Cement dla dżihadu

Cement dla dżihadu

Artykuł wprowadzono: 4 lipca 2018

Przyszli zamaskowani. Twarze zakryte chustami. W dłoniach kałasze. Dwaj mieli przewieszone przez ramię wyrzutnie z głowicami przeciwpancernymi. Na ich ciężarówce powiewała czarna flaga z zielonym napisem Państwa Islamskiego.

Zasiedli do stołu rozmów. Ich partnerami w negocjacjach byli szefowie syryjskiej filii francusko-szwajcarskiej firmy Lafarge SA, największego koncernu na świecie w branży produkcji cementu.

Układ był prosty. Lafarge będzie mógł kontynuować swoją działalność w tym rejonie Syrii, w którym zainwestował ponad 60 milionów euro i dalej produkować cement. Pracownicy będą mieli swobodę poruszania się w kalifacie, a firma wolny dostęp do stacji tankowania paliw. Ciężarówki z cementem mogą swobodnie przekraczać punkty kontroli. W zamian Lafarge wypłaci terrorystom z Państwa Islamskiego 13 milionów euro haraczu – według oficjalnego języka dżihadystów chodzi o „podatek od możliwości prowadzenia działalności biznesowej”. Co więcej, część cementu ma zbyt na miejscu, bo dżihad też go potrzebuje, by budować bunkry przeciwko nalotom państw koalicji antyterrorystycznej. Sprawa dotyczy lat 2011 – 2015.

I oto w czwartek 28 czerwca 2018 r. francuski sąd rozpoczął proces przeciwko firmie Lafarge. Sprawa jest bez precedensu, bo osoby cywilne, czyli dawnych szefów koncernu odpowiedzialnych za podjęcie tej decyzji, już wsadzono pod koniec ubiegłego roku. Ale teraz na wokandzie znalazła się sprawa całego przedsiębiorstwa. Na ten prawny ruch, to znaczy postępowanie przeciwko Lafarge SA, zdecydowały się pozarządowe organizacje Sherpa i Europejski Ośrodek Praw Konstytucyjnych i Ludzkich. To właśnie one domagały się postawienia przed sądem nie tylko konkretnych osób, ale koncernu.

Według Sherpy jest to „historyczna decyzja”, bez precedensu. Bo do tej pory sądzeni byli ludzie pracujący w danym przedsiębiorstwie, ale nie ono same, zwłaszcza, że w tym przypadku jest oskarżone o „współudział w zbrodniach przeciwko ludzkości”. Takie zarzuty mogłyby dotyczyć w historii wielu innych koncernów.




Beat Hess, przewodniczący Rady Administracyjnej Lafarge SA, wyraził „głębokie ubolewanie” w związku z tym, co się stało, czyli finansowania działalności dżihadu i terrorystów islamskich, i zapewnił, że żadna z osób oskarżonych o udział w tym procederze nie pracuje już w firmie. Szefowie Sherpy stwierdzają, że jest to „wielki krok na drodze do ukrócenia bezkarności wielkich, międzynarodowych koncernów naruszających prawa międzynarodowe i narodowe w imię zysku za wszelką cenę”. Marie-Laurie Guislain z Sherpy podkreśla, że dotyczy to szczególnie tych rejonów, w których toczą się konflikty zbrojne. Ale nie tylko: „Wymiar sprawiedliwości potwierdził, że można pociągać do odpowiedzialności koncerny, których filie dopuszczają się przestępstw, działając poza granicami kraju, w jakim są zarejestrowane”.

Lista osób ze świecznika firmy Lafarge, zamieszanych w „syryjską aferę” i dogadywanie się z dżihadem, z każdym tygodniem rośnie. Ten haracz w mailach wewnętrznych był nazywany dotacjami. Dotacje dla terrorystów? Według części mediów nad Sekwaną o całym procederze wiedział ówczesny rząd francuski. I przyklasnął temu, bo w grę wchodziły zainwestowane miliony francuskiego koncernu.

Marek Brzeziński
Na podst.: Le Figaro, Liberation