„Jeszcze nie powiedziałem wszystkiego, co miałem do powiedzenia”. Szczera rozmowa z Michałem Kwiatkowskim

„Jeszcze nie powiedziałem wszystkiego, co miałem do powiedzenia”. Szczera rozmowa z Michałem Kwiatkowskim

Artykuł wprowadzono: 5 października 2018




Michał Kwiatkowski – wokalista i muzyk – obchodzi w tym roku piętnaście lat swojej muzycznej działalności. O tym, jak i o dalszych planach, opowiada czytelnikom portalu iFrancja.

iFrancja: Michale, ten rok jest dla Ciebie wyjątkowy – obchodzisz piętnastolecie swojej kariery muzycznej. Jak mógłbyś podsumować te lata? Co najbardziej zapadło Ci w pamięć?

M.K. Bardzo mi miło, że zostało zaznaczone, że to już piętnaście lat. Nie wspominam o tym często, bo nie chcę, żeby to brzmiało w jakikolwiek sposób pretensjonalnie, ale jestem bardzo dumny z tych kilkunastu lat i szczerze mówiąc – nie ma takiej rzeczy, którą chciałbym zmienić. Jestem dumny z każdego mojego ruchu artystycznego i każdej decyzji, jaką podjąłem w tym okresie.

iFrancja: A jest coś, co szczególnie zapadło Ci w pamięć, jakieś momenty, które wspominasz z sentymentem?

M.K.: Ciężko powiedzieć. Za każdym razem, kiedy pojawia się jakieś nowe doświadczenie i mówię sobie: „to na pewno było najpiękniejsze, już piękniej nie będzie”, wtedy w moim życiu wydarza się coś, co po raz kolejny mnie zaskakuje. Kiedy dostałem się do programu „Star Academy” i wydałem pierwszą płytę, wydawało mi się, że to szczyt moich marzeń. Druga płyta była dla mnie wielkim spełnieniem artystycznym – tym bardziej się cieszyłem. Trzecią płytę wyprodukowałem sam i nagrałem po angielsku, w kolejnej, oddałem hołd Fryderykowi Chopinowi, o czym zawsze marzyłem – wtedy postrzegałem to jako szczyt swoich ambicji. Od ponad roku gram koncerty o miłości „Amour Etc” we Francji i w Polsce, niedawno wziąłem ślub i wydawało mi się, że piękniej już być nie może. A teraz wraz z bratem realizujemy nasze marzenie i ruszamy we wspólną trasę koncertową. Na dzień dzisiejszy wydaje nam się, że będzie to najpiękniejsza trasa, jaką kiedykolwiek daliśmy. Ale nie wiem, co będzie za kilka lat. I to chyba jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

Oglądający go widzowie mogli zobaczyć ubrane w koronkowe sukienki i trencze modelki, które „wybrały się na zakupy” – z trzymanych przez nie papierowych toreb wystawały bowiem bagietki i warzywa.




iFrancja: Dotychczas wszystko szło gładko, a czy jest coś, co chciałbyś zmienić, czegoś żałujesz?

M.K. Nie, niczego. Oczywiście nie mówię, że wszystko było usłane różami. Bywały ciężkie momenty, kiedy np. nie wiedziałem, jak sobie poradzić, bo nie potrafiłem pracować bez managerów, wytwórni, byłem zagubiony. Nigdy jednak nie pomyślałem, że się pomyliłem, że powinienem był wybrać inną drogę. Takie momenty są naturalne i zapewne nie raz jeszcze się powtórzą.

iFrancja: Wracając do pozytywnych doświadczeń – wspomniałeś, że brałeś udział w programie „Star Academy”. Czy uważasz, że ten jakoś zmienił on Twoje spojrzenie na muzykę, wpłynął na późniejszą karierę muzyczną?

M.K. Na pewno wpłynął na karierę, ale nie zmienił mojego spojrzenia na muzykę. Jedyne, co zmienił, to fakt, że muzyka stała się oficjalnie moim zawodem. Miałem to szczęście, że brałem udział w programie, który był niesamowicie popularny. Do tej pory często zdarza mi się, że ludzie kojarzą mnie ze „Star Academy”, z czego jestem bardzo dumny, a zarazem wdzięczny. Uważam, że udział w programie był bardzo dobrą decyzją.

iFrancja: Ciekawią mnie też same początki w Paryżu. Było ciężko?

M.K. Teraz wiem, że było, ale wcześniej nie odczuwałem tego ciężaru. Miałem osiemnaście lat, a w takim wieku człowiekowi wydaje się, że może wszystko pokonać, że jest wieczny, że nawet jak nie ma ani grosza przy sobie to i tak sobie poradzi. Jest troszeczkę taki naiwny, a może nawet trochę głupi, ale tak fajnie głupi. I całe szczęście, że taki byłem, bo bez tej naiwności to wszystko by mi się nie udało.

iFrancja: Niejednokrotnie wspominałeś, że już jako chłopiec zakochałeś się w języku i muzyce francuskiej. A czy jest coś oprócz tego, co szczególnie spodobało Ci się we Francji?

M.K. Wiesz co, na początku byłem zafascynowany dosłownie wszystkim – Paryżem, Francuzami, jedzeniem. Ale to zawsze tak się wydaje, że gdzie się pojedzie jest fajniej, niż tam, gdzie się mieszka. Teraz żyję już tutaj od szesnastu lat i widzę wszystko – zarówno te pozytywne, jak i negatywne strony. I muszę ci powiedzieć, że wciąż jestem tak samo zakochany w Paryżu i wciąż tak samo dobrze się tutaj czuję.

iFrancja: Nie wszyscy może wiedzą, ale swoją przygodę z Francją rozpocząłeś od studiów na paryskiej Sorbonie. Jak wspominasz czasy studenckie?

M.K. Moje życie studenckie nie trwało zbyt długo – już po roku wziąłem tzw. „dziekankę”, a że w tym czasie uczestniczyłem w programie – nigdy już nie wróciłem na studia, bo zwyczajnie nie miałem na to czasu. Nie znałem więc takiego życia studenckiego, czego może troszeczkę żałuję. Ale musiałem ciężko pracować, żeby jakoś utrzymać się w tym Paryżu. A kiedy nie pracowałem, to była tylko nauka i jeszcze raz nauka języka – naprawdę chciałem idealnie mówić po francusku i to było dla mnie ważniejsze niż cokolwiek innego. Harowałem jak wół, i z perspektywy czasu, wiem, że postępowałem właściwie.

iFrancja: Francuzi bardzo szybko docenili Twój talent, określając Cię „odkryciem roku”. Również Polacy doceniają Twoją działalność. Niedawno dałeś koncert w Gorzowie Wielkopolskim, w swoim rodzinnym mieście. Zastanawia mnie, jak to jest występować przed rodzimą publicznością, przed ludźmi, z którymi się dorastało?

M.K. To jest zawsze niesamowite wydarzenie. Po raz pierwszy taki prawdziwy koncert w Gorzowie zagrałem niedawno, bo dopiero w 2015 roku. Pojechałem tam z moją trasą koncertową „Chopin Etc” i to był jeden z najbardziej wzruszających koncertów mojego życia. To jest niesamowite, ale i ekscytujące, gdy wiesz, że na sali jest twoja babcia, dziadek, tata, wujkowie się zjechali z całej Polski, przyjechała ciotka ze słoikami (śmiech). To wszystko jest takie bezcenne! Za każdym razem emocje są ogromne. Teraz, kiedy śpiewałem w lipcu, na koncercie było bardzo, bardzo dużo ludzi, ale udało się dopchać do mnie dwóm moim kolegom z liceum, których tak dawno nie widziałem. To są właśnie takie małe rzeczy, które tak bardzo cieszą.

iFrancja: Pewnie więc jesteś bardzo dumny z tego, że jesteś jednym z ambasadorów Gorzowa Wielkopolskiego. Jak się czujesz, kiedy wracasz w rodzinne strony?

M.K. Cudownie, ja uwielbiam jeździć do Polski. Był taki okres, szczególnie na początku, że nie mogłem zbyt często wracać. Studiowałem, pracowałem nie miałem za dużo czasu ani pieniędzy, by cały czas latać do Gorzowa, i w ogóle do Polski. Później zdałem sobie jednak sprawę z tego, że kontakt z rodziną jest bardzo ważny. Zostałem wychowany przez babcię i dziadka i bardzo szybko dotarło do mnie, że oni nie są wieczni i że muszę wracać, chociażby ze względu na nich. Tak robiłem i wciąż tak robię. I to jest dla mnie bardzo ważne. To po pierwsze. Z drugiej strony, przez pierwsze lata mojej kariery we Francji nie działałem za bardzo w Polsce. Zmieniło się to dopiero niedawno. Dorosłem, wiem już jak sobie poradzić w Polsce. I też nie ukrywam, że sukces mojego brata sprawił, że poznałem wielu ludzi i dzięki tym znajomościom teraz więcej tam pracuję, mogę koncertować i występować w programach telewizyjnych, czego nie robiłem wcześniej.

iFrancja: Nawiązujemy cały czas do naszej ojczyzny i nie możemy pominąć jednej kwestii, a mianowicie projektu związanego z muzyką Chopina. Jeśli mógłbyś opowiedzieć o nim coś więcej. Wynika on z Twojego zainteresowania muzyką klasyczną?

M.K. Tak, z mojego zamiłowania i wykształcenia. Mam dyplom szkoły muzycznej jako muzyk klasyczny i pomimo tego, że bardzo szybko zacząłem grać muzykę popową, to jednak to klasyczne brzmienie było taką podstawą wszystkiego, ten Chopin zawsze gdzieś tam we mnie był. Ten projekt jest dla mnie wyjątkowy także dlatego, że pozwolił mi nawiązać kontakt z polskim show biznesem. Więc to jest taka przełomowa płyta w mojej karierze, z której naprawdę jestem bardzo, bardzo dumny. Nie był to łatwy projekt, trochę się bałem o jego odbiór. Wiesz, muzyka klasyczna jest „święta” i artyści nie lubią jej ruszać, a ja postanowiłem zrobić kilka utworów, zainspirować się muzyką Chopina, ale stworzyć z nich własne kompozycje. Dlatego też zdaję sobie sprawę z tego, że na pewno są ludzie, którzy nie mogą ich słuchać, bo mają wrażenie, że z każdym dźwiękiem ktoś wbija im nóż w serce. Dla mnie jest to jednak piękny i wyjątkowo ważny projekt.

iFrancja: Pomijając miłośników muzyki klasycznej, można odnieść wrażenie, że jest to gatunek dość niepopularny, szczególnie wśród młodych. Masz podobne odczucia?

M.K. Chyba nie jestem o tym do końca przekonany. Jako trzydziestopięcioletni facet mógłbym powtórzyć za innymi, że młodzież nie interesuje się muzyką klasyczną i jest w tym ziarno prawdy. Ale tak po prostu jest i myślę, że my, artyści nie możemy zmienić rzeczy, które funkcjonują w taki sposób od setek lat. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Kiedy jednak moja płyta wyszła w Polsce i troszeczkę z nią koncertowałem, otrzymywałem wiadomości właśnie od młodych ludzi, którzy pisali, że dzięki mnie po raz pierwszy zainteresowali się Fryderykiem Chopinem. Bardzo mnie to ucieszyło, chociaż nie taki był mój cel.

iFrancja: Przechodząc już do najbliższych planów – Twój brat Dawid niedawno ogłosił, że wyruszacie w akustyczną trasę koncertową po Polsce. Podkreślił też, że bardzo poważnie podchodzi do tego projektu…

M.K. No mam nadzieję! (śmiech)

iFrancja: Powiedział, że taki projekt można zrobić tylko raz w życiu. Jakie są Twoje odczucia?

M.K. Zgadzam się z Dawidem, to jest taka rzecz, którą trzeba naprawdę dobrze zrobić. Od lat media nas pytają, kiedy będzie jakiś oficjalny duet, więc stwierdziliśmy, że po co robić duet, skoro można zrobić całą trasę koncertową. Mamy tyle rzeczy do powiedzenia razem, tyle piosenek do zaśpiewania. Dlatego wiem, że to będzie bardzo wzruszająca trasa. Już teraz, pracując nad nią, niejednokrotnie mamy łzy w oczach. Mam nadzieję, że uda nam się te wszystkie emocje przekazać ludziom. I tak jak on mówi, taką trasę można zrobić raz w życiu i to jest właśnie ten moment.

iFrancja: Czasami się mówi, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Czy u Was równie dobrze wypada się na koncertach?

M.K. To będzie pierwsze takie duże przedsięwzięcie z Dawidem, ale już nieraz śpiewaliśmy razem. Nasza więź z Dawidem jest dosyć niebywała, wręcz niespotykana. Kiedy śpiewamy razem, to tak jakby była to jedna osoba. Kiedy pracujemy razem, jest tak samo. Mówimy czasem, że jesteśmy takimi braćmi syjamskimi.

iFrancja: Zdradzisz, gdzie będziemy mogli Was usłyszeć?

M.K. Tak, swoją trasę otwieramy 29 października koncertem w Kielcach. Następnego dnia gramy już w Lublinie, potem w Krakowie (3 listopada), w Olsztynie (4 listopada), Poznaniu (5 listopada), Wrocławiu (6 listopada), Gdańsku (7 listopada), Toruniu (8 listopada), Katowicach (9 listopada), Rzeszowie (11 listopada) i Warszawie (15 listopada). Finałowym koncertem i zwieńczeniem naszej trasy będzie natomiast występ w naszym rodzinnym Gorzowie Wielkopolskim -19 listopada.

iFrancja: No to jeszcze na koniec. Trasa trasą, a masz jeszcze jakieś plany, którymi chcesz zaskoczyć swoich słuchaczy?

M.K. Będę kontynuował moją trasę o miłości, dlatego że jeszcze nie powiedziałem wszystkiego co miałem do powiedzenia. To jest piękny projekt, ponieważ może cały czas się rozwijać. Będąc sam na scenie przy fortepianie, jestem królem tego wszystkiego co się dzieje, decyduję, czy dodać jakąś piosenkę, czy znów coś wyciąć z programu i myślę, że mogę tak koncertować jeszcze przez może nawet cały 2019 rok. Tego sobie życzę i już teraz zaczynam podpisywać kontrakty na tę trasę.

iFrancja: W takim razie bardzo dziękujemy za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów na muzycznej drodze.

M.K. Dzięki.

Katarzyna Konopka i Natalia Pochroń