Królowa i książę Montparnasse’u – Paryski nie-co-dziennik

Królowa i książę Montparnasse’u – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 16 stycznia 2021

Szalone lata dwudzieste, les Années Folles, to czas odreagowania koszmaru wielkiej wojny. Słowo „szaleństwo” dobrze oddaje ten wyjątkowy okres w historii Paryża. Z całego świata zjeżdżali tu poszukiwacze wolności, zabawy i nowej sztuki. Dziś też mamy lata dwudzieste, choć już nie czas radości, a bardziej smuty. Rośnie uwodzicielska moc populistów. Rośnie obawa, że demokracja okaże się za słabą formą rządów, by opanować chaos skłóconych narodów.

Duszny od zarazy jest Paryż. W jednej z porzuconych na ulicy gazet krzyczą słowa Macrona: „Nigdy nie ustąpimy przemocy ze strony kogokolwiek, kto chce zaszkodzić sprawie demokracji”. To reakcja na słowa Bidena, że „demokracja jest krucha, a nawet wydawało się, że została śmiertelnie ugodzona”. Jak skleić podzielone wewnątrz i na zewnątrz narody? – nie ma odpowiedzi. Na jednej z ostatnich stron pomiętego żurnala jest krótka notka o przypadającej 22 stycznia 130. rocznicy urodzin Kislinga. W tym roku przypadają też 120. urodziny Kiki. Kisling i Kiki, królowa i książę Montparnasse’u – brzmi jak baśń dla dorosłych dzieci na czas zarazy. Kiki jeszcze pod koniec lat 20. opublikowała „skandaliczny” pamiętnik, który dopiero w 1996 roku został dopuszczony do druku w Stanach Zjednoczonych. A Kisling? Czy był dobrym malarzem? Dla Braque’a był malarzem solidnym, dla Cocteau doskonałym, dla Pascina ekscytującym, a dla Picassa nawet wielkim. Ale czy kumplom można wierzyć? A dlaczego nie!

Moïse (Mojżesz) Kisling nie należał do kręgu artystów przeklętych, nie miał tragicznego życia, krótko prowadził ubogą egzystencję w La Ruche, nędznej kolonii malarzy na Montparnassie. Dołączył do bohemy za namową swojego krakowskiego profesora lubiącego powtarzać, że wszystko, co stworzone poza Paryżem, jest zaprzeczeniem sztuki. Więc i on pewnego dnia pojawił się na Gare du Nord. Dwa lata później Adolf Basler, polski marszand i pisarz, zakupił wszystkie jego obrazy: te, które przywiózł z Polski, i te, które zdążył namalować w Paryżu, oraz podpisał z nim stały kontrakt na 300 franków miesięcznie.

– To mój najlepszy klient – mówił o Kislingu właściciel knajpy La Rotonde, która stała się artystycznym centrum dzielnicy. Malarz z Krakowa był hojny, lubiany, z czasem sławny – książę Montparnasse’u, jak go nazywano. Chętnie uczestniczył w przeciągających się do rana, zakrapianych alkoholem włóczęgach po okolicznych barach. W jego pracowni spotykał się wielki i mały światek artystyczny. Prowadzili gorączkowe spory, awanturowali się, upijali. Krótko dzielił pracownię z „Toskańskim Chrystusem”, Modiglianim, któremu zdjął maskę pośmiertną i zorganizował „książęcy” pogrzeb.

Pomimo żydowskiego pochodzenia tematyka żydowska prawie nie istniała w jego twórczości. Nie pozwalał też nazywać siebie Mojżeszem. Francję uczynił swoją nową ojczyzną i żeby się naturalizować, wstąpił do Legii Cudzoziemskiej. Czuł się wyobcowany. – W Ameryce nazywają mnie Polakiem, w Polsce – Żydem, wśród Żydów – Francuzem, a we Francji – cudzoziemcem. Był barwną postacią. O jego wyczynach krążyły legendy, zwłaszcza o pojedynku z innym polskim malarzem Leopoldem Gottliebem i o jego ślubie ze studentką Renée-Jean Gros, córką oficera kawalerii. Świadkami byli André Salmon i Max Jacob. Weselny orszak wędrował przez trzy dni i trzy noce szlakiem barów i burdeli Mont­parnasse’u, by wielką orgią zakończyć huczne ucztowanie.

Ciało kobiety było artystycznym emblematem Kislinga. Akty i portrety są obecne w całej jego twórczości – boginie i kurtyzany świadome swej zmysłowej siły. Akt Arletty, Akt rudej, akty leżących kobiet, no i akty i portrety Kiki, najsłynniejszej modelki Montparnasse’u, z którą łączyły go bliskie relacje, tak bliskie, że i on bywał tytułowany „panem Kiki”.

Królowa Montparnasse’u pozowała wielu artystom: Soutine’owi, Calderowi, Cocteau, Picabii, lecz przede wszystkim Manowi Rayowi, dla którego była ucieleśnieniem nowej, odważnej kobiecości. Muza i kochanka. Stworzył setki jej wizerunków, z najsłynniejszym fotogramem nagiej kobiety instrumentu, która na plecach ma otwory przypominające wiolonczelę. Kiki de Montparnasse występowała również w kabarecie w charakterystycznym dla niej „odważnym” repertuarze, odziana w czarne boa i podwiązki. Sama kupiła upadający kabaret, by go poprowadzić pod królewską marką „U Kiki” (Chez Kiki).

Tę gorączkę beztroskiej sztuki przerwały wielki kryzys gospodarczy i kolejna wojna. W 1940 roku Kisling i Kiki opuścili Paryż. „Książę” wyjechał do Ameryki. Mieszkał w Nowym Jorku i Hollywood, przyjaźnił się z Chaplinem, Rubinsteinem, Hemingwayem. „Królowa” popadła w alkoholizm. Wyniszczona, także przez narkotyki, zmarła, mając 52 lata. Japończyk Foujita – inny heros szalonych lat dwudziestych – w mowie pogrzebowej powiedział, że razem z Kiki grzebią najwspanialsze lata Montparnasse’u. Ten piekielny zaułek – Passage d’Enfer – który Bóg ukrył w samym środku raju? Tego nie wiemy, ale alkohol, zabawa i sztuka wyniosły to miejsce na szczyty sławy, tam, gdzie rozbrzmiewały języki artystycznej menażerii z wszystkich stron świata.

A nasze lata dwudzieste? Co one nam przyniosą? Wybuch nowej wolności? Eksplozję równości? Może – radości? Albo… tu jednak niech już każdy sam sobie wybierze, pamiętając, że nikt i nic, nawet demokracja, nie ma monopolu na czynienie dobra.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także