Brazylijska samba w Grenoble (Reportaż)

Brazylijska samba w Grenoble (Reportaż)

Artykuł wprowadzono: 21 czerwca 2019



Wszyscy w Polsce żyją odbywającymi się w naszym kraju mistrzostwami do lat 20, a we Francji swoje pięć minut przeżywa właśnie piłka nożna kobiet. Womens World Cup France 2019 to temat nad Wisłą przemilczany, dlatego postanowiliśmy przyjrzeć się mu z bliska. Wybraliśmy się do jednego z miast gospodarzy, Grenoble, na pierwszy mecz grupy C, Brazylia – Jamajka. Czy kobiecy mundial może równać się temu w męskim wydaniu? Jakim miastem jest stolica departamentu Isere?

Kobiece mistrzostwa świata rozpoczęły się w piątek 7 czerwca i potrwają równo miesiąc, bo do 7 lipca. Rozgrywane są w dziewięciu francuskich miastach: Paryżu, Montpellier, Reims, Lyonie, Le Havre, Rennes, Valenciennes, Nicei i Grenoble. I do tego ostatniego postanowiliśmy się wybrać. Okazja nie byle jaka – pierwszy mecz w turnieju jednej z najlepszych żeńskich drużyn na globie, Brazylii, z młodym i egzotycznym zespołem z Jamajki.

Sprawdziliśmy przy okazji, jak od środka wygląda ten turniej, jak przygotowane jest miasto, czy dopisali kibice. Aha… Sprawdziliśmy również, jak smakuje jagnięcina po nepalsku. Jeżeli akurat macie chwilę, nie robicie nic ciekawego albo akurat nie oglądacie kolejnej części przygód bohaterów „M jak miłość”, to poświęćcie dziesięć minut i wybierzcie się razem z nami w Alpy. Zapraszamy.




Grenoble – alpejska perła

Jak wyżej wspomniano, jednym z miast, w których odbywają się mistrzowskie rozgrywki we Francji, jest położone w południowo-wschodniej części kraju Grenoble. Trzeci co do wielkości ośrodek regionu Rodan-Alpy, słynący ze szkolnictwa wyższego i bajecznych, górskich krajobrazów.

Miasto bardzo sympatyczne. Jak inne w „heksagonie” ma swój niepowtarzalny klimat i charakter, a Alpy dodają mu jeszcze większego uroku. Jeżeli ktoś chciałby je odwiedzić, to bez problemu dostanie się tutaj z Paryża czy Lyonu, a droga nie zajmie zbyt dużo czasu. Grenoble to metropolia dobrze skomunikowana, z innymi miastami łączy je bardzo dobra infrastruktura drogowa oraz kolejowa. Gdyby ktoś postawił na kolej, to ceny biletów na ten środek transportu są przystępne, ale my polecamy najbardziej auto. Dlaczego? Tak najłatwiej zobaczyć również inne, leżące nieopodal miejscowości i ciekawe atrakcje (a w tej części Francji jest ich sporo), a także dość płynnie przemieszczać się po okolicy.

Zostawiając na chwilę czysto sportowe sprawy, polecamy wybrać się do centrum i koniecznie wjechać bardzo charakterystyczną kolejką linową (tak zwane bąbelki) na miejscową Bastylię. Co to jest? Bastylia to kompleks fortyfikacji wojskowych, górujący nad miastem. Zbudowany u podnóża masywu Chartreuse, dał także swoją nazwę wzgórzu, na którym się znajduje. Z góry rozpościera się wspaniały widok na całą konurbację i otaczające ją alpejskie szczyty.

Nie samymi widokami żyje jednak człowiek i od czasu do czasu pragnie napitku i strawy. Tym głodnym nie polecamy wybierania miejsca do jedzenia w okolicach Bastylii, ponieważ znajdziemy tam praktycznie same pizzerie. Trochę dziwne… próbowaliśmy się dowiedzieć, dlaczego tak jest, ale nie uzyskaliśmy żadnej konkretnej odpowiedzi. Aby posilić się w Grenoble, najlepiej jest wejść głębiej w malownicze i ciasne uliczki, bo tam znajdziemy już wszystko. Kuchnia francuska? Jest. Może jakiś kebab? Jasne, bez problemu. Lokalni sprzedawcy zapraszają. Coś orientalnego i wykwintnego? Pełno indyjskich, pakistańskich czy nepalskich restauracji. Hulaj dusza, postu nie ma. My postanowiliśmy skorzystać z menu tej ostatniej i tam spotkała nas miła niespodzianka. Starszy człowiek prowadzący ten przybytek po wymianie kurtuazyjnych uprzejmości zaskoczył doskonałą wymową nazw polskich portów. Okazało się, że w młodości pracował jako inżynier na statkach handlowych i bardzo często zawijał do Polski. Gdańsk, Gdynia czy Szczecin wypowiadane z perfekcyjnym akcentem zrobiły na nas ogromne wrażenie. Prawie jak pani Halina ze spożywczaka w Warszawie.

Alpejska perła ożywa wieczorem. Wśród wąskich uliczek znajdziemy kawiarnie i puby oblegane przez rzesze ludzi. Polecamy! Można usiąść, odpocząć czy napić się ulubionego piwa (tylko pełnoletni, tym młodszym zostaje woda i czekanie na osiemnastkę). W tym miejscu każdy znajdzie coś dla siebie i przypuszczam, że nikt nie wyjedzie niezadowolony.

Podsumowując, Grenoble to miasto i ładne, i bardzo dostępne. W przypadku gdy ktoś lubi spacery, to do poruszania się po nim pieszo – idealne. Wszędzie blisko, wszędzie przyjemnie… Z ręką na sercu polecamy je odwiedzić. Może jeszcze w czasie trwających mistrzostw?! Jest kultura, historia, a obecnie dodatkowo piłka na dość wysokim poziomie.

Jak Grenoble fetuje mistrzostwa?

Udając się do Grenoble, patrzyliśmy wokół z perspektywy kibica, tak by sprawdzić, jak „city” radzi sobie z napływem fanów podczas turnieju, i od razu możemy napisać, że dobrze. Raczej nikt nie napotka tam problemów, a lokalsi nastawieni są przyjaźnie, choć… Musimy się przyczepić. Praktycznie nie czuć tam magi turnieju rangi mistrzostw świata. Niektórzy mieszkańcy nie mieli nawet pojęcia, że w ich mieście odbywa się jakieś piłkarskie święto. Wiadomo, że futbol kobiet nie cieszy się estymą czy uznaniem podobnym do tego w męskim wydaniu, ale po kraju, w którym rządzi Olympique Lyon „w spódnicach” (piłkarki OL są jednymi z najlepszych w Europie, rokrocznie zdobywając różne laury), można by spodziewać się więcej.

Jak zwykle to bywa, przypadkiem spotkaliśmy Polaków pracujących przy… organizacji turnieju. Osoby odpowiedzialne między innymi za przygotowanie stadionu. Korzystając z okazji, porozmawialiśmy.

Jak według Ciebie miasto jest przygotowane do roli gospodarza mistrzostw świata? – Wydaje mi się, że miasto nie jest dobrze przygotowane do tych mistrzostw. Jeżeli przybywa tutaj ktoś obcy, to nawet nie wie, że taka impreza się odbywa. Nie zobaczy tego. Widzieliśmy tylko flagi przy stadionie i tylko w jednym sklepie jedna większą naklejkę promującą turniej. Mam porównanie choćby do mistrzostw w Polsce. Wtedy w Poznaniu było to widoczne wszędzie. W porównaniu z Polską jest znacznie gorzej… Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale francuskie miasto jest gorzej przygotowane niż polskie – odpowiedział Michał Tkaczyk z Poznania.

Wjeżdżając do aglomeracji nad rzeką Isere, pierwsze logotypy czy plakaty FIFA World Cup znajdziemy w okolicach stadionu. Pojawiają się również w centrum czy w innych miejscach, jednak jeśli ktoś miał przyjemność wizytować męskie mistrzostwa, dostrzeże ogromną różnicę. Na minus oczywiście. Jasne, że rozgrywkami kobiet interesuje się zdecydowanie mniej osób, większość traktuje je po macoszemu, ale… Światowa centrala piłkarska mogła postarać się bardziej – minimalnie większa promocja na pewno by tu nie zaszkodziła. Nie jest źle, lecz mogłoby być odrobinę lepiej.

Wszystko inne na wysokim poziomie. Komunikacja miejska, oznaczenia dróg i najważniejszych obiektów. Jest OK. Zabierajcie rodziny i w drogę.

Futbol z długimi włosami

U podnóża Alp znaleźliśmy się nieprzypadkowo. Nie przyjechaliśmy tutaj tylko po to, by upajać się górskim pejzażem. Wiadomo. Ligi dawno się skończyły i byliśmy głodni futbolu. Co prawda miłość naszego życia to Lotto Ekstraklasa i Ligue 1, ale z braku tychże postanowiliśmy znaleźć inną „kochankę”. Pierwsze wrażenie?! Pozytywne.

Kobieca piłka nie jest nam obca, ale nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności obejrzenia na żywo meczu „Selecao Feminina”, czyli Brazylijek. Akurat w Grenoble, akurat lekko pada, delikatne słońce, a więc pogoda idealna do grania. Nawet dla Piotra Ćwielonga. Miejsce rozgrywki: Stade des Alpes, dom drugoligowca Grenoble Foot 38. Ciekawi byliśmy też przeciwniczek żeńskich „Canarinhos”, Jamajek.

Co tu dużo opowiadać. Mówiąc krótko, nie zawiedliśmy się. Mecz rozgrywany w dobrym tempie, przyjemny dla oka i dostarczający naprawdę sporo emocji, nawet postronnemu widzowi. Piłkarska różnica klas ogromna na korzyść piłkarek z Ameryki Południowej, ale „Reggea Girls” zaskarbiły sobie sympatię. Na murawie pewne 3:0 i zwycięstwo Brazylii, fantastyczna gra i popis Cristiane, która zdobyła wszystkie bramki dla swojego zespołu. Taka gra może się podobać, widać, że dziewczyny cieszą się piłką, nie są uwiązane w żelazne schematy i bez chłodnej kalkulacji potrafią porwać publiczność.

Triumf dziewczyn w kanarkowych trykotach to jedno, ale ambitna postawa rywalek – mimo wyraźnie słabszych umiejętności – to drugie. Drużyna z wyspy Boba Marleya dała z siebie wszystko, zaskarbiając sobie sympatię widzów na Stade des Alpes. Na szczególną pochwałę zasługuje młoda bramkarka z Jamajki, Sydney Schneider… Gdyby nie ona, jej koleżanki mogły ponieść sromotną klęskę. Tylko trzy stracone bramki to właśnie jej zasługa. Schneider broniła jak natchniona, kilka razy ratując swój zespół i broniąc rzut karny. Chapeau bas!

Spotkanie było świetne, aż szkoda, że trwało tylko 90 minut. Kobieca piłka nożna zasługuje na wyraźnie większą uwagę i mamy nadzieję, że zainteresowanie akurat tą jej odmianą będzie wzrastać.

Kibice

Piłka nożna dla kibiców. Powiedzenie stare jak świat. Futbol jest dla mas, ale w Grenoble tych mas próżno szukać. Przynajmniej nie na kilka godzin przed meczem. Pustki, żadnych brazylijskich czy jamajskich barw na mieście. Te zaczynają się pojawiać dopiero w najbliższym otoczeniu Stade des Alpes, gdzie wesoły tłum oczekuje już na mecz swoich reprezentantek.

Stadion w Grenoble położony jest bardzo dobrze, blisko centrum, a obok samego obiektu znajduje się duży park imienia Paula Mistrala. Miejsce idealne, by na przykład trochę odpocząć, a przy okazji zapoznać się z historią miasta. W parku tym znajdziemy między innymi znicz olimpijski z X Zimowych Igrzysk Olimpijskich, które odbyły się tam w 1968 roku. Nie była to olimpiada udana dla Polaków, bo żaden z naszych przedstawicieli nie zdobył medalu. Biathlonista Stanisław Szczepaniak ukończył zawody na czwartym miejscu, podobnie jak saneczkarka Helena Macher.

W owym zieleńcu zastaliśmy kolorowy karnawał Brazylijczyków, co jak co, ale bawić się potrafią, i nastawiony nader pozytywnie tłum z ojczyzny reggae. Liczniejszą grupę (na oko) stanowili przybysze z archipelagu Wielkich Antyli – byli bardziej widoczni i wyraźnie głośniejsi. Nie zabrakło przedstawicieli lokalnej społeczności, a także reprezentantów innych regionów Francji. Do Grenoble z Bordeaux przyjechała na przykład – i to specjalnie – para Francuzów chcąca zobaczyć na żywo właśnie ten mecz. Tutaj chcemy dodać, że istnieje jeszcze możliwość kupienia biletów praktycznie na każdy mecz, a ceny wahają się od 9 do 50 euro za sztukę.

Jeżeli wrócimy do samego piłkarskiego spotkania, to na stadionie zasiadło tego dnia prawie 18 tysięcy widzów, co jest wynikiem sporym. Pustych miejsc było naprawdę niewiele, a atmosfera podczas meczu bardzo sympatyczna. Idealna rozrywka dla rodzin z dziećmi, a i prawdziwy koneser futbolu nie będzie zawiedziony.

Trzeba podkreślić, że FIFA stanęła na wysokości zadania, a obsługa meczu spisała się znakomicie. Wejście na stadion zajęło kilka minut, punkty gastronomiczne, sklepiki i inne tego typu stoiska w dostatecznej ilości pozwalały na sprawne zamówienie czy kupienie upragnionego towaru (osobna sprawa to jakość produktów spożywczych – gdyby Lord Koks i Piotr Wąsowski przeprowadzali „Stadionowe rewolucje”, wszystkie punkty trzeba by było najprawdopodobniej zamknąć).

Na stadionie poznaliśmy Natalię Ribeiro Alves, która przyjechała wspierać swoją reprezentację z Recife. Korzystając okazji, zadaliśmy jej kilka pytań. Osoba z zewnątrz, więc uznaliśmy, że jej odpowiedzi powinny być miarodajne.

Jak podoba Ci się Grenoble i jak ocenisz to miasto?

Zakochałam się w Grenoble. Wszyscy w mieście są bardzo mili dla mnie i moich przyjaciół, oceniam je tak 8 na 10. Jest małe, piękne, i ciepłe (chociaż dziś może niedosłownie).

Co powiesz o organizacji tutaj na stadionie?

Świetnie zorganizowane. Nie miałam żadnych problemów z wejściem, wyjściem czy podczas meczu. Wszystko było nadzwyczajnie dobre, nawet toalety.

A co z grą Twojej reprezentacji? Zostaną mistrzyniami?

Oczywiście! Są świetne i wierzę, że mogą zostać mistrzyniami. Nie znam dobrze historii, ale wiem, że siedem czy osiem razy wygrywały rywalizację w Ameryce Południowej. Dzisiaj zaczęły świetnie.

Nie będziemy ukrywać, że nasza sympatia kierowała się właśnie w stronę Brazylijek i to nie tylko tych na boisku. Natalia nie była jedyna latynoską i nie jedną dziewczyną o tym imieniu, którą zaczepiliśmy tego dnia. Druga to Natalia Fernandes, mieszkająca na co dzień w Szwajcarii. Ona o swoich wrażeniach wypowiedziała się w podobnym tonie: – To był mój pierwszy raz na kobiecym meczu piłki nożnej, podobała mi się atmosfera szczęścia na stadionie. Gra była niesamowita, zespół grał bardzo dobrze i wszyscy to podziwiali.

Nie poczuliśmy atmosfery kobiecych mistrzostw w innych miastach, ale z całą pewnością napisać możemy, że w Grenoble jest dobrze. Podobało się i nam, i przybyszom z innych kontynentów. Francja jest gościnna jak zwykle, dlatego kto może, niech korzysta. Au revoir!

Tekst ukazał się w serwisie www.igol.pl


Najpopularniejsze

Zobacz także