Mała śmierć – Paryski nie-co-dziennik

Mała śmierć – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 2 lutego 2020

Rilke mawiał, że Paryż to dobre miejsce, żeby umrzeć. Tylko którą śmierć miał na myśli: tę wielką, unicestwiającą wszystko, czy tę małą – la petite mort – jaką Francuzi nazywają orgazm? Orgazmiczna gra ze śmiercią o krańcową rozkosz, o wolność pożądania jest tematem wystawy „Giacometti/Sade: okrutne przedmioty pożądania”. Odbywa się w Instytucie Fundacji Giacomettiego przy cmentarzu Montparnasse.

Obok Instytutu na jednym z budynków pamiątkowa tablica przypomina, że mieszkała tu Simone de Beau­voir, autorka „Drugiej płci”, która pisała też o Markizie de Sade, uważanym przez pół Europy za potwora. Pisała, jak jego myśl eksplodowała mrokiem, zwłaszcza za kratami celi, do której wszedł jako więzień, a wyszedł jako pisarz i filozof. W Instytucie pierwszym obiektem jest rekonstrukcja pracowni Giacomettiego, szwajcarskiego malarza i rzeźbiarza, dla którego ta szczurza nora była paryskim domem przez blisko 40 lat, nawet kiedy jego rzeźby przyniosły mu fortunę. – To atelier jest jak wnętrze mojej czaszki – mówił. Latami drążył w niej te same tematy, powracał do nich, poprawiał, niszczył. O tej legendarnej pracowni na obrzeżach Montparnasse’u pisali Genet („Atelier Giacomettiego”) i Sartre („W poszukiwaniu absolutu”), a fotografował Man Ray, eksperymentujący fotograf w grupie surrealistów. To jego słynny fotogram promuje tytułowe „okrutne przedmioty pożądania”, przedstawiając rzeźbiarski obiekt Giacomettiego (monstrualne męskie genitalia), który niczym dziecko tuli do piersi młoda kobieta.

„Okrucieństwo jest cnotą, nie wadą: to nic innego jak ludzka energia jeszcze niezepsuta cywilizacją”. Ta sentencja Sade’a otwiera ekspozycję. Nikt nie mógłby lepiej odegrać potwora niż ten miłośnik teatru – Donatien Alphonse François de Sade, najbardziej skandaliczny pisarz wszech czasów, prekursor psychopatologii seksualnych, libertyn, pornograf, filozof. Jego dzieło to galeria patologii, do jakich zdolny jest człowiek. Zakorzenił je w cielesnej namiętności i wepchnął do buduaru, by poddać obscenicznej próbie ciała. W jakimś sensie jest on cieniem światła, co schodzi w najgłębsze ciemności, w głąb nocy seksualnej, tam, gdzie pożądanie staje się pierwotną zbrodnią, gdzie wszystko podlega jego presji, także rozum miotany falami namiętności.

W 1933 roku Alberto Giacometti, należący wtedy do ruchu surrealistów, napisał do André Bretona: „Czytałem wczoraj Sade’a, jest fascynujący”. To czas rehabilitacji „boskiego potwora”, którego książki konfiskowała policja. Libertyńskiego filozofa na nowo odkrywali i inni surrealiści: Georges Bataille, Luis Buñuel, Salvador Dali. Stawał się on przykładem wolności i nowoczesności w sztuce, inspirując ich artystyczno-imaginacyjne programy z pogranicza wywrotowej jawy i sennego marzenia. Giacometti także był pod jego wrażeniem, tworząc oniryczne obiekty z pogranicza abstrakcji, „przedmioty nieprzyjemne”, eksponujące gwałtowny erotyzm. Ekspozycja przywołuje wpływ pism Sade’a na sztukę Szwajcara. Nazwisko Markiza pojawia się często w kajetach rzeźbiarza wypełnionych notatkami oraz szkicami obiektów wykonanych, zaginionych lub niezrealizowanych, szkicami genitaliów i scen erotycznych.

Relacje seksualne pojawiają się w wielu dziełach Giacomettiego tego okresu. Ciało prezentowane jest na sposób aluzyjny przez napięcie dwóch płci, uwalniany popęd, symboliczną penetrację, koincydencję przyjemności ze śmiercią. Artysta prowokuje gwałtowne emocje pobudzane pożądaniem. Jego surrealistyczne przedmioty generują nieuświadomioną frustrację, czasem niebezpieczeństwo, które ostatecznie nie ma miejsca, bo „działanie” odbywa się w świecie fantazji, a nie w odtwarzanej rzeczywistości. Jak u Dalego i Buñuela pojawia się metafora pulsującego oka sugerująca przyjemność posiadania innego/innej spojrzenia. Mieszają się przestrzenie. Poetyka zmienia się w teatr okrucieństwa, a okrucieństwo w teatr poetycki.

Sade to świat gwałtu i przemocy. Lecz utożsamiać go ze złowrogą galerią jego postaci byłoby nadużyciem. To również świat fikcji, w którym człowiek żyje wolnością do samozagłady. Gra ze śmiercią o krańcową rozkosz, o wolność pożądania, co pojawia się tylko przy ryzyku śmierci. „Kiedy bowiem przekroczy się pewną granicę, agonia i orgazm łączą się w jedno”. Postacie Sade’a szukają tej „rozkosznej chwili umierania” – inscenizują własną śmierć albo wyciągają zwłoki z grobu nie dla nekrofilii, a dla ekscesu i skrajnego podniecenia.

Ostatnią wolą Markiza było zasypać jego dół z ciałem i zasiać na nim zagajnik, aby ślad grobu, jak i pamięć o nim na zawsze znikły z powierzchni ziemi. No i jego grobu nie ma nie tylko na cmentarzu Montparnasse, który rozciąga się za oknem Instytutu Giacomettiego, gdzie leży i Man Ray, i Sartre, i Simone de Beauvoir, śladu jego grobu nie ma nigdzie indziej. Lecz imię wielkiego libertyna wciąż pachnie siarką szaleństwa i zbrodni. Jego wulkan wciąż dymi i może wybuchnąć w każdym z nas, bo każdy ma ciało, w którym niczym ciemna energia drzemie niepojęta natura, czasem konwulsyjnie piękna, czasem okrutna, ale – świadomie czy nie – zawsze pożądana.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także