Dizajnerka – Paryski nie-co-dziennik

Dizajnerka – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 16 lutego 2020




Ikona modernizmu. Na jednym zdjęciu triumfalnie unosi ręce, oddając swoje na wpół obnażone ciało pustej przestrzeni gór, na drugim – odpoczywa, leżąc na kanapie w kształcie wydłużonego fotela, szez­longu swojego projektu. Obie fotki oddają motyw wiodący ekspozycji w paryskiej Fundacji Vuittona – „Nowy świat Charlotte Perriand”. Wystawa opowiada o życiu i twórczości tej najbardziej prominentnej dizajnerki XX wieku w 20. rocznicę jej śmierci, kobiety do dziś uosabiającej osobistą i zawodową niezależność.

Bo dla kobiety najważniejsza jest wolność, ona prowadzi ją na szczyty tego, co robi – powtarzała Francuzka, dla której praca była ważniejsza od rodziny. Dla wielu paryżanek to nic szczególnego, ale Charlotte żyła blisko sto lat temu. Mając 24 lata, zaproponowała swoje dizajnerskie usługi samemu Le Corbusierowi. Początkowo sławny architekt „domów jak maszyny do mieszkania” zbył dziewczę, lecz gdy zobaczył w Salonie Jesiennym jej projekt „Baru na poddaszu” z metalu i szkła, o zimnej, sterylnej, surowej estetyce, wtedy uległ jej zuchwałej wizji nowoczesności. I tak ta córka paryskich krawców paradująca w krótkiej sukience, z fryzurą à la Josephine Baker przez dziesięć lat pracowała dla Corbu i jego kuzyna Pierre’a Jeannereta, urządzając wnętrza owych „maszyno-domów”. Dobierała materiały i kolorystykę, aranżowała przestrzenie, projektowała podświetlane podłogi, szklane sufity, meble z metalowych rurek, konstruowała prototypy wyznaczające nowe trendy, mody, gusty.

Charlotte Perriand została wpływową projektantką mebli, wnętrz, sztuki użytkowej, z której uczyniła wyrafinowaną estetycznie podróż ku nowoczesności. Inspiracji szukała w opływowych kształtach maszyn, okrętów, karoserii samochodowych. W reflektorach aut dostrzegała industriane lampy, a w kierownicy – krzesło obrotowe. Tworzyła kubiczne fotele – do rozmowy, relaksu, drzemki – i stoły z mlecznego szkła. Zafascynowana techniką eksperymentowała nie tylko z drewnem, także z metalem i szkłem. W jej praktycznym podejściu do wzornictwa dominowała funkcjonalność, prostota, elegancja.

Balansowała między maszyną a na­turą. Szukała inspiracji na plaży i w górskiej przyrodzie. „Najpiękniejsze obiekty są w naturze, jak kamyki ogładzane przez morze; w górach umysł i ciało są jak niebo i ziemia, a piękno – na wyciąg­nięcie ręki”. W górskich wędrówkach odkrywała estetyczną, poetycką, emocjonalną siłę pustki („mniej znaczy więcej”), siłę przestrzeni, czystych linii, harmonii, światła. – Góry są mi niezbędne, są barometrem mojej równowagi psychicznej, fizycznej, twórczej, to sztuka odkrywania i zdobywania, pokonywanie trudności. W jej wizji nowoczesnego życia mieścił się sport. Uprawiała wspinaczkę wysokogórską i narciarstwo. Podróżowała do Japonii, Amazonii, Wietnamu, skąd przywoziła nowe pomysły. Przekładała je na projekty łączące kabiny statków, bary, japońskie domy, górskie schroniska.

Piękno jest wszędzie. Takie jego pojmowanie łączyło ją z Fernandem Légerem, z którym nawiązała współpracę po odejściu ze studia Le Corbusiera. Wystawa mocno to podkreśla, prezentując obok jej prac obrazy malarza. Léger malował kubistycznie, a myślał futurystycznie. Posłużył się zgeometryzowaną maszyną, jak inni nagim ciałem, pejzażem, martwą naturą. Odkrył wyższość przedmiotu nad „ludzką fauną”, którą zredukował do materii pokawałkowanych tub. Stąd nazywano go „tubistą”. Rozczłonkowywał ludzkie ciała w rozbitym na części krajobrazie przedstawiającym geometryczną konstrukcję ściętych stożków i poskręcanych tub. Odkrył ideę „estetycznej maszyny”, dialogu człowieka z maszyną. Przenosił na płótno ludzi jak przedmioty, tworząc swoisty mikrokosmos brył, stożków, walców, rurek, coś na kształt kosmogonii koła. W jego malarstwie dominują okrągłe formy i całe kompozycje zamknięte w kręgu. Wszystko w kolistym ruchu. Ludzie mają koliste kształty, są geometrycznymi obiektami wędrującymi w kręgu i po okręgu, zdobiąc ów „Nowy świat Charlotte Perriand”.

Ponad 140 dzieł wyeksponowano w Fundacji Vuittona: malarstwo, rzeźba, rysunek, fotografia, tapicerstwo, meble skonfrontowane we wnętrzach francuskiej dizajnerki poszukującej syntezy sztuk. Są wśród nich obrazy Miró z pogranicza surrealizmu i abstrakcji pełne gwiezdnych konstelacji, słońc, księżyców, znaków lekkich i przestrzennych inspirowane dziecięcą kreską; są równie lekkie i przestrzenne rzeźby Caldera, prekursora sztuki kinetycznej. Jest surowy, chłodny, tajemniczy Braque, co niczym mnich japońskiego zen zmierzał drogą panowania nad formą; jest jego konkurent w kubistycznym pierwszeństwie – król Midas, czyli Picasso, który czegokolwiek by się dotknął, zamieniał w złoto.

Nic nie jest niemożliwe – mawiała Charlotte Perriand. Wędrując przez rozległe przestrzenie wolności, zdobywała najwyższe góry własnych możliwości, używając uporu, talentu, otwartości na to, co nowe. Bo góry są po to, by je zdobywać, również te wyłaniające się zza horyzontu postępu. Taka jest logika ewolucji życia i sztuki. Sztuki, która jest wszędzie. Bardziej na ulicy niż w muzeum. Toczy się, przelewa obok nas, pędzi ku nowoczesności. I nie istnieje żaden sąd, który by rozstrzygał spór o piękno.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także