza-Śmigłego i Becka. Ojciec znacznie bardziej cenił umiejętności dyplomatyczne księcia Janusza Radziwiłła. Po wybuchu wojny ojciec razem z rządem polskim przedostał się do Rumunii, a stamtąd do Francji. Pracował tam w Biurze Badań Celów Wojskowych przy Rządzie Polskim. Po zajęciu Francji przez hitlerowców dostał się do Londynu. To były jeszcze czasy, że uznawano paszport dyplomatyczny ojca. W Anglii sprawował różne stanowiska w rządzie na uchodźstwie. W październiku 1941 roku został pierwszym ambasadorem zagranicznym przy Komitecie Wolnej Francji w Algierze. To było mądre pociągnięcie Rządu Londyńskiego. Brytyjczycy się ociągali. Amerykanie też. A rząd polski w Londynie był pierwszy. Francuzi, w tym de Gaulle, nigdy tego nie zapomnieli. W lipcu 1945 roku, gdy ojciec był ambasadorem RP w Paryżu Francja cofnęła uznanie rządu Rzeczypospolitej na uchodźstwie, a mimo to do końca był traktowany jako przedstawiciel polskiego ośrodka emigracji w Londynie. Był przyjmowany przez de Gaulle’a. Istnienie kierowanej przez niego Ambasady Rządu Londyńskiego wprawiało we wściekłość nie tylko komunistów w PRL-u, ale też tych z Francji. Ojciec przyznał order jednemu wysokiemu rangą politykowi francuskiemu, ale jakiś idiota z francuskiego MSZ, widząc napis „Ambasada”, zaniósł go do ambasady PRL. Następnego dnia komunistyczna „L’Humanité” opublikowała go na pierwszej stronie, nazywając nas „polskimi zdrajcami i bandytami”.

– Pan, pańska mama i rodzeństwo spędziliście wojnę w okupowanej Polsce.

– Ojciec bardzo chciał, żebyśmy do niego dołączyli we Francji. Mógł to zorganizować dzięki znajomościom dyplomatycznym, ale mama i moja starsza siostra powiedziały, że zostaną. Magdalena zaangażowała się w wywiad AK. Świetnie znała niemiecki i francuski. Jeździła jako francuska folksdojczka do Berlina i innych miast niemieckich w tajnych misjach. W powstaniu warszawskim zginęła na początku walk. Mama nie mogła sobie darować, że nie wyjechaliśmy, jak chciał ojciec. W czasie powstania cudem udało mi się uniknąć gwałtu przez żołdaków oddziału Waffen SS Kamińskiego. Potem uratowaliśmy się przed wywózką do Niemiec. W Pruszkowie był polski lekarz. Ubrał mnie w biały kitel. Mamie kazał się położyć na noszach. Przykrył ją prześcieradłem i tak uciekliśmy do Małej Wsi koło Grójca.

– Ojciec nie chciał wrócić do Polski?




– Przywiozłem taką ofertę od jego przedwojennego przełożonego. Ale ojciec odpowiedział, że nie wierzy, bo Stalin nie jest politykiem, tylko terrorystą. Potem też nas namawiano, ale ojciec stanowczo odmawiał, mówiąc, że im nie wierzy. Jego i de Gaulle’a łączyło przekonanie, że system komunistyczny się nie utrzyma, bo nie można rządzić za pomocą policji.

– Pan poszedł w ślady ojca i zaczął pracować dla Radia Wolna Europa.

– Byłem nawet przez rok stypendystą Kolegium Komitetu Wolnej Europy. Miałem wyjechać na studia doktoranckie do Stanów, ale odmówiono mi dalszego stypendium na podstawie donosu, jakobym po wojnie miał być komunistą, a poza tym homoseksualistą.

– To typowe z tego czasu chwyty UB.

– Kiedy wiele lat później zapytałem jednego z moich szefów w Wolnej Europie o tę intrygę, to bez wahania odparł, że to była robota komunistycznych służb specjalnych PRL.

– I nie tylko to spotykało pana z ich strony.

– Nie tylko mnie, ale i moją żonę. Otrzymywałem wiele telefonów z pogróżkami. Moją koleżankę z sekcji rumuńskiej RWE Monikę Lovinescu ciężko pobito pod jej domem na zlecenie Ceauşescu. Markowa z BBC nie znałem. Kostowa, oficera bułgarskiej bezpieki, który zbiegł na Zachód – tak. Obaj byli potraktowani tak zwanym parasolem bułgarskim, w którego końcówce była silna trucizna. Kostow cudem przeżył. Markow nie. Te pogróżki to nie były żarty. Mojego współpracownika Piotra Jeglińskiego, od którego otrzymywałem bezcenne informacje o tym, co się w Polsce dzieje, bezpieka chciała zwabić do Berlina Wschodniego i porwać lub zlikwidować. Moja żona nie wytrzymała tego psychicznie. Jest do tej pory ciężko chora w wyniku tego terroru.

– To delikatna sprawa, ale jeśli może pan o tym powiedzieć…

– W pewnym momencie była pod taką presją, że twierdziła, iż ja to nie jestem ja. Zamiast mnie jest mój sobowtór. Mówiła, że nasza córka nie jest jej córką. Kazała nam się wynieść z domu. Gdyby nie przyjaciele, tobyśmy wylądowali na bruku. Rozwiodła się ze mną. Zaczęła robić niesłychane rzeczy pod względem finansowym. Nie płaciła podatków, robiła jakieś nietrafione inwestycje. Musiała opuścić pałac, w którym mieszkała, i trafiła do otwartego domu opieki. Mnie chodzi tylko o to, aby rząd w Warszawie przyznał jej status „inwalidztwa spowodowanego zimną wojną”, prześladowaniami przez ubeków. To pojęcie nieznane we Francji. Jak umrę, to chcę, żeby moja żona Jadwiga miała francuską opiekę społeczną właśnie dzięki temu statusowi – „inwalidy zimnej wojny”. We Francji jest 19 osób w takiej sytuacji. Ale Francuzi, szczególnie ci, którzy wiedzą, że chodzi o synową Kajetana, człowieka tak zasłużonego dla budowania związków polsko-francuskich, dziwią się, że przeszłości kombatanckiej mojej żony nikt w Polsce nie uwzględnia. Nie chodzi o pieniądze. Chodzi o status inwalidy.

– Ale skąd się wzięła taka wściekła nagonka wobec pana ze strony służb specjalnych PRL-u.

– Są ludzie pracujący w RWE, którzy mówią: „O co chodzi? Ja pracowałem tam parę lat i nikt mnie nie prześladuje. Więc o co Morawskiemu chodzi z tym prześladowaniem”? Tyle że taki gość pracował w dziale rolniczym, a ja zbierałem informacje. Jestem już starym człowiekiem, więc mogę już to i owo ujawnić. I zdradzę panu pewną tajemnicę – ja nie zostałem zwerbowany do pracy w RWE do polskiej redakcji, ale przez specjalny dział informacyjny. Przez dziesięć lat zajmowałem się zbieraniem informacji o tym, co się dzieje w Polsce, w PRL-u. UB oskarżało mnie o szpiegostwo, ale to komuniści stworzyli tę etykietkę. A my zbieraliśmy prawdziwe, rzeczywiste informacje o tym, co tam się działo. Pomagał mi w tym znakomity Piotr Jegliński. Zdobywałem informatorów. Miałem wiele źródeł wiadomości. Od działaczy opozycji, ale nie tylko. To były też osoby z różnych zwalczających się frakcji komunistycznych. Na przykład informacje od Kliszki, który przekazuje je za pośrednictwem polskiej stacji PAN w Paryżu. Bo oni chcieli, abyśmy to nagłośnili i pogrążyli tę drugą stronę. Potem, jak Kongres USA przejął od CIA Wolną Europę, to trzeba było działać pod jakąś przykrywką. No i stanęło na tym, że będę oficjalnym korespondentem z Paryża. Ale chodziło o zbieranie informacji z Polski, bo według Nowaka-Jeziorańskiego Polacy chcą słyszeć o tym, co się dzieje w ich kraju, a nie komentarze z zagranicy.

Rozmawiał :
Marek Brzeziński


Najpopularniejsze

Zobacz także

Copyright © iFrancja 2019