Czarna  sobota

Czarna sobota

Artykuł wprowadzono: 9 grudnia 2018




Po burzliwym tygodniu, obfitującym w polityczne zwroty akcji i eskalację niezadowolenia, Francja stała się świadkiem czwartej odsłony protestu „żółtych kamizelek”.

Już pierwsza sobota protestów, 17 listopada, zaskoczyła swoją skalą wszystkich, pokazując zarazem rozmiar społecznego niezadowolenia. Mimo prób łagodzenia sytuacji przez polityków protesty przybierały na sile i każda kolejna sobota przynosiła kolejne fale coraz bardziej intensywnych protestów, po których rannych i aresztowanych liczono na setki, a straty materialne na miliony euro.

I choć rozmiar zniszczeń i przemocy zszokowały Francję, nie spowodowały one spadku poparcia dla „żółtych kamizelek”. Nawet wycofanie się prezydenta Macrona z podwyżek benzyny nie uspokoiło sytuacji. Jak zauważył Christophe Castaner, minister spraw wewnętrznych, „Ruch «żółtych kamizelek» narodził się z wściekłości, której korzenie sięgają daleko (…), a która teraz nagle eksplodowała”. Ten wybuch wściekłości, którego katalizatorem stała się podwyżka benzyny, karmi się frustracją zwykłych ludzi z coraz większym trudem wiążących koniec z końcem. Nadchodzące w 2019 roku podwyżki okazały się dla nich kroplą, która przelała czarę goryczy. Do protestu „żółtych kamizelek” przyłączyli się więc m.in. rolnicy, pracownicy służby zdrowia i licealiści. Rząd próbuje reagować na coraz szerzej rozprzestrzeniające się i coraz bardziej radykalne protesty, ale reakcje te są nieadekwatne do skali problemu, a rządzący pozostają bezradni wobec oddolnego charakteru ruchu, nieposiadającego żadnego przywódcy i odmawiającego negocjacji. W efekcie próby uspokajania sytuacji spełzły na niczym.




W sobotę 8 grudnia „żółte kamizelki” zorganizowały kolejne protesty. Choć stan wyjątkowy ostatecznie nie został ogłoszony, służby bezpieczeństwa, obawiajac się, że czwarta odsłona manifestacji okaże się najbrutalniejsza ze wszystkich, przygotowała się na najgorsze. W całym kraju spokoju pilnowało 89 tysięcy policjantów i żandarmów, w tym 8 tysięcy w samej tylko stolicy, czyli niemal dwa razy więcej niż w poprzednim tygodniu. W Paryżu żandarmeria użyła 80 pojazdów opancerzonych i od rana blokowała strategiczne punkty w mieście i przeszukiwała osoby udające się na manifestacje, konfiskując nie tylko broń i wszelkie przedmioty, które mogły zostać potencjalnie wykorzystane przeciwko funkcjonariuszom, w tym np. butelki i puszki z napojami, ale także gogle narciarskie czy serum fizjologiczne, używane do przemywania oczu po użyciu gazu łzawiącego. Już z samego rana aresztowano w Paryżu kilkaset osób, w ciągu dnia zablokowano m.in. obwodnice Paryża, w różnych punktach miasta zebrały się grupy „żółtych kamizelek”. Policja użyła armatek wodnych oraz gazu łzawiącego. Sytuacja jest więc skrajnie napięta. Żółte kamizelki żądają bezwarunkowego spełnienia swoich postulatów, politycy apelują o spokój, a z drugiej strony policjanci i żandarmi ostrzegali już od kilku dni, że nie zawahają się użyć broni, aby chronić swoje życie i zdrowie. Część manifestantów podkreślała chęć protestowania w pokojowej atmosferze, próbując uspokajać sytuacje, nie na wiele się to jednak zdało. W Paryżu ponownie manifestanci wielokrotnie starli się z policją i dokonano licznych zniszczeń. W sobotę Francja była sparaliżowana. Zamknięte były muzea, kina i sklepy, odwołano m.in. ligowe mecze piłki nożnej, komunikacja miejska funkcjonowała w sposób ograniczony, blokowane były drogi. Po raz kolejny Francję zszokowala skala przemocy, choć tym razem policja działa bardziej zdecydowanie. Końca konfliktu ciągle jednak nie widać.

Magda Sawczuk (Paryż)

Fotoreportaż >>> https://www.ifrancja.fr/iportal/zolte-kamizelki-akt-iv-manifestacje-w-paryzu/


Najpopularniejsze

Zobacz także