Pożar w elektrowni atomowej (Tygodnik Angora)

Pożar w elektrowni atomowej (Tygodnik Angora)

Artykuł wprowadzono: 13 lutego 2017




Najpierw pojawiła się wielka szara chmura. Potem ogień. Media na całym świecie zaczęły mówić o eksplozji w elektrowni atomowej we Flamanville w Normandii. Przed oczami stanęła tragedia w Fukushimie i w Czarno­bylu. Tym razem jednak okazało się, że z dużej chmury mały deszcz.





Słychać było odgłosy detonacji. Strażacy błyskawicznie ugasili pożar. Według wstępnych ustaleń najprawdopodobniej przyczyną była awaria w maszynowni, gdzie produkowany jest prąd. Prefekt departamentu Jacques Witkowski zapewniał, że to zdarzenie nie miało nic wspólnego z tą częścią terenu, na której znajduje się reaktor. To była tak zwana strefa nienuklearna. Według wstępnych oględzin doszło do zwarcia instalacji elektrycznej. Niewykluczone, że do wentylatora z bliżej nieznanych powodów dostał się kawałek metalu, który spowodował niewielki pożar. Pięciu pracowników lekko zatruło się dymem. Natychmiast, jeszcze na miejscu zdarzenia, udzielono im pomocy.

Prefektura i dyrekcja elektrowni zapewniają, że nie ma żadnego zagrożenia dla środowiska ani też żadnego ryzyka skażenia promieniotwórczego. Na wszelki wypadek wyłączono reaktor pierwszej centrali, żeby dokonać niezbędnej kontroli wszystkich urządzeń. „To jest poważna sprawa z punktu widzenia technicznego, ale na pewno nie ma ona niczego wspólnego z jakąś katastrofą nuklearną” – stwierdził dyrektor gabinetu prefekta. Jac­ques Witkowski wykluczył jakąkolwiek możliwość sabotażu czy aktu terrorystycznego, stwierdzając, że „najprawdopodobniej w wyniku przegrzania się wentylatora urwał się kawałek metalu, który był sprawcą pożaru”.

Reaktor będzie nieczynny do 19 lutego. Nie jest to najlepsza wiadomość dla odbiorców prądu we Francji. Na 58 reaktorów produkujących w tym kraju elektryczność siedem jest nieczynnych ze względu na konieczność przeprowadzenia prac remontowych. A niskie temperatury powodują, że pobór prądu wzrasta.

Wypadek wydarzył się w okresie kampanii przed zaplanowanymi na wiosnę wyborami prezydenckimi. Sprawa ekologii i ochrony środowiska zajmuje ważne miejsce w wystąpieniach kandydatów. Benoît Hamon, kandydat socjalistów, zapowiedział, że będzie „wyganiał z francuskich dróg” samochody z silnikami Diesla i zamykał elektrownie atomowe, wprowadzając na ich miejsce „źródła energii przyjazne środowisku”. Kandydat Zielonych i eurodeputowany Yannick Jadot też chce powoli, ale definitywnie likwidować „park nuklearny”. Co więcej, według niego sprawa ta powinna przyjąć nie tylko francuski, ale ogólnoeuropejski wymiar.

Francja od dawna prowadzi krucjatę „przeciwko nieekologicznym sposobom produkcji energii” – w tym wykorzystywaniu węgla, co dominuje na przykład w Polsce, której swego czasu Paryż proponował pomoc w budowie… elektrowni atomowych. Sprawa produkcji prądu to węzeł gordyjski. Z jednej strony prezydent François Hollande obiecał w swoim programie przed wyborami prezydenckimi w 2012 roku, że zamknie elektrownię w Fessenheim w Alzacji, najstarszą w całym „parku atomowym” Francji, ale słowa nie dotrzymał ze względu na protesty zatrudnionych tam osób, którym grozi bezrobocie. Z drugiej strony, Zieloni twierdzą, że wiatraki produkujące prąd są „nieekologiczne, bo psują krajobraz”. I pomyśleć, że przez dziesięciolecia władze francuskie utrzymywały, że fala promieniotwórcza po katastrofie w Czarnobylu zatrzymała się na Renie. (MB)

Na podst.: Le Monde, Le Parisien,
BFM TV


Najpopularniejsze

Zobacz także