Kurs €uro:

Biały Anioł na czerwonej mączce – Paryski nie-co-dziennik

Biały Anioł na czerwonej mączce – Paryski nie-co-dziennik

Artykuł wprowadzono: 12 października 2020

Lubi koty, hinduską kuchnię, słońce, morze, książki, filmy z Sandrą Bullock, grupę rockową Pearl Jam i starszego Santanę. Próbuje grać na ukulele, no i, jak to nastoletnia dziewczyna, podobno ma trudny charakter – a przecież jest aniołem. Aniołem na czerwonej mączce, który igrając z grawitacją, na dwa tygodnie zresetował zawirusowany covidem świat włochato-żółtej piłeczki. Jak powiew nadziei lobowała na zimnych, mokrych, wietrznych kortach Rolanda Garrosa, opuszczonych z powodu wymuszonej absencji miłośników tenisa.

Iga Świątek zachwyciła Paryż. Pokazała fantastyczny tenis, ocierając się o perfekcję. Miła, pełna energii, uśmiechnięta. Przed rokiem przegrała ćwierćfinał z Simoną Halep. Wtedy pisałem w Paryskim nie-co-dzienniku: „Tylko Wojciech Fibak (dwa razy) i Agnieszka Radwańska (raz) sięgnęli ćwierćfinału French Open. Może więc Iga za rok przebije żółto-włochatą piłeczkę bliżej paryskiego nieba, tam, gdzie żaden Polak jeszcze nie zaserwował”. I tak się stało. – Kocham te korty. Kocham tę nawierzchnię. Zawsze marzyłam właśnie o finale French Open. I tak też się stało. Przy każdym serwisie patrzyła w niebo, gdzie, wiadomo, dla anioła The sky is the limit. Rywalki Igi były więc bezradne. Kolejno: Vondrousova, finalistka French Open sprzed roku (6:1, 6:2), Su-wei Hsieh (6:1, 6:4), Bouchard (6:2, 6:3), rozstawiona z „jedynką” Halep (6:1, 6:2), Trevisan (6:3, 6:1), Podoroska (6:2, 6:1). I tak ów finał przestał być marzeniem, a stał się rzeczywistością.

Mecz z Halep był dla Igi olśnieniem. Nie tylko zrewanżowała się utytułowanej rywalce za dotkliwą porażkę sprzed roku, ale również zabłysła jako nowa gwiazda tenisa. Eksplodowały słowa podziwu: co za wszechstronność, kreatywność, bezkompromisowość, co za odwaga, konsekwencja, siła, spokój, cierpliwość, pewność siebie, precyzja, polot i finezja, co za ofensywny, dynamiczny styl, co za potężne uderzenie z forhendu, co za return. Polka była nie do zatrzymania, Rumunka – bezradna jak nigdy dotąd. – Ona zagrała niewiarygodnie – przyznała Halep. – Nie byłam w stanie nic zrobić.

Wojciech Fibak (w wywiadzie z Bartoszem Gębiczem): – Iga gra jak przybysz z kosmosu. Biorąc pod uwagę różnice dzielące tenis męski od kobiecego, jej uderzenia są absolutnie nadzwyczajne. Forhend, bekhend, serwis, siła, czucie piłki, decyzje. To wszystko jest na rekord świata. Przy niej inne dziewczyny wyglądają jak zawodniczki z minionej epoki. Świątek oznacza tenis przyszłości. Iga ma niesamowity potencjał. Według mnie gra najlepiej na świecie. Gra męski tenis, swobodny, pełen energii, świetnie rusza się po korcie. Do tego jest twarda mentalnie. Fibakowi wtórował Mats Wilander: – Nie widziałem ani jednej zawodniczki, która jest tak zaawansowana technicznie przy wszystkich uderzeniach. Myślę, że wielokrotnie zostanie wielkoszlemowym mistrzem.

A ma dopiero 19 lat, tyle co Rafael Nadal, kiedy wygrywał pierwszego Garrosa, grając jak Iga z Halep swój fenomenalny mecz z Rogerem Federerem, według rankingu ATP najlepszym tenisistą świata. Szwajcarski Vivaldi tenisa, bo jak artysta gra w pełnej harmonii przez wszystkie cztery pory roku, przegrał z hiszpańskim konkwistadorem o ruchach dzikiego kota i piekielnym lifcie. Tylko deszcz lub zapadająca ciemność mogły go uratować (dachu nad kortem jeszcze nie było), błagał więc sędziego, by ten przerwał mecz. Ale litości nie było. Federera w tym roku nie ma, a Rafa, król ceglanej mączki, jak zwykle zameldował się w finale i to (jak Iga) bez straty seta. W swym 100. meczu na Garrosie zagra o swój trzynasty tytuł absolutnego dominatora French Open oraz o dwudzieste zwycięstwo wielko­szlemowe, czym wyrównałby rekord Federera. Zagra z serbskim cyborgiem Novakiem Djokoviciem. Ale to jutro. Dziś jest sobota, 10 października, godzina 15. Przedostatni dzień turnieju. Finał pań.

Historyczny moment! Iga Świątek gra o pierwszy dla Polski wielkoszlemowy tytuł na Garrosie. Przed nią tylko legendarna Jadzia Jędrzejowska na paryskich kortach doszła do finału w 1939 roku – przegrała z Francuzką. Iga do tej pory nie oddała rywalkom ani jednego seta. Jest najmłodszą finalistką od 2001 roku. Jej przeciwniczka – trzy lata starsza Sofia Kenin – to tegoroczna mistrzyni Australian Open. Maestria Polki kontra żywioł Amerykanki urodzonej w Moskwie. I… okrzyk: Jazda! – jakim Iga motywuje się do swych najlepszych zagrań. Pierwszy gem do zera. Pierwszy set to bitwa – 6:4 dla Igi. Drugi (6:1) – to już otwarta droga Białego Anioła na czerwonej mączce do tenisowego nieba. Wraca do domu z czekiem na 1,6 mln euro plus premia 110,5 tys. euro za półfinał w deblu.

– Już nie jestem underdogiem, stałam się faworytką. Więcej: stała się księżniczką paryskich kortów, a będzie jak Nadal królową Paryża. To kwestia czasu. Jej show dopiero się zaczął. – Mam nadzieję, że mój kot to oglądał. Czarna kotka Igi o upajającym imieniu Grappa, a nie jakiś demoniczny Behemot z Mistrza i Małgorzaty. Dobry omen. – A moje największe marzenie? Triumf w igrzyskach oraz wygranie wszystkich czterech szlemów.

Ale… j a z d a!

Leszek Turkiewicz

Fotoreportaż: https://www.ifrancja.fr/iportal/iga-swiatek-wygrala-french-open-2020/


Najpopularniejsze

Zobacz także