Geniusz! Paryski nie-co-dziennik

Geniusz! Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 28 kwietnia 2019

Mówiono, że musiał zawrzeć pakt z diabłem, by do końca poznać człowieka. Uczony i artysta o nienasyconej ciekawości świata: matematyka, fizyka, filozofia, anatomia, optyka, malarstwo, rzeźba, teatr, muzyka, architektura, urbanistyka, aeronautyka, mechanika, hydrologia, militaria, geologia, zoologia…

Długo trzeba wymieniać dziedziny, w których był niedoścignionym mistrzem. Powszechnie znany jako twórca zagadkowo uśmiechającej się Mony Lisy, naturalizowanej paryżanki z Luwru, którą poeta Gautier nazwał „Sfinksem piękna”. Geniusz Leonardo z toskańskiego miasteczka Vinci zmarł 500 lat temu, 2 maja 1519 roku we Francji, w równie małym miasteczku Amboise, o czym przypominają liczne publikacje, jakie z tej okazji ukazały się w Paryżu.

Leonardo da Vinci ostatnie trzy lata życia spędził w pałacu Clos Lucé w dolinie Loary pod opieką francuskiego króla Franciszka I, mianowany jego doradcą, nadwornym malarzem, architektem i inżynierem. Emigrując do Francji, przywiózł na grzbiecie muła ową „florencką piękność” namalowaną na desce topoli, najbardziej rozpoznawalny obraz na świecie. Zgodnie z ostatnią wolą zażyczył sobie, by w jego pogrzebie uczestniczyło 60 żebraków niosących świece, za co mieli otrzymać godziwą zapłatę. Ten najwszechstronniej utalentowany człowiek wszech czasów pozostawił po sobie dzieło, które zapowiadało naszą współczesną cywilizację techniczną. Jeszcze nie opartą na elektryczności, antybiotykach, satelitach czy nowych technologiach, ale już na kulcie praktycznej wiedzy i naukowego eksperymentu. Swe zapiski liczące 120 zeszytów powierzył ulubionemu uczniowi Melziemu, jak wynika z testamentu sporządzonego 23 kwietnia 1519 roku. Do dziś ocalało 7000 stron notatek, co według przypuszczeń uczonych stanowi 20 proc. całości; reszta zaginęła. Najsłynniejsze ich zbiory to Kodeks Atlantycki i Kodeks Hammera zakupiony przez Billa Gatesa za ponad 30 mln dolarów. Prawdziwa encyklopedia wiedzy napisana pismem lustrzanym z prawej do lewej, co – jak się przypuszcza – wynikało z leworęczności autora, dzięki czemu nie rozmazywał atramentu. Pewne fragmenty do dziś nie zostały rozszyfrowane.

Geniusz był synem toskańskiego notariusza i chłopki zrodzonym z nieprawego łoża, wychowywany przez dziadków ze strony matki. Samouk. Nie otrzymał akademickiego wykształcenia. Nie był cudownym dzieckiem, niczego znaczącego przed 25. rokiem życia nie osiągnął. Obyczajowością prowokował otoczenie. Oskarżony o sodomię stanął przed trybunałem (ostatecznie oskarżenie wycofano). Wegetarianin, homoseksualista. Jego drobiazgowo przeprowadzane sekcje zwłok oraz odlewy ludzkiego mózgu i komór serca dały mu przydomek „brata Fausta”. Wyprzedzał czas. Opracował projekty helikoptera podnoszonego przez wirnik, kadłuba łodzi podwodnej, silnika napędzanego energią wody, czołgu, spadochronu, prototypu samochodu, roweru. Zajmował się zagadnieniami grawitacji, kwadratury koła, badaniem skamielin i światła, które określał mianem energii pozbawionej masy. Znany bardziej z działań artystycznych, zwłaszcza malarskich arcydzieł, mimo że nie namalował wielu obrazów – około 30 podczas 40-letniej kariery, z których zachowała się połowa.

Obrazem najlepiej znanym, najczęś­ciej oglądanym, najchętniej zapożyczanym jest Gioconda vel Mona Lisa, światowy symbol sztuki, który Napo­leon nazywał „Sfinksem Zachodu”. Przez pewien czas uśmiechała się do niego w jego sypialni. Dziś uśmiecha się do kilkunastu tysięcy odwiedzających ją turystów dziennie. Znane są jej pastisze, które na trwałe weszły do historii sztuki: Marcela Duchampa z wąsami, Salvadora Dalego z wąsami i dolarami czy Fernanda Légera z pękiem kluczy. Były kopie z futbolówką, patrzącą na widzów zezem, naśladującą artystkę musicalową. Jej wizerunek wykorzystywano w modzie, reklamie środków piorących, ciuchów, aperitifów. Stała się nawet obiektem agresji ze strony pewnego mężczyzny utrzymującego, że jest w niej boleśnie zakochany. Rzucano w nią kamieniem, porcelanowym kubkiem, kwasem. Od 2005 roku chroni ją kuloodporna gablota z szybą grubości 38 mm. Tylko trzy razy opuściła Luwr: kiedy ukradł ją włoski malarz pokojowy Peruggia (1911), żeby – jak twierdził – zabrać ją do ojczyzny, oraz eksponowana w Nowym Jorku (1963) i Tokio (1974).




Do dziś spekuluje się, co kryje się za uśmiechem tej ikony sztuki. Poświęcono temu poważne badania anatomiczno-laserowo-identyfikacyjne. Że sportretowana kobieta ma 168 cm wzrostu, że jest ciężarna, że jej uśmiech zdradza astmę, niedoczynność tarczycy, wysoki poziom cholesterolu. Płeć również była tematem kontrowersji. Miała być efebem, transwestytą, przetworzonym wizerunkiem samego Leonarda; a niedawno odkryto w jej źrenicach tajemnicze maleńkie litery. Tylko pierwszy biograf Leonarda, Vasari, nie wątpił, że artysta namalował portret Mony Lisy del Giocondo na zamówienie jej męża, florenckiego patrycjusza. Ale dlaczego nie przekazał jemu portretu, a zabrał do Francji? Dziwne jest też, że nie zachował się jeden szkic Giocondy, lecz kilka. Być może nie pozowała mu żadna modelka, i nie jest to portret konkretnej kobiety, ale malarskie studium jej ideału.

Leonardo da Vinci często nie kończył swych dzieł. Zostawiał je non finito, jakby zatrzymane w wiecznym procesie odkrywania cudu natury. Doskonałości dopatrywał się w Bogu, którego szukał ponad kościelną władzą, czystego i perfekcyjnego jak matematyczna figura, za której tajemniczym pięknem podążał przez całe życie. 67 lat przeżył; a swym potomnym pozostawił taką radę: Żyj z entuzjazmem, bez lęku. Podziwiaj swą cielesną powłokę i nie smuć się, że jak innych dosięgnie cię śmierć. Raduj się! Bo tylko z radością ci do twarzy.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także

Copyright © iFrancja 2019