Codzienny seks i szaleńcze orgie pracy – Paryski nie-co-dziennik

Codzienny seks i szaleńcze orgie pracy – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 10 września 2019




Noc nad paryskim kanałem Saint-Martin przyciągała porzuconych kochanków, desperatów i topielców, co w wodach kanału szukali ostatniego ukojenia; ba, przyjmowano nawet zakłady, czy nieszczęśnik przeżyje, czy nie: 15 franków za pospolitego trupa, 25 franków za trupa ożywionego. Z tego czarnego folkloru czerpał Georges Simenon, który regularnie śledził kroniki policyjne znad kanału, szukając inspiracji dla swych kryminalnych zagadek. 4 września minęła 30. rocznica śmierci twórcy osławionego komisarza Maigreta.

Simenon był jednym z najpłodniejszych pisarzy XX wieku. Autor 431 książek (200 pod 16 pseudonimami), trzech tomów autobiografii i tej jednej, jedynej postaci, która wyniosła go na szczyty sławy i bogactwa. Kiedy w 1931 roku pisał pierwszego „Maigreta”, miał 27 lat, mógłby więc być jego synem, zaś ojcem, pisząc ostatniego – 75. w 1972. Sprzedano ponad miliard jego książek, co plasuje go na 7. miejscu światowego rankingu (przed Agathą Christie), oraz nakręcono 144 filmy według jego powieści i kilka seriali telewizyjnych. Sam przedstawiał siebie jako dobrze działającą maszynę do produkcji literatury; zapełniał 80 stron dziennie w okresach przypływu literackiej aktywności trwających po 3 tygodnie. Miał swoje dziwactwa: nosił te same ubrania podczas pracy nad nową powieścią i ważył się przed napisaniem i po jej napisaniu, twierdząc, że każda kosztuje go półtora wiadra potu.

Urodził się w belgijskim Liège 10 minut po północy w piątek 13 lutego 1903 roku. Przesądna matka nie dała się zwieść losowi i zadeklarowała, że urodził się 40 minut wcześniej – 12 lutego o 23.30. Z takim alibi mógł bezpiecznie przystąpić do zaspokajania swego wilczego głodu życia. Miał 16 lat, kiedy porzucił szkołę. Zaczął pracować w Gazette de Liège, gdzie nauczył się szybko pisać artykuły, reportaże, kroniki policyjne. W 1922 przyjechał do Paryża z postanowieniem „jak najwięcej zarobić, pisząc książki łatwe – a dobrą literaturę zostawić sobie na później”. Pisał zwięźle, precyzyjnie, bez patosu i liryzmu. Dzielnica po dzielnicy celebrował, obserwował Paryż. W jego dekoracjach umieścił większość swych opowieści, nawet wtedy, gdy tu już nie mieszkał.

To był utracjusz i literacki parweniusz, nienasycony we wszystkim, co robił. Nie intelektualizował, nie psychologizował, nie teoretyzował. Działał. Wchłaniał, degustował, pożerał. Zawsze w nadmiarze: alkohol, kobiety, podróże. Włóczył się jak luksusowy wagabunda po Afryce, Polinezji, Ameryce, popijając whisky na wytwornych tarasach z nie mniej wytwornymi rozbitkami świata. Chciał przeżywać wszystko naraz, dotykać, smakować, posiadać. „On nie sypiał z kobietami, on sypiał z całą kobiecą połową ludzkości – notują jego biografowie. Uprawiał seks codziennie, a co parę miesięcy oddawał się orgii pracy. Mieszkając w Paryżu, każdego dnia regularnie sypiał z czterema partnerkami”. Sam policzył, że przespał się z dziesięcioma tysiącami kochanek: dziwek, pokojówek, kucharek, sekretarek i wielbicielek. – Lubię ciała pięknych kobiet. Jeślibym nie mógł z nimi spać, to nie mógłbym pisać. Potrzebuję pełnej wolności, a seksualne gesty są tak naturalne, radosne, piękne. Nagość to powrót do niewinności. Zawsze martwiło mnie, że na świecie jest tyle kobiet, których nigdy nie posiądę.

Te krótkie przygody – trwające zazwyczaj od dwóch godzin do dziesięciu minut – godził z dwiema żonami. Ta druga zaprzeczała jego wyliczeniom, twierdząc, że przesadza, że przespał się jedynie z tysiąc dwustu kobietami. Tak czy inaczej, zachłannie korzystał ze sławy i pieniędzy, jakie przynosił mu Jules Maigret, ów 50-letni komisarz z fajką. W smokingu i cylindrze jeździł rolls-royce’em na aperitify do Fouqueta i na kolacje do Maxima. Ale bywało, że komisarz stawał się zmorą pisarza, bo burzył jego odzywające się pragnienie pisania ambitniejszej literatury. Wtedy chciał się Maigreta pozbyć, zapomnieć, zabić, lecz, wiadomo, swego cienia nie sposób zabić.

Dziś nad kanałem Saint-Martin wokół malowniczych śluz, kładek, mostów zwodzonych i obrotowych, pod splątanymi konarami drzew paryżanie rozkładają koce i piknikują. Jedzą, piją, całują się, śpiewają. Dla Simenona oni – i my wszyscy – jesteśmy potencjalnymi przestępcami, których różni tylko to, że jedni przechodzą do czynu, a inni nie. Pisarz przekonywał, że unikamy zbrodni nie z powodów moralnych, a braku odwagi, ambicji, temperamentu. Jego bohaterowie popełniają je, próbując się wydostać z monotonii codzienności. I nawet jeśli im się nie udaje – to pisarzowi z pewnością się udało. Dzięki zbrodni stał się sławnym, bogatym pisarzem; nie tylko tytanem komercji – jego dzieła zebrane wydano w prestiżowej kolekcji Pléiade u Gallimarda. I pomyśleć, że wszystko dzięki zbrodniom, których nawet nie popełnił. Wystarczyło, że je ułożył w słowa. Jak jego bohaterowie uciekał, zmieniał miejsca zamieszkania, by na to ostatnie po ponad 30 przeprowadzkach wybrać Szwajcarię, bo żeby dobrze umrzeć, lepszego miejsca nie ma, a czekanie na śmierć nigdy przyjemne nie jest.

Prochy Simenona – połączone z prochami jego córki, która wcześniej popełniła samobójstwo – rozsypano w przydomowym ogrodzie. Tam prowadzi wieczne już śledztwo rozwikłania zagadki zbrodni doskonałej, acz pospolitej. Zbrodni śmierci tak bezkarnie popełnianej na niewinnym cudzie życia. 

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz także