Giedroyc 20 lat później (2) – Paryski nie-co-dziennik

Giedroyc 20 lat później (2) – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 26 września 2020

„Łatwiej byłoby mi zamknąć oczy, gdyby do władzy w Polsce doszli ludzie z daleką wizją. Takich nie widzę” – napisał przed śmiercią Jerzy Giedroyc, twórca nowej szkoły myślenia o Polsce. Zmarł 20 lat temu. 

Ten książę z podparyskiego Maisons-Laffitte największe zagrożenie widział w zdemoralizowaniu naszej klasy politycznej, w nacjonalizmie i w klerykalizmie zmierzającym do kraju wyznaniowego. Obcy był mu stereotyp Polaka katolika; bliski – obywatel Rzeczypospolitej, tolerancyjny, wolny, otwarty na świat. Nadzieję widział w młodzieży i w rodzącej się w bólach Europie. Odmówił przyjęcia Orderu Orła Białego, do kraju nie przyjechał.

„Chcą go pogrzebać raz na zawsze i nie zawracać sobie nim głowy. Paryska «Kultura» postawiła Polaków przed lustrem i kazała im się oglądać, a ten obraz nie był wcale taki ładny, i wcale się tak bardzo nie zmienił. Dlatego «Kultura» przeszkadza. Jeśli dzisiaj się ją traktuje poważnie, to jest ogromnym wyrzutem politycznym i moralnym tego, co się dzieje w Polsce” – mówił Paryskiemu nie-co-dziennikowi „Brukselczyk”, czyli Leopold Unger na jednym z rocznicowych spotkań w Domu Kultury.

Giedroyc był maksymalistą, przenikliwym, pragmatycznym analitykiem. Brak iluzji i apokaliptyczne usposobienie były jego siłą napędową. Polityka – twierdził – nie jest sakramentem. Kto chce ją uprawiać, musi czuć zmieniającą się rzeczywistość. Musi umieć zachować twarde zasady, ale i zmieniać poglądy, by nad nią zapanować w interesie narodu. To było coś w rodzaju jego credo, którym się kierował w swej bezkompromisowej walce o wolne, silne państwo polskie, bezpiecznie umocowane w Europie i w dobrych relacjach z sąsiadami. Juliusz Mieroszewski, pierwsze pióro eseistyki politycznej jego pisma, pisał: „Redaktor «Kultury» posiada w swojej «orkiestrze» socjalistów i niesocjalistów, ludzi religijnych i agnostyków, ewolucjonistów i antyewolucjonistów. Czy nie na tym polega demokracja?”.

Do roli autonomicznego ośrodka politycznego mającego własną linię polityczną „Kultura” dochodziła etapami. Redaktor ryzykował, mylił się, zwyciężał. W swej zimnej analizie przewidział rozpad sowieckiego imperializmu, że rozłożą go od środka ruchy narodowe; przewidywał też, że Europa może być odbudowana tylko jako federacja, że skonfederowana powinna być także nasza część kontynentu. Już w 1951 roku w „Manifeście demokratycznym «Kultury»” znalazły się „wolne, narodowe kantony zjednoczonej Europy”.

Razem z Mieroszewskim wypracował założenia polskiej polityki wschodniej, wolnej od narodowej megalomanii oraz kompleksu niższości wobec Zachodu i wyższości wobec Wschodu. Koncepcja „ULB” zakładała suwerenność Ukrainy, Litwy i Białorusi jako niezbędną dla naszej niepodległości, gdyż zdominowanie ich przez Rosję otwiera drogę do uzależnienia Polski. Polską racją stanu powinna być polityczno-międzynarodowa niezależność tych państw przy jednoczesnym utrzymywaniu przez Polskę możliwie dobrych relacji z Rosją. „Niepodległość i stabilizacja Ukrainy, Białorusi i krajów bałtyckich należą do naszych żywotnych interesów. Niepodległa Ukraina jest dla naszego bezpieczeństwa i wolności cenniejsza nawet niż NATO. Będąc w NATO i tak – w razie ekstremalnego zagrożenia – skończylibyśmy podobnie jak w 1939 roku. Możemy liczyć tylko na akcję humanitarną i wyrazy współczucia, ale na nic więcej. Powinniśmy sobie uświadomić, że im mocniejsza będzie nasza pozycja na Wschodzie, tym bardziej będziemy się liczyć na Zachodzie”.

Giedroyc uważał się nie tylko za Polaka, ale i za obywatela Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Nie miał poczucia sukcesu. Okazywał rozczarowanie przebiegiem transformacji. Już solidarnościowej opozycji zarzucał, że się nie przygotowała do rządzenia krajem. Politykom odmawiał instynktu państwowego, że w obliczu agonii ZSRR nie potrafili lepiej wykorzystać wyjątkowo dobrej koniunktury dla Polski. Zwalczał fobie narodowe: mit ofiary, antysemickie uprzedzenia, kult moralnej wyższości. Obawiał się odrodzenia prawicy podatnej na nacjonalizm i klerykalizm, w czym widział groźbę powrotu do mentalności endeckiej, którą uważał za równie groźną jak sowietyzm; że owa neoendeckość będzie zubożać polską kulturę, odpychać Polskę od Zachodu, wpędzać w izolację, osamotnienie, sprowadzać stare konflikty z sąsiadami. Krytycznie obserwował ewolucję w polskim Kościele, która może prowadzić do katastrofalnych skutków. Był pełen niepokoju o szanse wykorzystania i utrwalenia zdobyczy niepodległej Polski.

– Co słychać? – Dziękuję, jak najgorzej – zwykł odpowiadać. Cisza, toniemy… Takie memento umieścił w swym gabinecie w Maisons-Laffitte. Nie utonął, lecz do wymarzonej Rzeczypospolitej nie dopłynął, bo takiej nie było i ciągle nie ma. Nie miał złudzeń: naród polski jest okropny – ale zaraz dodawał, że właściwie każdy naród jest okropny. – Gdybym był o dziesięć lat młodszy, pojechałbym do Polski i zostałbym prezydentem. Nie został. Zostawił nam „Kulturę”, dzieło swego życia, która jest jak polska „latarnia morska”. Nie pozwólmy jej zgasnąć, bo, kto wie, może w końcu wyprowadzi nas na otwarte wody bardziej odpowiedzialnej polskości, odczuwanej wspólnotą ziemi, kultury, języka.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także