X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Indyk na mediolańską modłę

Indyk na mediolańską modłę

Artykuł wprowadzono: 10 października 2021

Drób jest niezwykle popularny we Francji. Oczywiście pierwsze skrzypce gra kaczka. Wcale nie kurczak. Kaczka najlepiej na świecie przyrządzana jest na południowym zachodzie Francji. W dół od Bordeaux. A najsłynniejsze kurczaki pochodzą spod Alp. Z Bresse. Mają niebieskie nóżki i purpurowe grzebienie. Barwy narodowe. Francuskie. Czerwono-biało-niebieskie. To te kurczaki wpuszczano kiedyś na stadiony przed meczami reprezentacji w rugby. Teraz tego zakazano. Ale my o indyku z Mediolanu dzisiaj mówić będziemy.

Na kurczakach nie kończy się możliwość użycia drobiu w gotowaniu. Krzyżówka dzikiej kaczki i domowej pochodzi z Rouen, prześlicznego miasta. Spacery wzdłuż kanałów są radością dla duszy. Koło katedry znajduje się afgańska restauracja, a w niej, siedząc na podłodze, dostajesz pychoty, że palce lizać – baranina w sosie z warzywami. Najsłynniejsza kura spod Paryża pochodzi z Houdan. To kawałek drogi od stolicy, ale wciąż można tam dojechać szybką, podmiejską kolejką. To już lasy Rambouillet – niegdyś lasy królewskich polowań. Ta kura tam hodowana ma czarną grzywę i uchodzi za wielki przysmak. Co ciekawe, ma także ciemne mięso. No i słynny coq au vin, czyli kogut w winie. Henryk IV z Nawarry, założyciel dynastii Burbonów, mawiał, że jego marzeniem i życzeniem jest, by każdy mieszkaniec jego królestwa mógł w niedzielę włożyć koguta do garnka. We francuskich sklepach można bez trudu kupić przepiórkę. Nadziewa się ją i owija liśćmi winogron. Pychota. W restauracjach w Bretanii czy na południu, w krainie kaczki, podadzą nam znakomicie przyrządzonego gołębia. To bardzo delikatne mięso. Na Boże Narodzenie na pewno upieczemy pulardę czy też perliczkę albo rzeczonego indyka. O ile z tymi pierwszymi, poza okresem świątecznym, trzeba się wstrzymać, a całego indyka też zostawmy na święta, o tyle kotleciki z tego przybysza zza oceanu, z Ameryki, kupimy przez cały rok i jest wszędzie dostępny.

A teraz Mediolan

Costoleta a la milanase – tak to brzmi w lombardzkim dialekcie. Mediolan – cudne miasto. Jedna ze stolic europejskiej mody. Fantastyczne stroje męskie. Szyk. Przepych. Znakomite samochody, zachwycająca katedra, a do tego dwie drużyny piłkarskie, no i indyk. Zrobimy go po mediolańsku, ale dorzucimy i irlandzko-polskie akcenty. Bierzemy więc kotleciki, nawiasem mówiąc, nie muszą być tylko z indyka, bo tak samo w Mediolanie przyrządzają kotlety cielęce. A zatem nieco masła na patelni. Dodam do tego oliwę i – o zgrozo! – sos sojowy. Parę kropli. Mięso obtaczam w jajku. Teraz bułeczka. Znów jajko. I na patelnię. Dorzucamy gałązkę rozmarynu. Posypuję posiekaną kolendrą. No i tutaj ten irlandzki akcent. Plasterek cheddara. I niech się to pichci. Jedna strona, druga. Pięknie zarumienione na brązowo. Tuż przed zdjęciem z patelni nieco sosu z cytryny lub z limonki. Parę chwil i już gotowe. Na talerz. Do tego zielone pesto oraz nieco kurek podsmażonych na masełku. No a w kielichach? Sięgnijmy po wino Chablis. W tej chwili jest akurat pora, aby wybrać się do Burgundii. Tam winnice mienią się paletą jesiennych barw godną impresjonistów. Włóczenie się między rzędami złotych winnic po pagórkach Burgundii to jest radość sama w sobie. Te maleńkie miasteczka, nad którymi królują strzeliste wieże kościołów. To jest widok, dla którego warto tutaj się zapuścić. A gdy można znaleźć chwilę, by przykucnąć nad rzeką Yonne lub by puścić się wzdłuż niej na rowerze, to świat naprawdę staje się piękny. No i do tego to wino. Do naszego indyka. Chablis. Białe. Wytrawne. Dojrzewające w dębowych beczkach. 

Marek Brzeziński






Najpopularniejsze

Zobacz także