Najpiękniejszy wynalazek hipokryzji – braterstwo – Paryski nie-co-dziennik

Najpiękniejszy wynalazek hipokryzji – braterstwo – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 24 maja 2020

Braterstwo to – obok wolności i równości – trzecia część narodowej triady Francji. Hasło rewolucyjne, religijne, masońskie. Piękna idea więzi osobowej, jaka występując naturalnie między braćmi, miałaby się przekładać na relacje wspólnotowe: grupowe, narodowe, nawet ogólnoludzkie. Odwołuje się do wzajemnego zaufania, współpracy, życzliwości, lojalności, sympatii. Dla jednych jest podstawą wszystkich ideałów, dla innych – najpiękniejszym wynalazkiem hipokryzji. Czas trudny – jak czas obecnej pandemii – weryfikuje wartość tej wzniosłej idei, testuje siłę międzyludzkich więzi oraz solidarność społeczną, państwową, geopolityczną.

„Wszyscy ludzie powinni postępować w stosunku do siebie wzajemnie w duchu braterstwa” – głosi przyjęta przez ONZ „Powszechna deklaracja praw człowieka”. To ideał właściwie nieosiągalny, bo utrzymywanie dystansu wobec obcych leży w naszej naturze ukształtowanej przez ewolucję. Lęk faworyzował przeżycie, wyczulał na niebezpieczeństwo, uruchamiał gniew, zastraszał przeciwnika. Także w swoich grupach potrzebujemy innej grupy, z którą rywalizujemy lub o coś walczymy. To druga strona naszej natury, ta wspólnotowa. Wymaga więzi z innymi ludźmi, co czasem się przejawia wręcz w ekstazie wspólnotowych uniesień, jak emocje sportowe, polityczne, religijne, narodowe, rewolucyjne, powstańczo-wojenne. Bratamy się ze względu na jakieś dobro wspólne. Takim dobrem jest wspólnota demokratyczna – przynajmniej na razie – powszechnie akceptowana.

Minimum braterstwa to podstawa dojrzałej wspólnoty demokratycznej, która działa w duchu kompromisu i tolerancji, a nie poprzez dyktat większości nad mniejszością. Mniejszość jest potrzebna większości jako jej społeczny punkt odniesienia. Każdy dla demokracji przedstawia wartość osobistą, która nie gubi ani mniejszości, ani jednostki, lecz szuka dla nich godnego miejsca w zbiorowości państwowej. Wszyscy ludzie (obywatele) są dla niej równi w swej niewiedzy, bo ona nie ma patentu na prawdę polityczną, która jest tylko w sferze możliwości – większości, mniejszości, jednostek.

Demokracja to jedynie pewna metoda kształtowania porządku społecznego, ale sama w sobie nie rozstrzyga jego treści. Jej zadaniem jest stałe formułowanie i rozwiązywanie konfliktów, godzenie różnych interesów. Lecz środki, którymi dysponuje, mogą być obciążone błędem. Są przecież udziałem każdej inicjatywy ludzkiej, nie tylko tych nielicznych „geniuszy”, co z racji swego posłannictwa chcą służyć całemu społeczeństwu, nawet wbrew jego woli. Demokracja nie poprzestaje na ich propozycjach, jest w ciągłym ruchu doskonalenia swych form działania. Tworzy naturalną mądrość grupy opartą na ciągłości tradycji i kultury politycznej, na zaufaniu mądrości wolnego społeczeństwa wypracowującego swe racje właśnie w „duchu braterstwa”.

Ale czy tylko braterstwa? Od bogów ojców pochodzącego, co narzuca porządek męskiej dominacji nad kobietami. Bóg nie ma płci, jak zauważają aktywistki drugiej połowy ludzkości walczące o rzeczywiste równouprawnienie obu płci. Siostrzeństwo staje się coraz ważniejszą ideą, zwłaszcza dziś, kiedy pękają struktury patriarchatu i upada męski etos. Rok po „Deklaracji praw człowieka” – „w duchu braterstwa” – książka Simone de Beauvoir „Druga płeć” wywołała skandal. „Jestem kobietą” – napisała w jej wstępie Francuzka, by po drobiazgowej analizie sytuacji na tysiącu stron dojść do słynnej konkluzji: „Nikt nie rodzi się kobietą, lecz się nią staje”. Camus nazwał jej bestseller „obelgą i hańbą dla samców”, Watykan wpisał na indeks dzieł zakazanych, a Sartre, towarzysz życia autorki, ironizował, że kobieta nigdy nie wie, czego chce.

Już wie! Chce pełnej równości w przestrzeni publicznej i prywatnej, emancypacji, autonomii, władzy w kształtowaniu porządku społecznego. Źródłem jej siły jest ugruntowane poczucie własnej wartości. Kobiety po raz pierwszy w historii Francji są lepiej wykształcone od mężczyzn, i to na każdym poziomie kształcenia (68 proc. dziewcząt wobec 56 proc. chłopców zdaje maturę, a na poziomie uniwersyteckim już od kilkunastu lat górują nad nimi intelektualnie). Inne wskaźniki pokazują, że im jest ich więcej w zarządach firm, tym bardziej rośnie rentowność. Również podczas kryzysu bezrobocie kobiet rośnie wolniej niż mężczyzn, co świadczy o ich większej przydatności dla rynku i biznesu. W polityce też są coraz aktywniejsze. To one zdominowały walkę o Paryż. W marcowych wyborach, mimo epidemii koronawirusa, obecna mer Anne Hidalgo wyprzedziła Rachidę Dati i Agnès Buzyn. Dwie pierwsze między sobą rozstrzygną nadsekwańskie rządy – 28 czerwca, jeśli wirus pozwoli.

Kończy się stary porządek. Samczy gatunek pokornieje. Zagrożony psychiczną kastracją gubi swoją płeć i żegna się ze swym władczym dyktatem przeszłości. Nadchodzi człowiek konkretny, niedający się zredukować do wymiaru swej płci. Brata się i siostrzeni. Byle tylko we wzajemnych relacjach partnerskich. Najlepiej przekładających się na minimum przyjaźni między płciami, aby uniknąć wojny wszystkich z wszystkimi w tym nowym wspaniałym świecie. Świecie subkultur cyfrowych, bitów i algorytmów wyznaczających przyszłość szczęśliwą. Ideały – także te zgubne – to specjalność umysłu ludzkiego. I to się nie zmieni.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także