Smutek błękitny,  smutek różowy – Paryski nie-co-dziennik

Smutek błękitny, smutek różowy – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 24 listopada 2018




Był piękny jesienny poranek 1900 roku. Na paryskim dworcu Orsay z pociągu wysiadł 18-letni Pablo Picasso ze starszym o rok przyjacielem Casagemasem. Przyjechali przy okazji światowej wystawy, gdzie pokazano obraz Pabla, przed którym otwierała się niewyobrażalna kariera, w co on sam nie wątpił, butnie tytułując jeden z autoportretów – „Ja, Picasso”.

Tak zaczyna się oblegana przez tłum wystawa – „Picasso błękitny i różowy” w dawnym dworcu Orsay, dziś szacownym muzeum. Trudno uwierzyć, ale to pierwsza prezentacja we Francji tego wczesnego okresu jego twórczości – 330 dzieł, z których niektóre od 50 lat nie były pokazywane publicznie. Okres błękitny (1901 – 1904), okres różowy (1904 – 1906) i epizod koloru ochry – jak akcentuje chronologiczna ekspozycja – mają etapy przejściowe, bo ani się nagle nie zaczęły, ani tak nie skończyły. Picasso zajął w Paryżu atelier przy rue Gabrielle odstąpione mu razem z modelkami przez rodaka Isidre’a Nonella i zanim wszedł w okres błękitny, pod jego pędzlem ciągle eksplodowała rozkiełzana sensualność słonecznej Katalonii, a i paryskie noce odkrywał przy użyciu krzykliwych kolorów, będąc pod wrażeniem Lautreca i van Gogha. Zmienił też podpis, jakim sygnował obrazy: z nazwiska ojca Ruiz na nazwisko matki – Picasso.

„Zacząłem malować na niebiesko, bo stale myślałem o jego śmierci”. O śmierci Carlosa Casagemasa, który się zabił zdesperowany nieodwzajemnioną miłością kochanki Germaine Pichot. Dotknięty tym dramatem Picasso namalował wiele pośmiertnych portretów przyjaciela. Pierwszy – „Śmierć Casagemasa” z głową samobójcy oświetloną płomieniem świecy jest jeszcze w konwencji à la van Gogh, ale już w następny wdziera się zimny błękit. „Pogrzeb Casagemasa”, obraz, który zapoczątkował okres błękitny. Przedstawia wniebowstąpienie duszy przyjaciela w asyście prostytutek zajmujących miejsce chóru aniołów. Były kolejne: „Casagemas w trumnie” czy emblematyczne dla tego okresu „Życie”, gdzie do Casagemasa (w szkicach ma twarz Picassa) tuli się naga Germaine w obecności matki z niemowlęciem. Alegoria samotności (choćby we dwoje) i beznadziei życia, mimo jego miłosnego owocu – macierzyństwa.

Chłód błękitu przeszywa wszechobecny smutek. Przygarbione, wychudzone ciała błądzą w otchłani pustych miejsc, dźwigając spojrzenia pełne bólu. Żebracy, ślepcy, starcy… Wszyscy w błękitny smutek ubrani. Również Picasso, którego autoportret przedstawia brodatego, wynędzniałego, bladego artystę przeklętego, co w nowym atelier na bulwarze Clichy mocuje się z widmem nędzy. Świat udręki, gdzie żadna wzajemna komunikacja jest niemożliwa, jak sugerują „Prostytutki przy barze” tyłem ukazane. Malarz wizytował więzienie Saint-Lazare, w którym chore wenerycznie kobiety były internowane. W tę ikonografię melancholijnej beznadziei wpisują się otwarcie erotyczne rysunki i akwarele Picassa, bywalca burdeli w Paryżu i Barcelonie. Na jednym pieści on nagie pośladki dziewczyny, na innym wspomniany już Nonell poddaje się oralnym pieszczotom atrakcyjnej piękności i dnia, i nocy.

Mroczność okresu błękitnego, pełna strachu i śmierci, powoli ustępuje miejsca „różowej muzie” zabawy, ciągle z domieszką smutku w tle, ale mimo wszystko zabawy. Postacie nie są już tylko urodzonymi przegranymi trzymającymi się ciemnych stron życia. Daje o sobie znać tajemnicza modelka Madeleine o nieznanej tożsamości, co androgynię przypomina. Jest inspiracją kilku obrazów i grawiur wyznaczających przejście z okresu błękitnego – u którego kresu się pojawia – do różowego, na którego początku znika. Jej spojrzenie jest dziwnie nieobecne, jakby o niemożliwej miłości świadczące.




Picasso przeniósł się na Montmartre do Bateau-Lavoir – kompleksu drewnianych atelier, do których wchodziło się przez kładkę – stąd „statek” w nazwie tej słynnej przystani malarzy o pustych brzuchach. Tu spotkał swoją pierwszą towarzyszkę życia Fernande Olivier. Tu otaczał się przyjaciółmi, z którymi po kilku absyntach śpiewał heroiczną poezję w kabarecie Lapin Agile. Tu zaczął bardziej świetlisty okres różowy. Jego symbolem stał się arlekin kojarzony z postaciami komedii dell’arte, także linoskoczek i inni akrobaci. Picasso często zaglądał do cyrku Medrano, którego różowy namiot błyszczał u podnóża Montmartre’u. – Nigdy go nie widziałam tak roześmianego jak w cyrku – opowiadała Fernande. Wróciła pogoda ducha, równowaga, spokój. Zaczął zarabiać. Sprzedał 20 „różowych” obrazów i… gwaszem „Śmierć Arlekina” powiedział: adieu moje sentymentalne malarstwo. Wyjechał z piękną Fernande do katalońskiego Gósol, gdzie ziemia ma kolor ochry, szukać innej estetycznej przygody. Po powrocie do Paryża malował już formy bardziej zgeometryzowane o barwie ziemi z Gósol.

Paryską wystawę kończą „Dwie nagie kobiety” w kolorze ochry, o ciałach zdeformowanych, twarzach maskach zastygłych między egzotyką i erotyzmem. Zaczął się czas poszukiwań formalnych, które za kilka miesięcy zaowocują „Pannami z Awinionu”, jednym z pierwszych obrazów kubistycznych. Pięć prostytutek z burdelu przy barcelońskiej ulicy Calle de Avignon. Jedną z pozujących modelek była Germaine, niewierna kochanka Casagemasa. Już przez całą twórczość Picassa powracać będą związki miłości, życia i sztuki, związki erotyzmu ze śmiercią, konfrontacja Erosa z Tanatosem.

Leszek Turkiewicz