Autsajder po z艂ocie id膮cy – Paryski nie-co-dziennik

Autsajder po z艂ocie id膮cy – Paryski nie-co-dziennik

Artyku艂 wprowadzono: 2 grudnia 2018

Rue Hippolyte Maindron 46 to w Pary偶u adres mityczny. Jedno pomieszczenie z k膮cikiem do spania na p贸艂pi臋trze, bez wody, z go艂ymi 艣cianami pokrytymi odr臋cznymi szkicami. Na pod艂odze beton z kawa艂kami gipsu. Dwadzie艣cia metr贸w kwadratowych powierzchni, na kt贸re naga 偶ar贸wka rzuca surowe 艣wiat艂o.

Przychodzili tu Balthus, Duchamp, Picasso, Beckett, nawet Marlena Dietrich. Przychodzili do pracowni Alberta Giacomettiego, szwajcarskiego malarza i rze藕biarza, dla kt贸rego ta szczurza nora zaro艣ni臋ta wilgoci膮 by艂a paryskim domem przez blisko 40 lat; tak偶e wtedy, kiedy jego rze藕by przynios艂y mu fortun臋.

鈥 To atelier jest jak wn臋trze mojej czaszki 鈥 m贸wi艂 Giacometti, tropi膮c w tej mnisiej celi egzystencjaln膮 to偶samo艣膰 odtwarzanej z modela g艂owy i ca艂ej ludzkiej figury. 鈥 Dla mnie rze藕ba nie jest obiektem, jest 艣rodkiem zbli偶ania si臋 do natury, do rzeczywisto艣ci, pytaniem, odpowiedzi膮, nigdy nie jest sko艅czona, doskona艂a. Jest przygod膮 odkrywania ka偶dego dnia w tej samej twarzy czego艣 nieznanego, ca艂ej Sahary, ca艂ego Wszech艣wiata gdzie艣 mi臋dzy nosem, brod膮 i oczami. To jest warte ka偶dej podr贸偶y dooko艂a 艣wiata. Tak, sztuka mnie niezmiernie poci膮ga, ale prawda niesko艅czenie bardziej.
O legendarnej pracowni artysty autsajdera w zapyzia艂ej uliczce na obrze偶ach Montparnasse鈥檜 pisali Genet (鈥濧telier Alberta Giacomettiego鈥) i Sartre (鈥濿 poszukiwaniu absolutu鈥), fotografowali Man Ray i Cartier-Bresson. To z tej osobistej skorupy Giacomettiego, jak z popio艂贸w Pompei wynurzy艂a si臋 przy u偶yciu jego r膮k i umys艂u ikona sztuki XX wieku 鈥 鈥濱d膮cy cz艂owiek鈥, jedno z najdro偶szych dzie艂 okrzykni臋ty 鈥瀒d膮cym po z艂ocie鈥, kiedy jeden z jego dziesi臋ciu odlew贸w w br膮zie sprzedano na londy艅skiej aukcji za 104 miliony dolar贸w. Inny odlew 鈥濱d膮cego…鈥 i 50 innych jego rze藕b wyeksponowano na wystawie 鈥濭iacometti mi臋dzy tradycj膮 a awangard膮鈥 w paryskim Mus茅e Maillol, gdzie je skonfrontowano z rze藕bami Rodina, Brancusiego, Lipchitza czy Zadkine鈥檃.




Alberto Giacometti (1901 鈥 1966) dorasta艂 w kulcie sztuki za spraw膮 ojca, malarza neoimpresjonisty. W 1922 roku osiad艂 w Pary偶u, gdzie znalaz艂 przysta艅 do ko艅ca 偶ycia z wyj膮tkiem czasu wojny, kt贸ry sp臋dzi艂 w Genewie. By艂 bliski kubizmowi. Przyst膮pi艂 te偶 do surrealist贸w, wykonuj膮c oniryczne rze藕by z pogranicza abstrakcji. W ko艅cu definitywnie wr贸ci艂 do figuratywnych postaci, centralnego motywu swoich poszukiwa艅. Poszukiwa艅 czystej percepcji widzenia, nie podobie艅stwa do rzeczywisto艣ci, a uchwycenia esencjonalno艣ci, nie jej wiernego kopiowania, co i tak jest niemo偶liwe, a do zdawania relacji, co i jak si臋 widzi.

Pustka, spojrzenie, wysoko艣膰 s膮 wyzwaniem jego tw贸rczo艣ci. 鈥濶iewidzialny przedmiot鈥 to rze藕ba kobiety trzymaj膮cej pustk臋. 鈥濭艂owa na pr臋cie鈥 jest oderwana od cia艂a, jest w pustce wibruj膮cej 艣mierci膮. Otwarte usta albo krzycz膮, albo wychodz膮 z siebie. G艂owa zmienia si臋 w przedmiot, w co艣 martwego i 偶ywego zarazem, w obiekt totalnie nieznany. Spojrzenie umyka, a to w nim tkwi r贸偶nica mi臋dzy 偶ywym i umar艂ym. Jest no艣nikiem 偶ycia, nawet jak nie da si臋 go zlokalizowa膰. G艂owa bez spojrzenia jest czaszk膮. Najpierw na nitkowatych figurkach ekstremalnie miniaturyzowanych nawet do 4 centymetr贸w, z czasem maksymalnie wyd艂u偶anych do jednego (duchowego?) wymiaru 鈥 wysoko艣ci.

Sam w艣r贸d przyjaci贸艂, milcz膮cy Giacometti latami dr膮偶y艂 we 鈥瀢n臋trzu czaszki鈥 przy rue Hippolyte Maindron (patron tej ulicy te偶 by艂 rze藕biarzem) te same tematy, powraca艂 do nich, poprawia艂 bez ko艅ca, niszczy艂. Nie inaczej by艂o z 鈥濱d膮cym cz艂owiekiem鈥. Dopiero po kilku latach i naleganiach jego brata Diego zgodzi艂 si臋 odla膰 gipsow膮 rze藕b臋. W 1961 roku gips zmieni艂 si臋 w 10 odlew贸w z br膮zu wielko艣ci cz艂owieka (183 cm), a przed kilku laty jeden z nich 鈥 w 鈥瀋zyste z艂oto鈥, bij膮c kasowy rekord.

Niekt贸rzy w tej wychudzonej postaci zobaczyli ocala艂ego po Holocau艣cie. Giacometti widzia艂 to bardziej uniwersalnie, egzystencjalnie, podkre艣laj膮c, 偶e uderzaj膮ca smuk艂o艣膰 wyd艂u偶onej do granic mo偶liwo艣ci, dematerializuj膮cej si臋 postaci to nie tylko wychudzone cia艂o ofiary, co ka偶dy z nas w konfrontacji ze 艣mierci膮. 鈥濱d膮cy cz艂owiek鈥 wyrywa si臋 w nieokre艣lon膮 dal, przez sw贸j kinetyzm jakby traci substancjalno艣膰 niczym cie艅 znikaj膮cy i wy艂aniaj膮cy si臋 z niezniszczalnej energii chaosu. Jego faktura traci g艂adko艣膰, staje si臋 chropowata, pomarszczona, zryta bruzdami jak martwymi kraterami zimnych cia艂 kosmicznych. 艢lepe oczy, kt贸rych nie mo偶na rozpozna膰 na powierzchni g艂owy, patrz膮 w pustk臋. Te偶 tak idziemy 鈥 z przesz艂o艣ci w przysz艂o艣膰, znik膮d donik膮d. Prawda, 偶e nie ka偶dy po z艂ocie, ale czy jest co艣, czego nie trzeba by straci膰?

Breton, wykluczaj膮c Giacomettiego z ruchu surrealist贸w, spyta艂 z艂o艣liwie: 鈥濩zym jest to twoje atelier, 偶e tak uparcie si臋 go trzymasz?鈥. Szwajcar odpowiedzia艂 enigmatycznie: 鈥濼o dwie zakorzenione stopy 鈥 ale id膮鈥. Id膮, d藕wigaj膮c g艂ow臋-czaszk臋, 偶yw膮 i martw膮 jednocze艣nie. Nie da si臋 tego zrozumie膰, ale pr贸bowa膰 mo偶na, a nawet trzeba. Tak jak mo偶na i trzeba i艣膰 dalej, by si臋 zakorzeni膰 jeszcze g艂臋biej w perfekcyjnej, absolutnie doskona艂ej 鈥 pustce.

Leszek Turkiewicz


Najpopularniejsze

Zobacz tak偶e