C’est le foot – Paryski nie-co-dziennik

C’est le foot – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 21 lipca 2018




To było zwycięstwo rozumu nad sercem, Voltaire’a nad Vujiciem, Griez­manna nad Modriciem. – Przez cztery lata będziemy na dachu świata – cieszył się Didier Deschamps, coach zwycięskich Francuzów, trzeci po Zagalle i Beckenbauerze mistrz świata i jako piłkarz, i jako trener.

Pokonaliśmy wszystkie kontynenty. Jesteśmy mistrzami. On est les Champions! We are the Champions! Do zdobycia zostało już tylko mistrzostwo wszechświata. Allez les Bleus!

Taka euforia zapanowała na Champs Elysées, części Drogi Triumfalnej łączącej Luwr z Wielkim Łukiem La Défense, po triumfie Trójkolorowych w Rosji. Champs Elysées to symbol francuskiej dumy narodowej. Tu gromadziły się tłumy paryżan witające generała de Gaulle’a po wyzwoleniu Francji w maju 1944 roku. Tu rozpalano ogniska, żeby zmazać „piętno” butów niemieckich żołdaków, depczących to wyjątkowe miejsce dla Francuzów. Tu odbywają się uroczystości państwowe największej wagi: coroczne defilady wojskowe w rocznice zburzenia Bastylii, manifestacje patriotyczne, rytualne obejmowanie władzy przez nowo wybranych prezydentów, którzy w dniu zaprzysiężenia idą lub jadą odkrytym samochodem Polami Elizejskimi. Tu w 1998 roku rozentuzjazmowany tłum hucznie świętował zdobycie przez francuską drużynę mistrzostwa świata w piłce nożnej, a po dwudziestu latach powtórzyła ten wyczyn ekipa Pogby, Mbappé, Griezmanna. Tego ostatniego pisarz Olivier Guez w szaleńczym odruchu uniesienia nazwał na łamach Le Monde imieniem sumeryjskiego króla Gilgamesza w dwóch trzecich boga, w jednej trzeciej człowieka, co tłumaczyć ma jego nadnaturalną zgoła siłę, którą zatrzymał ofensywę wszystkich przeciwników francuskiej drużyny.

Zdobycie drugiej mistrzowskiej gwiazdki przez Francuzów obwieściło też bicie dzwonów katedry Notre Dame, wzniesionej w miejscu starorzymskiego kultu Czarnej Dziewicy, symbolu płodności. Przygniatający „Naszą Panią” dzwon Emanuel rzadko się odzywa, bo jego czysty ton, jaki zawdzięcza złotej biżuterii wrzuconej do tygla rozgrzanego brązu przez najpiękniejsze paryżanki, rozbrzmiewa jedynie z okazji wyjątkowych wydarzeń. Za takie lud Paryża uznał futbolowe zwycięstwo w Rosji. Znalazła się nawet grupa kibiców w strojach wiarusów skandujących pomszczenie przegranej Napoleona pod Moskwą w 1812 roku, żałujących, że los nie pozwolił Francji grać w finale z Anglią, bo wtedy byłaby to również zemsta za Waterloo, ba, nawet za wyjście Brytyjczyków z Unii. Zwycięstwo Trójkolorowych ma także inny wymiar: dzięki ich braterskiemu potraktowaniu swych trzech kolorów także Afryka została futbolowym mistrzem świata – zauważył Paris Match. W zwycięskiej ekipie Francji 14 „wojowników” (na 23) pochodzi z afrykańskiego kontynentu – z Ugandy, Gwinei, Kamerunu, Konga, Mali… Francja wygrała dzięki synom Afryki, czego nie omieszkał pochwalić sam Barack Obama.
Nie zawsze tak było. Dwie dekady temu zwycięska drużyna Francji była równie zróżnicowana etnicznie i kulturowo jak obecna, i jak ta przegrana z 2002 roku w RPA, która okazała się odbiciem kraju skłóconego i podzielonego. Na papierze prezentowała się fantastycznie, miała najlepszy atak na świecie, a nie zdobyła ani jednego gola. Gwiazdorstwo, buta, zaszczyty, jakie na nich spadły, stępiły ich poczucie rzeczywistości. Adidas już przed mistrzostwami doczepił im drugą gwiazdkę w swych reklamach, z góry przyznając drugi tytuł mistrza świata, a oni w ten blamaż uwierzyli. Didier Deschamps, kapitan drużyny sprzed 20 lat, wyciągnął z tego wnioski i pomny kontrowersyjnej decyzji swego trenera Aimé Jacqueta, który aby nie dopuścić do ewentualnego rozbicia spójności ówczesnej ekipy przez wielką, acz krnąbrną gwiazdę Erica Cantonę, wykluczył go z reprezentacji Francji. Zaryzykował i wygrał. Deschamps zrobił podobnie, nie zabierając do Rosji Karima Benzemy uwikłanego w szantaż kolegi, a ponadto odmawiającego śpiewania francuskiego hymnu przed meczami, bo jak mawiał „Marsylianka nawołuje do wojny”.




Francja to również mistrz świata w formowaniu piłkarzy. Na jej ziemi urodziło się i wyszkoliło najwięcej futbolistów biorących udział nie tylko w rosyjskim mundialu – 52 graczy, ale i we wszystkich mundialach XXI wieku – 216 (druga Brazylia ma ich 148), z czego nad Sekwaną urodziło się 15 uczestników rosyjskich mistrzostw i 60 pozostałych mistrzostw świata bieżącego wieku, co czyni z Paryża największy skarbiec wirtuozów piłki na mundialach.

Magia sportowej glorii – piłki jak glob okrągłej. Eksplozji radości skąpanej w bąbelkach szampana, ale i łzawiącego gazu, bo tu i ówdzie paryska feta wymknęła się spod kontroli: 45 żandarmów zostało rannych, 102 osoby zatrzymano, 90 zamknięto w areszcie (20 lat temu jeden był zabity i 147 rannych). Czarny humor też dopisał: „89 zabitych” i „13 tys. spalonych samochodów”, zakpił portal Nordpresse. A ulica skanduje swoje: „Kto radoś­nie nie podskakuje, nie jest Francuzem!”, „Razem jesteśmy silni, najlepsi na świecie!”. On est les Champions! On est les Champions! On est, on est, on est…

Leszek Turkiewicz