Michał Anioł science fiction – Paryski nie-co-dziennik

Michał Anioł science fiction – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 10 marca 2019

Tak go nazywał francuski krytyk Nuridsany. Federico Fellini zachwycał się jego fantazją i cudowną zdolnością jej realizacji, George Lucas – „nieskończoną przestrzenią do poznawania świata imaginacji”, a Jean-Jacques Annaud „boskim darem materializowania wyobraźni gdzieś poza horyzontem”. Bohaterem tych zachwytów jest Wojciech Siudmak, jeden z głównych przedstawicieli realizmu fantastycznego. Malarz „Idylli”, „Metafizycznego płodu”, „Zagubionej planety”, „Człowieka, który zatrzymał Ziemię”, „Perpetuum mobile”… „Siudmak Univers Fantastique” – a to już tytuł wystawy, jaką prezentuje merostwo XVII dzielnicy Paryża przy rue Batignolles.

Batignolles była dzielnicą polskich emigrantów po powstaniu listopadowym. Tu mieszkało ich najwięcej, było taniej niż w Paryżu, bo to nie był jeszcze Paryż, a gmina Clichy. Przy rue Batignolles była Szkoła Polska; obok kościół Sainte-Marie-des-Batignolles, niczym antyczna świątynia, w której batignollesczycy, jak nazywano Polaków, modlili się za ojczyznę, żegnali zmarłych, żenili się, chrzcili dzieci. Również Adam Mickiewicz chrzcił tu swoje dzieci i przez pewien czas mieszkał przy rue Dadersé (dziś rue de la Fontaine). Po śmierci wieszcza jego dom długo był niezamieszkany i popadał w ruinę. Nikt nie chciał go kupić, bo… „ten polski poeta straszy w nim z zaświatów” – szeptali mieszkańcy dzielnicy.
Lecz Siudmaka nie za bardzo interesował romantyzm. Inspiracji szukał raczej w urzekającej prostocie dawnych mistrzów renesansu, w barokowej dbałość o detal. Do Paryża przyjechał w 1966 roku. „Paryż to moje miasto – opowiadał w wywiadzie dla „Angory”. – Miałem 24 lata, jak tu przybyłem. Całe moje bogactwo artystyczne i intelektualne wyrosło na tym gruncie. Moimi pierwszymi drzwiami do Paryża był Luwr. Nie mogłem uwierzyć, że tu wszystko jest prawdziwe. Godzinami stałem przed jakimś obrazem i patrzyłem, jak to można zrobić. Przez długi czas, prawie w każdą niedzielę, całe przedpołudnia spędzałem w Luwrze. Po kryjomu dotykałem obrazów, oczywiście nic nie zniszczyłem, bo wiedziałem, jak je należy dotykać”.

Do Paryża trafił jako abstrakcjonista. Przez dekadę uprawiał tę sztukę, a w końcu porzucił ją dla fantastyki przekonany, że „fantastyka nie zdradza realizmu, lecz się nim żywi i przekraczając jego granice, uszlachetnia rzeczywistość. Fantastyka nie ucieka od rzeczywistości, ale stara się poprzez swoją zuchwałość wydeptywać jej nowe ścieżki”. To był sposób oswajania niejasności bytu zgodnie z dewizą artysty: „Tylko marzenie może przekroczyć niepokonalne bariery”.

Siudmak wszedł na drogę realizmu, hiperrealizmu, hiperrealizmu fantastycznego, na której jest do dziś. „Nieodparte pragnienie narodzin”, „Żniwo iluzji”, „Wizje”, „Afrodyta”, „Wieczny płomień”… To tylko kilka stacji na tej drodze prowadzącej przez jego światy fantastycznego uniwersum, gdzie urzeka perfekcją i „pozahoryzontalną wyobraźnią”. Twierdzi, że poszukuje piękna uniwersalnego, idąc śladem starożytnych Greków, intuicyjnie odczytując to piękno w matematycznych regułach harmonii kosmicznej i poglądach antycznych myślicieli. Przyznaje się do powinowactwa z Salvadorem Dalim, do jego surrealistycznej wirtuo­zerii w oddawaniu trójwymiarowego złudzenia przestrzeni, światła i cienia, linearnej perspektywy; również do twórczości René Magritte’a i Luisa Buñuela. „Ich podejście do surrea­lizmu było mi bliskie i wywarło pewien wpływ na mnie”. Pytany o inne inspiracje przywołuje swoją fascynację Wszechświatem i pytania, jakie on rodzi. Pasjonują go prace astrofizyków, których uważa za swoistą awangardę naukową, artystyczną i estetyczną naszych czasów.

Wysmakowane prace Siudmaka powielane są na okładkach książek, czasopism, komiksów, na plakatach teatralnych i filmowych. Miał też prestiżową wystawę na wieży Eiffla, oficjalnie otwierającą wejście w trzecie tysiąclecie. To niezwykła rzadkość, bo przed nim wystawiało tam może ze dwóch artystów. Jego malarstwo odwołuje się do mitu, fantastycznych postaci, osobistej symboliki. Podstawowe żywioły, jak woda, ziemia, nieskończona przestrzeń, stale powracają w jego twórczości, nadając patetyczno-mistyczny odcień ludzkim postaciom. Kolor stwarza ich formę i nastrój. Zasadniczym tematem najczęściej jest człowiek zagubiony w przestrzeni kosmicznych meteorów; jego tęsknota. Mityczny bohater, piękny heros, którego ciało jest perfekcyjne. I nawet jeśli to ciało ma jakieś deformacje, to są one – jak je nazywał artysta – „jedynie skażeniami pięknem”, które jest echem piękna otaczającego nas świata. Lejtmotywem sztuki Siudmaka jest więc to piękno w kosmicznych związkach z elementami natury. Wizja efemeryczna, przesycona melancholią egzystencji. „Ślady marzeń”, „Strzępki przeznaczenia”, „Sklepienia przeszkód”, „Wieczna Miłość”, „Sekretna droga”…

Czy to droga do raju? Wszak obrazy Siudmaka są niczym otwarte bramy raju, z którego nikt nigdy nie został wypędzony. Aby tego doświadczyć, wystarczy podnieść kurtynę wyobraźni. Że banalne? Owszem, bo zakorzenione w marzeniu, z którego wszyscy jesteśmy utkani – jak pisał Szekspir w „Burzy”.

Leszek Turkiewicz




Najpopularniejsze

Zobacz także