Malarskie hity półrocza – Paryski nie-co-dziennik

Malarskie hity półrocza – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 4 stycznia 2020



Cézanne, Chagall, Chirico, Matisse, Modigliani, Picasso, Rodin, Soulages, Soutine, Turner – oto top dziesiątka paryskich wystaw pierwszego półrocza 2020 roku. Zacznę od „ojca nas wszystkich”, jak o Cézannie z uznaniem mawiał Matisse, mimo że inni kpili, i z nazwiska brzmiącego jak seize ânes, „szesnaście osłów”, i z samego malarza – „malującego kielnią”.

Paul Cézanne nie lubił Paryża, a spędził w nim połowę życia. Miał do niego, jak do kobiet, złożony, ambiwalentny stosunek. Potrzebował go, aby urzeczywistnić swoją wielkość, dlatego z niego uciekał i do niego wracał. Tym razem jego sztuka zawita do Musée Marmottan Monet. Mistrz z Aix żył wyłącznie dla malarstwa: rodzina, przyjaciele, nic, tylko malarstwo się liczyło. Pod koniec życia doczekał się uznania, rozgłosu, pieniędzy. Zaczął się kult malarza okrzykniętego objawieniem modernizmu, ale w niczym nie zmieniło to jego życia – nędzny banita stał się bogatym samotnikiem. W przeciwieństwie do wspomnianego Matisse’a, którego optymizm to prezent dla chorego świata – by zacytować Aragona – przykład dla tych, co znaleźli upodobanie w udrękach.

„Religię szczęścia” Henri Matisse’a, którą całe życie wyznawał w związkach koloru i formy, pokaże Centrum Pompidou. Ów szczęściarz chętnie malował postacie, wpisując je w ciało kobiety, z której uczynił jeden z głównych tematów. Studiował kobiecość, upraszczał, przekształcał graficznie, kreślił jej kształty jak najczystszą w swej prostocie kreską. Otarłszy się o śmierć – przechodząc ciężką operację nowotworu – zanotował: „Ocalałem! Niech żyje radość i smażone ziemniaki! Obdarowany dodatkowym życiem, jeszcze więcej radości będzie w moich pracach”. Jego obrazy mają coś z atmosfery edenu, promieniują radością i prostotą, spokojem i spełnieniem. Uwalniają przedmioty z fizycznej natury, sytuując je na granicy figuratywności. Lecz figuratywności nigdy się nie wyrzekł, nigdy nie porzucił „korzeni rzeczywistości”, zawsze się ich trzymał, choć nie nazbyt kurczowo, czego nie można powiedzieć o innym Francuzie – Pierre Soulagesie. Retrospektywa tego czołowego dziś abstrakcjonisty już trwa w Centrum Pompidou. Jeszcze za życia Matisse’a zerwał on z figuratywnością, by poszukiwać światła w czerni, w kompozycjach przypominających kaligrafię na jasnym tle; 24 grudnia obchodził setną rocznicę urodzin.

Z kolei setną rocznicę śmierci Amadeo Modiglianiego, przypadającą w tym roku, uczci Muzeum Judaizmu, prezentując uosobienie jego mrocznego piękna. Styl osobisty, natychmiast rozpoznawalny. Twarze wydłużone, oczy niewidzące, skrywające delikatność i zmysłowość. Portrety-ikony. Maski duszy kryjące głębię bytu ujawnianą kreską, linią, kolorem. Obok jego obrazów zawisną dzieła Chaïma Soutine’a i Marca Chagalla. Twórczość pierwszego jest jak on sam: udręczona, niepokojąca, o zdeformowanych kształtach, ale iskrząca zuchwałym kolorem; cielesna, przekraczająca ból, cierpienie, nędzę, jednająca z życiem w oczekiwaniu radości. Drugiego zaś naznaczone jest piętnem outsidera, dziwaka „malującego krowy i głowy odłączone od ciała”. Zawierzył on swoim sennym marzeniom i stał się sławny; no, nie tak jak „król Midas”, za jakiego uchodzi Picasso, który czego dotknął, zmieniał w złoto. Cóż, małomówny emigrant z Witebska nie mógł się równać z Hiszpanem, zwłaszcza w sztuce podszytej erotyką i seksem.

Ale August Rodin – czemu nie. Do jego konfrontacji z Pablem Picassem dojdzie w Muzeum Picassa. Obaj w swym artyzmie czerpali z bogatych zasobów seksualności, własnych. Okresy twórczości słynnego kubisty: błękitny, różowy czy klasycyzujący można by zastąpić imionami jego kobiet: Ewy (Humbert), Sary (Murphy), Marie-Thérèse’y (Walter), Olgi (Koklowej), Dory (Maar), Françoise (Gilot), Jacqueline (Roque). I Rodin często szukał inspiracji w ciałach młodych kochanek. Kolekcjonował je: arystokratki, artystki, modelki, uczennice, kobiety wyrafinowane, proste. Najbardziej znane to praczka Rose Beuret i najsłynniejsza z jego uczennic, rzeźbiarka Camille Claudel; była i Polka, Zosia Postolska, również jego uczennica. Tak więc w Muzeum Picassa zanosi się na erotycznie wysmakowaną rywalizację.

Inaczej w Musée Orangerie. Tam będzie można brnąć w zupełnie inne rewiry, w labirynt niezwykłej wyobraźni Giorgia de Chirico, protagonisty malarstwa metafizycznego. Figury mityczne, baśniowe, antyczne, wyłaniające się ze świata absurdu i nonsensu – odkrywające własną pustkę. Chirico był prekursorem surrealizmu tak jak William Turner – impresjonizmu, którego imaginację pokaże Musée Jacquemart-André. Anglik miał obsesję słońca; było jego artystycznym wyzwaniem. Słońce to Bóg, wyznał na łożu śmierci, to światło, kolor, zdolność widzenia świata. Stwarza idealny świat i idealny pejzaż. W ostatniej dekadzie życia zaczął malarskie eksperymenty wysmakowanych gradacji barw, oślepiających blaskiem żywiołu morza. Kontury przedmiotów zapadają się w widmach drgających kolorów. Rozpływają się w zwierciadle wody, bledną w oślepiającym słońcu i giną w ciemnościach nocy. Sięgają granic abstrakcji. Pejzaże te określa się mianem „studium znikania”.

I mnie czas zniknąć, w dużo mniej efektownej poświacie zimnych kolorów.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także