Kłamstwo nie tylko primaaprilisowe – Paryski nie-co-dziennik

Kłamstwo nie tylko primaaprilisowe – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 31 marca 2019




Paryżanie uchodzą za hipokrytów. Kłamstwo wpisuje się w pospolitość ich charakteru w sposób tak żywotny jak oni sami. Lecz czy to tylko ich przypadłość?

Rzecz zbadali francuscy psycholodzy i znaleźli alibi dla tegoż usposobienia, dowodząc, że to cecha uniwersalna, że wszyscy jesteśmy kłamczuchami, że każda istota ludzka kłamie co najmniej dwa razy dziennie. Żeby schlebiać, pokazać się z lepszej strony, uniknąć sankcji, konfliktu, usprawiedliwić się, kogoś zadziwić. Kłamstwo to norma, element gry społecznej, pojawia się w rodzinie, życiu towarzyskim, zawodowym, no i w polityce. Całe życie społeczne oparte jest na kłamstwie: na deformowaniu, upiększaniu, przemilczaniu prawdy.

„Być może prawda jest z natury taka, że uniemożliwia obcowanie ludzi z ludźmi, w każdym razie obcowanie za pośrednictwem słowa. Każdy może ją znać dla siebie, ale po to, żeby wejść w związek z bliźnimi, musi wyrzec się prawdy i przyjąć jakiekolwiek umowne kłamstwo”. To cytat z „Pieska przydrożnego” Czesława Miłosza, choć pochodzi z 1911 roku i jest autorstwa Lwa Szestowa. Pokazuje, że już wtedy królowała postprawda, oczywiście jeszcze tak nienazywana. Dzisiaj „postprawda” – od czasu wydania książki Ralpha Keyesa „Czas postprawdy: nieszczerość i oszustwo we współczes­nym życiu” (2004) – to jedno z najczęś­ciej powtarzanych pojęć. Bez przerwy słyszymy, że żyjemy w nowej epoce „postprawdy”, że zewsząd otacza nas kłamstwo i fikcja. Czy to znaczy, że była kiedyś epoka prawdy? – pyta Yuval Harari, inny spec od relacji między prawdą i kłamstwem, i odpowiada, że z pewnością nie, że ludzie zawsze żyli w epoce postprawdy, odwołując się bardziej do emocji niż faktów.

Kłamstwo, mit, fikcja, propaganda czy dezinformacja to nic nowego. Nasza władza nad sobą i innymi zależy od tworzenia fikcji i wiary w nią. One służyły i służą jednoczeniu ludzi; są skutecznym narzędziem zacieśniania współpracy, żeby przetrwać, ale i współpracy przeciwko innym. Każda jednostka, zbiorowość, naród, państwo, cywilizacja tworzą samonapędzającą się mitologię gdzieś ponad prawdą według kryterium efektywności i własnej konwencjonalnej użyteczności. Siła tej ludzkiej współpracy zależy od względnej równowagi między prawdą i fikcją. Ba, nawet nasza fundamentalna tożsamość to złożone złudzenie będące dziełem sieci neuronowych komórek. Złudzenie, którego śladów, jak i artefaktów nie da się łatwo wymazać z układu limbicznego. Sam Keyes nie propaguje w swej książce całkowitego zaprzestania kłamstwa, ale w miarę odpowiedzialne mitygowanie się w okłamywaniu siebie i innych. To nie internet i media społecznościowe sprawiły, że kłamiemy, a jedynie dzięki swej anonimowości sprzyjają naturalnej ludzkiej zdolności do oszustwa. Bo jesteśmy gatunkiem bajarzy, fantastów, uwodzicieli i kłamczuchów.

Uwodzenie dawno przekroczyło granice miłosnych relacji. Stało się siłą napędową strategii politycznych, reklamowych, marketingowych, nowym aktem komunikacji wdzierającym się we wszystkie sfery życia. Jego powszechność czyni je mistrzem mniej lub bardziej finezyjnego kłamstwa. Kobiety są specjalistkami w kłamstewkach altruistycznych, z grzeczności, uprzejmości, konwenansu, by zrobić przyjemność, nie sprawić przykrości. Nie gorzej czynią to, afektywnie używając makijażu, stroju, dobierając odpowiednie fryzury, biżuterię, perfumy. Mężczyźni również mają tu bogaty repertuar: sportowy krok, wypinanie torsu, wciąganie brzucha, napinanie mięśni, wystudiowana mina, zdobywcze spojrzenie.

Im więcej relacji społecznych, tym więcej kłamstwa. W firmie to reguła. Najpierw upiększa się CV, by dostać pracę, później wypracowuje się całą gamę zachowań, by ją utrzymać. Ukrywa się rezultaty, manipuluje informacją, podstępnie szuka stronników, mami klientów. W polityce, zwłaszcza populistycznej, to wręcz konieczność, żeby powiększyć elektorat, zdobyć i utrzymać władzę; a w siłach zbrojnych – wprost niezbędny element nowego oręża cyberataków.




Często uważa się, że kłamstwo prędzej czy później się wyda. Nic bardziej mylnego. Rzadko wychodzi na jaw – 8 na 10 nigdy nie jest wykrywanych (82 proc.). A i te demaskowane są głównie przy udziale kłamiącego, bo z czasem zapomina on o okolicznościach swojego kłamstwa i, nie chcąc, przytacza je w taki sposób, że pośrednio sam ujawnia prawdę. Oczywiście, można żałować, że kłamiemy, mieć wyrzuty, wstydzić się, ale to niczego nie zmienia.

I tak w jakiś sposób znowu skłamiemy. Wszyscy kłamiemy myślą, słowem, gestem, tak jak wszyscy oddychamy. Bo w fikcji łatwiej dojrzeć odbicie własnej twarzy, usłyszeć echo własnych słów, rozpoznać własną istotność. To nasz zawór bezpieczeństwa, regulator, komunikacyjny przekaz jak każdy inny. Rzecz w proporcjach, by ów stan nie przekroczył granic łagodnej przypadłości i nie przeszedł w stadium społecznej zarazy. Wtedy całe życie będzie kłamstwem ulotnym, a wkrótce, w tej jego lepszej wersji, jakimś zhakowanym biochemicznie algorytmem.
Prima aprilis roku 2019. Przed nami nowy wspaniały świat. Nie kłamię.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także