Japończyk na Montparnassie – Paryski nie-co-dziennik

Japończyk na Montparnassie – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 2 czerwca 2018




Passage d’Enfer – Zaułek Piekielny. Czy to jest to piekło, które Bóg ukrył w samym środku raju? Tego nie wiemy, ale alkohol, zabawa i sztuka wyniosły to miejsce na szczyty sławy.





Cała paryska bohema przeniosła się z Montmartre’u właśnie tam, na Mont­parnasse, gdzie w legendarnych barach – Dôme, Rotonde, Coupole – słychać było języki artystycznej menażerii z wszystkich stron świata: włoski, rosyjski, polski, angielski, hiszpański, skandynawskie, nawet japoński, za sprawą pewnego dyktatora piękna i magii codzienności.

W 50. rocznicę jego śmierci Musée Maillol poświęciło Japończykowi wystawę „Foujita – malarz lat szalonych” (do 15 lipca), prezentując setkę dzieł najbardziej orientalnego malarza Montparnasse’u z jego pierwszego paryskiego okresu 1913 – 1931.

Tsuguharu (później Leonard) Foujita przyjechał do Paryża w 1913 roku, mając 27 lat. W światowej stolicy sztuki miał zostać trzy lata, co obiecał narzeczonej i ojcu, generałowi imperialnej Japonii. Słowa nie dotrzymał, ale harakiri też nie popełnił; porwał go tutejszy wiatr wolności, zwłaszcza nowej sztuki. Zaprzyjaźnił się z Modiglianim i Soutine’em, obok których zamieszkał na osiedlu Falguière 14. W Café du Dôme poznał związaną z nimi modelkę i malarkę Fernande Barrey, którą po trzynastu dniach znajomości poślubił. Dzięki jej pomocy w 1917 roku miał w Galerii Chéron pierwszą wystawę – przyjętą entuzjastycznie. Rok później polski marszand i poeta Leopold Zborowski zaprosił całą czwórkę do Cagnes na Lazurowe Wybrzeże, gdzie spędzili pół roku, malując w słonecznym plenerze. Po powrocie Foujita stał się błyskotliwym malarzem Mont­parnasse’u o własnym stylu, w którego obrazach i akwarelach spotykał się Orient z Zachodem. Kilka lat później Fernande zostawiła egzotycznego kochanka dla innego japońskiego malarza Koyangi, a on związał się z kolejną kobietą swego życia – niespełna 20-letnią Lucie Badoud poznaną w La Rotonde. Biel jej ciała – nazywał ją Youki (po japońsku różowy śnieg) – zainspirowała go do malowania aktów – obcych malarstwu japońskiemu.

Kobiece akty, koty, dzieci i autoportrety to malarskie uniwersum Foujity. Akty uwodzą prostotą, subtelnością, delikatnością kreski. Ciała są jasne, aksamitne, opalizujące bielą kości słoniowej. W kotach zaś dostrzegał własne alter ego – inteligencję, elastyczność, niezależność, ciekawość, staranność gestu. Powierzał im swe tajemnice, jedynym istotom mogącym swobodnie penetrować jego atelier. Dzieci z kolei, w przeciwieństwie do aktów, malował nie z modeli, a z wyobraźni, kreując własny powrót do dzieciństwa z dużą porcją poezji i wysublimowanej naiwności. Własnych dzieci nigdy nie miał, zresztą mało ich wtedy było w otoczeniu artystów. W ich twarzach i sylwetkach zawarł więcej emocji niż w postaciach dorosłych. Niepokoją, ale i oczarowują zabawą, zwłaszcza zabawą w życie, którą można dzielić z innymi. Sam dużo chłonął z tej zabawy. Na autoportretach jest niczym dandys – delikatny wąsik, drobne usta, gęsta grzywka, okrągłe okulary, zza których przenikliwy wzrok wypatruje wielkiej magii życia.

Paryska wystawa ukazuje historię artysty ewoluującego między dwoma kulturami, japońską i zachodnią, które łączy on w oryginalnej osmozie ekspresji opierającej się także modernistycznym wpływom jego nowego otoczenia. Tworzy dzieła figuratywne kreską kaligraficznie wyrafinowaną, wręcz klasyczne, niemal akademickie. I przynależąc do awangardowej Szkoły Paryskiej, zostaje jednym z najbardziej admirowanych malarzy Montparnasse’u, gwiazdą między gwiazdami szalonych lat 20. Ucieleśniał sukces naturalnie ewoluującej nowoczesności ponad konwencją i granicami. Wirtuoz, akrobata, żongler tradycją Wschodu i Zachodu, który użyźnił paryski bruk egzotyką dalekiej Japonii. „Lubię Tokio, ale to Paryż daje mi ów dystans, którego potrzebuję, aby siebie zrozumieć”.




Jesienią 1931 roku Foujita, nie uprzedzając nikogo, wyjechał do Rio de Janeiro. Zostawił wiadomość, że definitywnie opuszcza Paryż – widząc, jak Youki zakochana w jego przyjacielu, poecie Robercie Desnosie, nie potrafi wybrać między nimi. Wyjechał z jedną walizką, ale w towarzystwie młodej tancerki i modelki Madeleine Lequeux, szukać odświeżającego oddechu kolejno w Brazylii, Argentynie, na Kubie, w Meksyku, USA i rodzinnej Japonii. W Tokio umiera jego zaledwie 27-letnia kochanka Madeleine. Wyprawił jej książęcy pogrzeb i w tym samym 1936 roku poślubił młodszą o 30 lat Japonkę Kimiyo Horiuchi, z którą wrócił do Paryża, gdzie zostali do wybuchu wojny. Wtedy ponownie wyjechał z Francji, zostając wojennym malarzem armii japońskiej.

W 1950 roku Foujita ostatecznie wraca do Paryża, gdzie razem z żoną otrzymują obywatelstwo francuskie i przechodzą na katolicyzm. Na chrzcie w katedrze w Reims przyjmuje imię Leonard na cześć Leonarda da Vinci. Śmierć dopada go w Zurychu, a pochowany zostaje w kaplicy niedaleko Reims, której alegoryczny wystrój był jego ostatnim dziełem, kresem orientalno-zachodniej harmonii, jakiej do końca szukał ten paryski malarz władający japońskim pędzlem na również przez niego osławionym Montparnassie.

Leszek Turkiewicz