Europejskie marzenie dwa lata później – Paryski nie-co-dziennik

Europejskie marzenie dwa lata później – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 8 lutego 2020

„Kto ty jesteś? Europejczyk mały” – parafrazował Macron na krakowskiej Alma Mater wierszyk z „Katechizmu polskiego dziecka”. Ale ów euromaluch szybko nie urośnie, więc żeby dać mu czas możliwie optymalnego wzrastania, prezydent Francji zrobił na Uniwersytecie Jagiellońskim duży krok w tył w porównaniu z wykładem, który wygłosił na Sorbonie dwa lata wcześniej. Krok wymuszony, taktyczny, acz pragmatyczny.

Zatem nim wrócimy na UJ, cofnijmy się o dwa lata, na Sorbonę, gdzie Emmanuel Macron – dawny asystent filozofa Paula Ricoeura, któremu pomagał w pracy nad summą hermeneutyczną „Pamięć, historia, zapomnienie” – wygłosił programowy wywód na temat swego europejskiego marzenia. – Przybyłem opowiedzieć wam o Europie –  zaczął – ona będzie żyć tylko dzięki idei, którą ożywimy, inaczej dawne nieszczęścia mogą powrócić. Kreślił kontury Unii dwóch, a nawet kilku prędkości z francusko-niemiecką turbonapędową siłą integracyjną. Nawiązał do jeszcze wcześniejszego wykładu Joschki Fischera na berlińskim Uniwersytecie Humboldta, gdzie Niemiec wyłożył koncepcję podziału Europy na „twarde jądro”, rodzaj europejskiego „centrum przyciągania grawitacyjnego”, w którym znalazłyby się kraje „euroawangardy”, i na pozostałe, tworzące coś w rodzaju unijnej przestrzeni europejskiej, aspirujące do pełnej integracji. Fundamentalną rolę w konstruo­waniu tej europejskiej federacji odgrywałyby Niemcy i Francja.

Choć w sorbońskim wystąpieniu Macrona nie padło słowo „federacja”, to katalog jego instytucjonalnych propozycji zmierzał do federalistycznej Europy (m.in. już w 2024 roku eurowybory miałyby wyłonić Parlament Europejski w połowie z europosłów ponadnarodowych). – Nie możemy ciągle mówić o Europie Narodów – przekonywał – nie możemy poddać się iluzji zamknięcia. Europa jest zbyt słaba, nieskuteczna, a powinna być potęgą konkurującą z USA i Chinami. Europa kilku prędkości już jest faktem, nie lękajmy się tego mówić i tego chcieć. Kraje, które nie zechcą pójść dalej w integracji, nie mogą przeszkadzać innym, mogą dołączyć później. Zaprosił państwa gotowe do pogłębienia integracji do współpracy na rzecz unijnych reform. Ich przedstawiciele utworzyliby grupę na rzecz odbudowy Europy. Powtórzył postulat wyposażenia strefy euro w odrębny budżet i ministra finansów. Zaproponował powołanie europejskich wojskowych sił interwencyjnych oraz m.in. agencji wywiadowczej, urzędów ds. terroryzmu, azylu, klimatu. Chciał bezprecedensowego zintegrowania francusko-niemieckiego rynku, stosowania wobec firm obu krajów takich samych reguł prawa handlowego i upadłościowego. Reformy miałyby się zacząć od Paryża i Berlina i rozszerzać na resztę Unii.

Ale sytuacja się zmieniła. Merkel politycznie osłabła, pogłębił się eurochaos związany z brexitem i aktywnoś­cią populistyczno-nacjonalistycznych sił odśrodkowych. To wymusiło na francuskim Master of modus vivendi zmianę strategii przebudowy europejskiego ładu przy założeniu, że w obecnym kształcie Unia nie przetrwa, jest za słaba, za mało skuteczna, by nadążyć za globalnymi zmianami – a powrotu do dawnych państw narodowych samodzielnie rozwiązujących swoje problemy nie ma, to zbyt niebezpieczne. Lecz i państwo narodowe szybko nie zniknie. Wyzwaniem jest, jak je powiązać w sieć unijnych ponadnarodowych zależności, nim się zaczną spory o wspólny rząd gospodarczy, o politykę obronną i zagraniczną, o mało przejrzystą strukturę władzy opartą na Komisji Europejskiej, Radzie UE i innych instytucjach, o drugą izbę Parlamentu Europejskiego, w której regiony, nie państwa, miałyby wpływ na decyzje. Na te spory jest za wcześnie, stąd taktyczny zwrot Macrona ku krajom Europy Środkowo-Wschodniej i ów pragmatyczny reset w stosunkach z Polską.

To nieoczekiwana szansa dla Polski, aby z unijnych peryferii wybić się na centrum decyzyjne – wyartykułowana na Uniwersytecie Jagiellońskim. – Francja i Europa nie mogą być wielkie bez wielkiej i dumnej Polski – komplementował Macron naszą wspólną historię walki o wolność. Miała się zacząć już w XI wieku, gdy św. Stanisław przed objęciem biskupstwa krakowskiego studiował na Sorbonie. Prezydent nawiązał do Napo­leona obecnego w naszym hymnie, do zjednoczenia Niemiec i Mitterranda broniącego przed Kohlem naszej granicy na Odrze i Nysie, do 2004 roku, gdy, jak mocno podkreślił, nastąpiło zjednoczenie Europy, a nie rozszerzenie Wspólnoty, kiedy przegraliśmy moment włączenia nas w jej krąg decyzyjny – lecz można to zmienić.

Wykład w Krakowie – wzywający do aktywnego włączenia się w budowę „politycznie suwerennej Europy” – był pierwszym po brexicie międzynarodowym wystąpieniem Macrona. Zakończył go słowami: „Jeszcze Europa nie zginęła”, parafrazując nasz hymn państwowy. Nie zginęła, ale samobójstwo dwa razy już popełniała. Trzeciego nie przeżyje. Unia jest wielkim wyzwaniem. Nie tylko zachowania pokoju na Starym Kontynencie, do czego została powołana deklaracją Roberta Schumanna. Jest wyzwaniem na miarę XXI wieku, na miarę nieuchronnie globalizującego się świata, aby współczesny demon rozkładu nie uwięził Europy, a z nią i nas, w okowach zgubnej niemocy. „Nie bójcie się Europy, nie bójcie się w nią angażować”.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także