„Słowa miłości i wolności” – Himalaistka Elisabeth Revol żegna nieżyjącego towarzysza

„Słowa miłości i wolności” – Himalaistka Elisabeth Revol żegna nieżyjącego towarzysza

Artykuł wprowadzono: 28 maja 2018

W ten sposób jedna z internautek skomentowała tekst zamieszczony na Facebooku przez Elisabeth Revol – towarzyszkę wspinaczki Tomasza Mackiewicza na Nanga Parbat. Wpisów jest co niemiara. Ze wszystkich bije wzruszenie tym, co napisała francuska himalaistka.





„Powoli. Bardzo powoli powraca mi pamięć. Wreszcie mogę moje uczucia ubrać w słowa. Wyrazić je. Kartka została przewrócona i ja mogę w tej mgle powolutku się zorientować, co się dzieje. Coś zaczyna się rozjaśniać” – pisze Elisabeth Revol. „W głowie, moje myśli są wciąż z Tomkiem. Tam na Nanga. Te emocje sięgały zenitu, z nim, a teraz bez niego. Kiedy jestem sama, napływają tysiące słów, niuansów, cieni, i nie przestaję myśleć o nim, o jego filozofii życia, o jego sztuce. O jego miłości do Nanga. Do tej pory nie byłam w stanie nakreślić ani jednej literki. Tomek był człowiekiem najbardziej wolnym i niezależnym, jakiego w życiu znałam. On wyrastał ponad wszelkie normy. Przerastał wszystko. Zimowy himalaizm był jego sztuką życia”.

Francuzka uratowana na Nanga Parbat, która w swoim tekście wspomina życie Tomasza Mackiewicza, pisze, że był to człowiek, który chciał pełną piersią przeżyć SWOJE PRZYGODY, swoje życie, wreszcie i siebie samego. Nie chciał czekać. Chciał realizować swoje marzenia. Z Elisabeth Revol podjęli trzecią czy czwartą wspólną próbę zimowego „wdarcia” się na Nanga Parbat. Według Francuzki i niektórych źródeł, wieczorem 25 stycznia tego roku stanęli na „ukochanym” przez Tomka szczycie. Elisabeth wspomina wyczyny Tomasza Mackiewicza z podróżnikiem Markiem Klonowskim. Poznał się z nim w Irlandii. Po ponad trzech tygodniach wędrówki po lodowcach Alaski zdobyli najwyższy szczyt Kanady Mount Logan (5959 metrów n.p.m.). Za pokonanie morderczego trawersu otrzymali prestiżowe nagrody podróżnicze – Kolosy. „On był pchany jedną myślą: NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH DO ZROBIENIA – wspomina Elisabeth.

W przededniu swoich 35. urodzin Tomek odpowiedział sobie na pytanie – „Dlaczego jesteśmy więźniami naszego życia?”. Mało tego, będąc cały czas świadomym takiego stanu rzeczy, wybrał to, co może wybrać wolny człowiek – wolność. Elisabeth Revol stwierdza, że w chwili gdy pisze te słowa, to jest to list pożegnalny, którego jednak nie chce kończyć powiedzeniem „żegnaj”, bo to jest coś, czego wciąż nie może sobie uświadomić. To wciąż do niej nie dociera. Elisabeth Revol przyznaje, że przeżyła z Tomkiem niezapomniane i jedyne w swoim rodzaju chwile. Dalej francuska himalaistka pisze, że on zostanie w niej na zawsze, bo nie da się z duszy wymazać kogoś, z kim przeżyło się tyle chwil pięknych i prawdziwych. Dodaje, że jeśli się odkryło kogoś takiego jak Tomek, który „wszedł do jestestwa alpinisty, to wymazanie go jest niemożliwe, bo zostaje w nim na zawsze”. Elisabeth Revol, która od stycznia walczy o zachowanie swoich palców u stóp i rąk, dodaje dalej, że uśmiech Tomka na zawsze zostanie w jej sercu, tak jak błysk w jego oczach zostanie do końca jej dni. Przyznaje, że za każdym razem gdy mówił, to ona widziała magiczne światełka w oczach tych, którzy go słuchali. Francuska himalaistka nie kryje słów podziwu dla polskiego wspinacza i pisze, że „był wielkim człowiekiem, monumentalnym, pomnikiem, mitem, legendą, geniuszem z Nanga zimą. Dawał taką energię. Emanował nią. Można było pozazdrościć. Marzeń i życia”. Francuzka przyznaje, że Tomek Mackiewicz był siłą, która pchała ją w Himalaje, aby cieszyć się ich ciszą, kolejnym krokiem w nieznane, tym, co on pokazywał – odkrywaniem kresu własnych możliwości. „To z tobą, tam w górze, zrozumiałam, do czego ty zmierzasz, dlaczego chcesz posunąć się jeszcze dalej i po co spędzić tyle czasu tam, na samej górze” – pisze Elisabeth Revol, a jej słowa są komentowane przez internautów polskich i francuskich w bardzo podobny sposób.

Można to podsumować jednym zdaniem: „Tomek na ciebie patrzy z góry i się uśmiecha”. Nie brakuje w jej słowach mistycyzmu. Pisze: „Tam, w Himalajach, doznałam tego niebywałego uczucia, które nas nie przygniata, nie przygważdża, nie miażdży, ale które przeciwnie – wyzwala pragnienie latania, wzbijania się ku szczytom, niebiosom, przestrzeni. Żeby poznać SIŁY wszechświata, jak to ujmowałeś”. Dalej himalaistka pisze, że nie zauważyła, gdy Tomek przekroczył linię „niemożliwego”. Kobieta przyznaje, że nie była w stanie wychwycić tego momentu. Zadaje sobie retoryczne pytanie, kierując je do Tomka: „Nie wiem, w której chwili zaczęłam cię tracić, kiedy przekroczyłeś tę linię, spoza której nie ma powrotu? Czy ty sam to poczułeś? Na 90 metrów przed szczytem jeszcze byłeś w dobrej formie. Za dużo wtedy ze sobą nie rozmawialiśmy. Ale wcześniej też dużo do siebie nie mówiliśmy. Po prostu byliśmy bardzo skoncentrowani. Wspinaliśmy się. Nie mam pojęcia, i do dzisiaj tego nie wiem, kiedy odszedłeś tak daleko, że teraz mogę ci powiedzieć „adieu”. Jedyna rzecz, uczucie, jakie mi zostaje, to brak ciebie, no i fala emocji”. Francuzka dalej pisze o tym, że razem w tych trudnych zimowych warunkach spinali się, bo starali się sami „wykuć” swoją historię – wspinaczek i emocji, tego – jak to ujęła – „doświadczenia życia, podstaw…”.




Revol podkreśla, że Tomasz Mackiewicz był człowiekiem wielkiego serca i że do końca walczył o to, by zejść najniżej jak się da i ocalić jej życie. „Jestem ci winna wdzięczność za uratowanie mi życia” – napisała Elisabeth i zaznacza, że gdyby Tomek nie miał w sobie tyle siły, odwagi i dzielności, by walczyć o to, by obydwoje zeszli na 7280 metrów, tej „nocy lodowatej, nieludzkiej, z 25 na 26 stycznia, to mnie by tutaj dzisiaj nie było – zostałabym tam z tobą, gdzie teraz jesteś” – napisała i dodaje, że obydwoje świetnie zdawali sobie sprawę, że żadne z nich nie ma prawa do błędu. Jeden krok w złą stronę kończy się katastrofą. Obydwoje to zaakceptowali. Francuska himalaistka podkreśla, że spotkanie kogoś takiego jak Tomek jest czymś wyjątkowym. Czymś rzadkim w życiu człowieka. Nazywa go „monsieur du Nanga” ze względu na jego dążenie do zdobycia tej góry, która była nie tylko szczytem jego marzeń, ale i napędzającą go do życia siłą, inspiracją, niewyczerpaną pasją, nadzieją i snem, który pchał go do krańca jego realizacji. „To była księga twojego życia” – pisze Elisabeth Revol, dodając, że „Tomek przeszedł przez jej życie jak burza, dając jej siłę do podboju JEGO góry, wiążąc ich liną, pełną szczęścia, jedyną w swoim rodzaju, i takim samym powiązaniem dusz”.

Elisabeth Revol wspomina, że w trakcie schodzenia ze szczytu załamała się pogoda. Tomasz Mackiewicz zachorował, według niej, na chorobę wysokościową i ślepotę śnieżną. Adam Bielecki, Denis Urubko, Piotr Tomala i Jarosław Botor przylecieli śmigłowcem z K2, na który się wspinali, i zorganizowali wyprawę ratowniczą. Uratowali Elisabeth Revol. Tomek Mackiewicz na zawsze pozostał w szczelinie, w śniegach Nanga Parbat, góry, którą ukochał. Ojciec Tomasza – Witold miał otrzymać od władz Pakistanu akt zgonu syna – 30 stycznia. Doktor Frederic Champly, wybitny znawca w dziedzinie chorób wysokogórskich, „doktor wspinaczek pionowych”, który ratował stopy i palce u rąk Elisabeth, zginął w kwietniu pod lawiną, która zeszła w rejonie Chamonix.

Marek Brzeziński
Na podst.: Facebook Elisabeth Revol, Courrier Picard