70 lat rejsów po Sekwanie

70 lat rejsów po Sekwanie

Artykuł wprowadzono: 1 sierpnia 2019

Paryska Compagnie des Bateaux-Mouches jest 4. najważniejszą atrakcją stolicy Francji, oferując niezliczonym turystom zjeżdżającym z całego świata rejsy po Sekwanie. W tym roku słynne bateaux-mouches świętują 70. urodziny.

W 1953 roku Jean Bruel, założyciel Compagnie des Bateaux-Mouches, oferującego turystom rejsy po Sekwanie, zorganizował uroczystą prezentację nowego modelu. Nowy flagowiec floty Bateaux-Mouches miał płaskie dno, był przeszklony i wyposażony w potężne lampy mające oświetlać atrakcje pokazywane turystom. Duma Jeana Bruela nosiła nazwę Jean-Sébastien Mouche na cześć współpracownika słynnego barona Haussmana. Monsieur Mouche był dowódcą tajnej policji oraz pomysłodawcą i twórcą floty statków mających usprawnić ruch w Paryżu. Z tej okazji zorganizowano nawet uroczyste odsłonięcie popiersia Jeana-Sébastiena Mouche’a ufundowanego przez Compagnie des Bateaux-Mouches. Rzeźbę odsłonił ówczesny minister transportu, a Jean Bruel wyjaśniał zgromadzonym dziennikarzom historię Monsieur Mouche’a, tłumacząc przy okazji nie tylko nazwę swojego nowego modelu statku, ale przy okazji wszystkich podobnych jednostek pływających zwanych bateaux-mouches (dosłownie statki muchy, co może wywoływać zrozumiałe zaskoczenie). Opowieść zainteresowała prasę, która przekazała chwytliwą historię czytelnikom. Był tylko jeden problem. Jean-Sébastien Mouche nigdy nie istniał.

Sukces na gruzach Europy

Jean Bruel założył przesiębiorstwo pod nazwą Compagnie des Bateaux-Mouches w 1949 roku. Armator pochodzący z rodziny o tradycjach związanych z budową statków – jeden z jego dziadków był cieślą okrętowym – był wizjonerem. Chociaż Europa dopiero podnosiła się z gruzów i traumy drugiej wojny światowej, Bruel (sam będący niegdyś członkiem francuskiego Ruchu Oporu) już wówczas przewidywał spektakularny rozwój turystyki. W związku z tym zaproponował rewolucyjne rozwiązanie: zwiedzanie Paryża podczas spaceru jego najpiękniejszą aleją, Sekwaną – jak głosi wymyślony wówczas i używany do dzisiaj slogan firmy. Na początek przedsiębiorca nabył stary statek parowy zwany Vieux-Mouche, relikt po wystawie światowej w 1900 roku, w czasie której przewoził zwiedzających od jednej atrakcji do drugiej. Na główną przystań swojej przyszłej floty Bruel wybrał nabrzeże Port de la Conférence przy moście Alma, przy którym znajduje się duży parking, gdzie Bruel już wtedy wyobrażał sobie zatrzymujące się autokary turystyczne. W ciągu roku firma zdobyła taką renomę, że nazwa „bateau-mouche” nie tylko na stałe zapisała się w świadomości paryżan i turystów, ale nawet weszła do najważniejszego francuskiego słownika, tzw. Larousse’a, który umieszcza następującą definicję: „Bateau-Mouche: rzecz. rodz. m. Statek, który w Paryżu oferuje usługę rejsów turystycznych po Sekwanie”.

Początek lat 50. przynosi przełom. Wspomniana już uroczystość z 1953 roku odbywa się z okazji zbudowania nowego modelu statku, który Jean Bruel zaczął projektować dwa lata wcześniej. Nie tylko sama jego budowa jest idealnie przystosowana do przewożenia turystów i pokazywania im miasta zakochanych. Prawdziwym przebłyskiem geniuszu było zamontowanie na statkach przeciwlotniczych reflektorów pozostawionych przez wycofujące się wojska niemieckie. Ich potężne, ostre światło omiatało brzegi Sekwany, wydobywając z ciemności i ukazując w nowej perspektywie najbardziej ikoniczne zabytki Paryża. Budowa statków i wykorzystanie światła – choć kilka lat temu poniemieckie reflektory obrony przeciwlotniczej zostały zastąpione bardziej ekonomicznymi lampami LED-owymi – są do dzisiaj elementami charakterystycznymi bateaux-mouches.

Tajemnicza nazwa

Skąd jednak pochodzi nazwa statków much, skoro nie od Jeana-Sébastiena Mouche’a? W rzeczywistości rozwiązanie zagadki jest proste i nie ma nic wspólnego ani z muchami, ani z nieistniejącym współpracownikiem barona Haussmana. Statki podobne do pierwszych bateaux-mouches Bruela, przewożące towary i ewentualnie ludzi, krążyły w Paryżu po Sekwanie już w XIX wieku, ale nie miały wtedy przeznaczenia turystycznego. Zmieniło się to w trakcie przygotowań do wystawy światowej w 1867 roku, kiedy organizatorzy rozpisali konkurs na projekt i budowę statków do przewożenia pasażerów od jednej atrakcji do drugiej. Zwyciężyła oferta budowniczego statków z Lyonu, który w efekcie dostarczył na wystawę około 30 jednostek. Jego zakład mieścił się w dzielnicy Lyonu zwanej wówczas… La Mouche (dzisiaj Gerland). Tajemnica nazwy bateau-mouche jest więc banalna. Tak banalna, że można zrozumieć marketingowy chwyt Jeana Bruela, który okazał się na tyle skuteczny, że historia Jeana-Sébastiena Mouche’a do dzisiaj przytaczana jest jako ciekawostka przez wszystkich, którzy zajmują się historią bateaux-mouches.

Sukces na światową skalę

Prawdziwą miarą sukcesu Compagnies des Bateaux-Mouches jest fakt, że pływające po Sekwanie statki są dzisiaj 4. z kolei największą atrakcją Paryża, po wieży Eiffla, Luwrze i Centrum Pompidou. Każdego roku ponad 2,5 miliona turystów korzysta z atrakcji oferowanych przez Bateaux-Mouches, a jeśli wziąć pod uwagę wszystkie 90 przedsiębiorstw, które łącznie dysponują 210 statkami na Sekwanie w rejonie paryskim, liczba turystów wsiadających na ich pokład urasta do 8 milionów. Ale przedsiębiorstwo Compagnie des Bateaux-Mouches jest wśród nich najstarsze – od początku swojego istnienia przewiozło już ponad 150 milionów pasażerów! Jak mówi dziennikarzowi Le Figaro Charlotte Bruel, córka założyciela, która przejęła firmę po śmierci ojca w 2003 roku: „Dla wielu byliśmy i jesteśmy pierwszym doświadczeniem ich pierwszej w życiu podróży za granicę. Jest to więc skomplikowana klientela. Przyjmowaliśmy grupy z Chin, Rosji, Niemiec, Indii czy Korei, którzy w ogóle nie umieli zachować się zgodnie z naszymi kodami kulturowymi. Mój ojciec umieszczał plakaty wyjaśniające zwłaszcza w toaletach”. Dzisiaj firma, która w sezonie zatrudnia nawet 600 osób, dysponuje 15 statkami, z których największy – Promenade – może przewieźć na jeden raz 1000 pasażerów. Rocznie przepływają one dystans równy pięciu okrążeniom Ziemi.

Płynąć naprzód

Jean Bruel był prawdziwie twórczym człowiekiem. Jak opowiada Charlotte Bruel: „Mój ojciec był niezwykle kreatywny. Nieustannie szukał nowych produktów, nowych koncepcji, wyobrażał sobie poduszkowce, stworzył rasę krów, którą sprzedał w Meksyku, gdzie poznał Leona Trockiego. Był nietypowy”. Charlotte również jest nietuzinkową postacią. Sama projektuje swoje statki, z których jeden nosi imię jej ojca. Jest również malarką, która przez kilka lat mieszkała w Hiszpanii, gdzie żyła ze swojej sztuki. Firmę zna od podszewki – zaczynała zresztą swoją karierę zawodową wcześ­nie i na najniższym szczeblu – już jako dziecko sprzedawała naleśniki turystom, później sprawdzała bilety przy wejściu na statek… Choć – jak się zarzeka – nigdy nie planowała przejęcia pałeczki. „Uważałam, że mój ojciec jest nieśmiertelny – opowiada Le Figaro. W dniu kiedy zmarł, byłam w Czarnogórze, aby odebrać statek, który tam zamówił i który już tam został”. Charlotte Bruel wróciła do kraju i stanęła na czele przedsiębiorstwa. Zgodnie z wizjonerskim duchem Jeana Bruela, nieustannie szukającego udoskonaleń, aby coraz lepiej zaspokajać – a nawet antycypować – potrzeby turystów, również dzisiaj Charlotte wychodzi naprzeciw zmieniającemu się światu. Z jednej strony przedsiębiorstwo modernizuje swoją flotę, mając nawet w planach budowę statku w całości nadającego się do recyklingu i funkcjonującego dzięki energiom odnawialnym, a więc dążącego do ideału „zero emisji”, co doskonale wpisuje się w politykę ekologiczną Paryża. Z drugiej strony oferta skierowana do turystów – i nie tylko – jest coraz bardziej rozbudowana.

Dzisiejszy uczestnik takiego rejsu może już nie tylko obejrzeć z perspektywy rzeki najważniejsze zabytki miasta, od Statui Wolności na Wyspie Łabędzi przez Luwr, Muzeum d’Orsay aż po Île de la Cité i Notre Dame (po tragicznym kwietniowym pożarze bateaux-mouches przeżywały prawdziwe oblężenie, gdyż stały się najlepszym sposobem na zbliżenie się do zniszczonej katedry, podczas gdy Île de la Cité pozostawała zamknięta). W ofercie Compagnie des Bateaux-Mouches znajdują się również rejsy, podczas których serwowany jest szampan, obiad, kolacja, a nawet… można się oświadczyć. Za 325 euro limuzyna dowiezie zakochaną parę na statek, gdzie powita ją kapitan i zaprowadzi do stolika na dziobie statku. Przy romantycznej kolacji z szampanem i wśród widoków miasta zakochanych, oświadczyny z pewnością będą niezapomnianym przeżyciem. Na statku można również spędzić sylwestra, zjeść romantyczną kolację w walentynki, pooglądać 14 lipca sztuczne ognie na Polach Marsowych pod wieżą Eiffla czy zjeść bożonarodzeniowy obiad. We współpracy z OpenTour – operatorem dwupiętrowych, odkrytych autobusów turystycznych – Bateaux-Mouches proponują również bilet pozwalający zarazem na przejażdżkę autobusem i rejs statkiem. Dla spragnionych szczególnych wrażeń przedsiębiorstwo organizuje wieczory Dîner & Spectacle – rejs z kolacją na pokładzie statku, a później przedstawienie w legendarnym paryskim kabarecie Crazy Horse przy lampce szampana.

Paryżanie na bateaux-mouches!

Turyści z całego świata stanowią ogromną większość klientów Compagnie. To dla nich bateaux-mouches suną codziennie po Sekwanie (6 km/godz. pod prąd i 12 km/godz. z prądem), a historia mostów i zabytków opowiadana jest w 6 językach. Charlotte Bruel myśli już o stworzeniu aplikacji, która pozwoliłaby każdemu słuchać opowieści w swoim języku.

Ale Bateaux-Mouches chcą również przyciągnąć paryżan i bardziej wymagającą klientelę. Z myślą o niej Compagnie oferuje rejsy, w których trakcie można zjeść mniej lub bardziej uroczysty (w zależności od okazji) obiad czy kolację, ale także zarezerwować stolik w restauracji Le Club, umieszczonej na piętrze przystani Bateaux-Mouches, udekorowanej w stylu lat 30. i „dowodzonej” przez szefa kuchni Christiana Etchebesta. Restauracja oferuje nie tylko dania przygotowane przez francuskich mistrzów kuchni, ale też wyjątkowy widok na Sekwanę z jednej strony, na wieżę Eiffla z drugiej. Na dachu przystani kryje się kolejna niespodzianka, a zarazem jeden z najgorętszych adresów Paryża. Od kilku lat latem urządzany jest tam swego rodzaju koktajlbar – jego dwie poprzednie edycje pod nazwą Monsieur Mouche odwiedziło ponad 100 tys. osób. Na początku tego roku miejsce zamieniło się z kolei w prawdziwą zimową wioskę, gdzie można było… pojeździć na łyżwach, zjeść przygotowany przez szefa kuchni posiłek w restauracji w formie przezroczystego igloo czy też napić się drinka w barze stylizowanym na stację narciarską. 

Bateaux-mouches są dzisiaj nieodłącznym elementem pejzażu Paryża, zarazem współtworząc jego legendę – statki pojawiają się w wielu filmach, np. w Zabójczym widoku z Rogerem Moorem w roli 007 – i niestrudzenie pokazując go nieprzebranym rzeszom turystów z całego świata w oryginalny sposób. I choć w ostatnich latach Paryż odczuwa momentami odpływ turystów, liczba tych, którzy decydują się na zwiedzanie miasta z perspektywy rzeki, będącej jego sercem, nieustannie rośnie. Compagnie des Bateaux-Mouches jest więc na dobrym kursie, aby odnosić sukcesy przez kolejne 70 lat.

Magdalena Sawczuk


Najpopularniejsze

Zobacz także