Iga & Rafa – Paryski nie-co-dziennik

Iga & Rafa – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 9 czerwca 2019

– Iga musi nabrać pewności siebie, bardziej wierzyć w to, że ma szansę znaleźć się w czołówce. Pokonała kilka dobrych zawodniczek (Chinkę Qiang Wang, 16. w WTA, oraz mistrzynię olimpijską Puig). Potrzebuje rozegrać jeszcze wiele meczy; no i potrzebuje czasu.

Ale na pewno zajdzie daleko. Ma 18 lat, a wystąpiła już w 1/8 finału Wielkiego Szlema. Będzie tylko lepiej – tak podsumowała występ Igi Świątek we French Open jej zwyciężczyni Simona Halep, była liderka światowego rankingu, która sama sensacyjnie poległa w ćwierćfinale z 17-letnią Amerykanką Amandą Anisimovą i już nie obroni tytułu sprzed roku.

French Open, Wimbledon, Flushing Meadows i Australian Open to od 1968 roku, czyli od początku tenisowej ery open, pierwsza poważna globalizacja naszej planety. Każdego roku na przełomie maja i czerwca rotacyjne rządy przejmuje Paryż i przez dwa tygodnie korty imienia zapomnianego lotnika Rolanda Garrosa stają się światową stolicą tenisa. Wszyscy wirtuozi smeczowania i walecznego posapywania tu zjeżdżają. Wśród nich byli Magda Linette (urwała seta Halep), Iga Świątek i Hubert Hurkacz (przegrał z Djokoviciem). Iga i Hubi po raz pierwszy zapewnili sobie miejsca w głównej drabince bez gry w eliminacjach tego najbardziej prestiżowego turnieju na czerwonej mączce.

Wcześniej organizacja WTA mianowała Igę nową – po Agnieszce Radwańskiej – polską królową hot shotów, wyróżniając ją w internetowym plebiscycie na najlepsze zagranie kwietnia za akcję w półfinale turnieju w Lugano; wyprzedziła Wiktorię Azarenko. Utalentowana warszawianka odniosła wtedy największy sukces, docierając do finału zawodów WTA. W Paryżu walczyła o ćwierćfinał. To nie tylko życiowy sukces Świątek – sportowy i finansowy (premia 243 tys. euro) – ale też jeden z najlepszych wyników osiągniętych w tym turnieju przez polską tenisistkę czy tenisistę. Tylko Wojciech Fibak (dwa razy) i Agnieszka Radwańska (raz) sięgnęli ćwierćfinału French Open. Dalej nikt nie doszedł. Może więc Iga – nowa marka polskiego tenisa – zrobi to za rok i przebije żółtą włochatą piłeczkę bliżej paryskiego nieba, tam, gdzie żaden Polak jeszcze nie zaserwował. – Iga to talent zupełnie innego rodzaju niż Radwańska. To eksplozja po eksplozji. Energia i tempo – zachwycał się Fibak. Za rok będzie tu obchodzić 19. urodziny, jak Rafa, kiedy wygrywał pierwszego Garrosa. Świątek trenowała już w akademii tenisowej Rafaela Nadala na Majorce, który walczy o 12. tytuł na Garrosie. Rekord absolutny. To naturalne, że Rafa, król ceglanej mączki, zachwyca Igę. – Wiadomo, ten biceps… przyjemnie się na niego patrzy – przyznała. Hiszpański konkwistador o oliwkowej cerze, ruchach dzikiego kota i piekielnym lifcie.

Paryska saga Nadala trwa od 2005 roku. Wtedy się zaczęło. W dniu 19. urodzin Rafa rozegrał fenomenalny półfinał z Rogerem Federerem, według rankingu ATP najlepszym tenisistą świata. Do tego dnia Szwajcar nie stracił na podparyskich kortach ani jednego seta. Vivaldi tenisa – nazywany tak, bo jak artysta gra w pełnej harmonii przez wszystkie cztery pory roku – przegrał z debiutantem z Majorki. Tylko deszcz lub zapadająca ciemność mogły go uratować, błagał więc sędziego, by ten przerwał mecz. Ale litości nie było. Deszczu spadło za mało, a zapadające ciemności zdołał uprzedzić niespotykaną determinacją rozjuszony hiszpański buhaj. Złe dziecko o długich, przewiązanych opaską włosach, obnażonych bicepsach i napiętej do bólu twarzy zmiotło z kortu starszego, dobrze wychowanego chłopca z nobliwej starohelweckiej rodziny. Zwycięstwo żywiołu nad maestrią konwencji. Przedwczesny finał. Ale i w ogóle jeden z najlepszych meczów w historii paryskich turniejów. Dwa dni później Rafa pokonał w finale Argentyńczyka Mariano Puertę, mimo że ten był na dopingu, za co został później zdyskwalifikowany.




W tym roku historia się powtórzyła. Półfinał: Nadal kontra Federer i wynik meczu taki sam. Nadal przegrał tu tylko raz, równo dekadę temu, kiedy grał na granicy kryzysu nerwowego, sprawiając wrażenie fizycznie i psychicznie udręczonego. Dokuczał mu uraz kolan, a rozwód rodziców osłabił jego siłę wewnętrzną. Przegrał ze Szwedem Robinem Söderlingiem, poruszającym się jak tenisowy robot, którego wcześniej łatwo ogrywał. Inny Szwed, Mats Wilander, skwitował rzecz krótko: – Od teraz na Garrosie każdy może wygrać z każdym. Również publiczność miał przeciwko sobie, której zachowanie trener Nadala, jego wuj Toni, określił dosadnie: – Jest tylko jedna kategoria kibiców gorszych od Francuzów – paryżanie. Wówczas przed Federerem otworzyła się szansa na pierwsze zwycięstwo na kortach Rolanda Garrosa; i ją wykorzystał, zdobywając jedyny tytuł na Garrosie w swej rekordowej kolekcji 20 zwycięstw wielkoszlemowych.

Ale to przeszłość. Dziś jest sobota, 8 czerwca, przedostatni dzień turnieju. Finał pań. Trybuny milkną. Pierwszy serwis. Bekhend Czeszki Vondrousovej, forhend Australijki Barty. Ceglana mączka się unosi, emocje też… Koniec?!… Tak. To bóg Chronos bezceremonialnie domknął cotygodniową pętlę nie-co-dziennika i tylko zbuntowany ruch myśli wymknął się spod jego władzy absolutnej, by czas antycypować. Więc, cóż, napiszę, że… jest jutro powtórka finału mężczyzn sprzed roku. A zatem: Thiem czy Nadala wieczne królowanie?

– O… C z y t e l n i c y – no i jak było?

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także