Pani Prezydent

Pani Prezydent

Artykuł wprowadzono: 17 lutego 2019

Czasami zadaję sobie pytanie: w co on mnie władował?

Legendy rodzą się łatwo, ale nie zawsze bywają prawdziwe. Czy łatwo być legendą? Doświadczyła tego na własnej skórze żona francuskiego prezydenta Brigitte Macron, uwielbiana za granicą i nad Sekwaną, chociaż, jak się okazuje, nie przez wszystkich. Za wizerunkiem uśmiechniętej blondynki w kreacjach od Louisa Vuittona kryje się, jak to często bywa, inna rzeczywistość. Brigitte jest wprawdzie szczęśliwa w związku z młodszym o ćwierć wieku mężem, ale płaci za to okreś­loną cenę. Jak bogata mieszczka z rodziny cukierników z prowincji odnajduje się w epicentrum władzy i jej intryg?
Na pytanie to starają się odpowiedzieć Ava Djamshidi i Nathalie Schuck w książce „Pani Prezydent” („Madame la Présidente”), która właśnie ukazała się we Francji. Autorki, reporterki popularnego pisma „Le Parisien”, tym razem interesują się nie tyle życiem osobistym pierwszej damy, co jej pozycją w Pałacu Elizejskim. Przez rok przeprowadzały rozmowy ze znajomymi i współpracownikami prezydenckiej pary, cztery razy spotkały również samą Brigitte. Nie jest ona bynajmniej, jak to sama malowniczo określa „doniczką z kwiatami” na parapecie prezydenckiego biura.

„Nowa Maria Antonina”, jak ochrzciły ją brytyjskie dzienniki „The Telegraph” i „The Daily Express” nigdy nie zgodziłaby się na rolę biernej obserwatorki. Nigdy zresztą nią nie była. Starsza od wybranka o 24 lata nauczycielka, pozostała na zawsze jego życiowym coachem. To w dużym stopniu dzięki niej młody Macron wygrał wybory. Brigitte jest pierwszą żoną kandydata, która czynnie brała udział w kampanii. Wraz z Gérardem Collombem, późniejszym ministrem spraw wewnętrznych, sprawdzała wszystkie przemówienia i następnie, korzystając z doświadczeń nabytych w kółku teatralnym, korygowała wystąpienia męża podczas niekończących się prób.

Po zwycięstwie wkroczyła do Pałacu Elizejskiego jako najbardziej wpływowa osoba z otoczenia prezydenta. Jest jego najlepszym informatorem i często jedynym łącznikiem z rzeczywistością. – To kobieta, która szepcze do ucha artysty – mówi polityk Philippe de Villiers, z którym Brigitte Macron utrzymuje przyjazne stosunki mimo różnic politycznych. To prawda – para codziennie dokonuje przeglądu najgorętszych kwestii, a prezydentowa wyraża regularnie swoje opinie, choć stara się je dozować. – Nie mogę przecież zarzucać mu dwustu rzeczy naraz – broni się. Zawsze była jego busolą – wszyscy cytowani w „Pani Prezydent” francuscy politycy są co do tego zgodni, że Macron bez Brigitte nie przekonałby ani jednego wyborcy. Bez niej – symbolu antykonformizmu, widziano by w nim tylko bankiera rodziny Rothschildów i „przyjaciela bogaczy”. Historia ich zabronionej miłości stanowiła dowód, że stać go na wyzwania. Dlaczego nie potrafiłby więc zmienić Francji? – Nowy świat i nowoczesność – to ona – mówi jeden z rozmówców. – On był stary już w wieku 20 lat.

„Pani Prezydent” kipi od anegdot opowiadanych z punktu widzenia Pałacu Elizejskiego. To w końcu nie tylko ośrodek władzy, ale także dom Macronów. Brigitte nie ruszyła na przykład wyposażenia prezydenckiego apartamentu, kazała jedynie wyrzucić łóżko i materac, które służyły poprzednikowi – François Hollande’owi i jego kolejnym kochankom, w tym aktorce Julie Gayet. Cóż, jesteśmy we Francji i tego typu szczegóły nikogo nie szokują. – Aha, to tutaj truła się Valérie Trierweiler! – wykrzyknęła, wchodząc do łazienki i robiąc aluzję do próby samobójczej poprzedniej pierwszej damy. Dla wnuków zakupiła za własne pieniądze piętrowe łóżka w Ikei. Jest bardzo związana ze swoją rodziną i regularnie spędza weekendy w nadmorskim Touquet, w willi po rodzicach. – Nie chcę żyć jak Królowa Śniegu – powtarza. – Czasami zadaję sobie pytanie: w co on mnie władował?

Protestujące na ulicach Paryża „żółte kamizelki” krytykują ją jednak właśnie za oderwanie od problemów „zapomnianej Francji”. Faktycznie, życie codzienne w Pałacu Elizejskim toczy się według swego własnego rytmu. – Nigdy nie kładziemy się przed drugą rano – wyznaje żona prezydenta. Noce są krótkie, Emmanuelowi wystarczają cztery godziny snu. O szóstej pobudka. Po wspólnym śniadaniu prezydent zajmuje się sprawami Francji, Brigitte pedałuje na rowerku i uprawia gimnastykę. Ma figurę lalki Barbie. – To nie najlepszy przykład dla młodych dziewcząt – mówi bliska jej osoba, oczy­wiście anonimowo.

Prezydentowa ma swoje słabostki: uwielbia kreacje od Louisa Vuittona, czym ściąga na siebie gromy innych wielkich krawców. Bardzo źle znosi uwagi na temat swojego wieku i do szału doprowadzają ją rewelacje na temat domniemanego homoseksualizmu męża.

W trakcie skandalu spowodowanego uprzywilejowaną pozycją ochroniarza Macrona, Alexandre’a Benalli, któremu plotka nadała tytuł oficjalnego kochanka Pałacu, Brigitte zniknęła na pięć dni, wywołując komentarze o końcu wielkiej miłości. Była oburzona. Po pierwsze, nie zgadzała się z reakcją męża na publiczne ataki. Po drugie – jej zdaniem – wszystko było w wyjątkowo złym guście. Kiedy prezydent tłumaczył się, że nie utrzymywał intymnych stosunków ze swoim faworytem (słynne „Alexandre Benalla nie był moim amantem”), jego żona schroniła się w Touquet, w gronie najbliższej rodziny.
Brigitte nie zamierza bowiem znosić afrontów ani protekcjonalnego traktowania. Nawet w imię racji stanu. – W czasie oficjalnych wizyt odmawia pozostawania w tyle, a jeśli program nie przewiduje dla niej zajęć, nie bierze udziału w podróżach – mówi członek protokołu. – Jest jedyną osobą, która może powiedzieć prezydentowi, co rzeczywiście o nim myśli – dodaje inna. Kiedy nie podoba jej się przemówienie, po prostu nie klaszcze i znacząco wpatruje się w sufit.

Jeśli jakiś członek rządu wydaje się jej nielojalny, nie przyjmuje się go w Pałacu. Sama wybrała ministra do spraw edukacji narodowej – Jeana-Michela Blanquera. – Takiego ministra pragnęłabym mieć jako nauczycielka – mówi. Popiera feministkę Marlène Schiappa, sekretarza stanu do spraw równości płci. Mimo mieszczańskiego wychowania Brigitte pozostała w głębi duszy buntowniczką. Zdecydowanie nie lubi ładnych współpracownic, więc otoczenie Macrona składa się prawie wyłącznie z mężczyzn. – Brigitte się nie zgodzi – to reakcja prezydenta na CV atrakcyjnych kandydatek. Jako pierwsza dama angażuje się po stronie osób niepełnosprawnych, ofiar przemocy i chorych dzieci. – Traktują ją jak rock star – mówi dyrektor jednego ze stowarzyszeń.




Nic dziwnego, że coraz silniejsza pozycja małżonki prezydenta wywołuje zawiść wśród jego najbliższych doradców – grupy ambitnych 40-latków. Dla nich Brigitte mogłaby po prostu przestać istnieć. – Byliby zadowoleni, gdyby umarła. Prezydent jako wdowiec bardzo by im odpowiadał – czytamy w „Pani Prezydent”. Na razie robią, co mogą. Jej zdjęcia zabrakło na przykład w oficjalnej publikacji z okazji Dni Zabytków. Emmanuel Macron zrozumiał przesłanie i cały nakład powędrował do kosza.

Brigitte jest nietykalna, chociaż i jej zdarzają się potknięcia. I tak, w czasie najgorętszych zamieszek w Paryżu zaprosiła dziennikarzy lewicowego dziennika „Le Monde”, przed którymi chwaliła się pracami remontowymi za „jedyne” 600 tysięcy euro. A podczas wywiadu telewizyjnego opowiadała, że „w ramach stymulacji intelektualnej razem z Emmanuelem wciąż rżniemy”. Nie znała wulgarnej konotacji tego słowa – w jej środowisku podobnych wyrażeń po prostu się nie używa. – Brigitte najbardziej się bała, że władza zmieni Emmanuela – mówi bliska jej osoba. – Teraz wie, że po Pałacu Elizejskim czeka ich kolejne życie. „Zawsze razem” jak na afiszach wyborczych. Brigitte Macron nie grozi los Marii Antoniny, która skończyła na szafocie.

Joanna Orzechowska


Najpopularniejsze

Zobacz także

Copyright © iFrancja 2019