X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Indyk, „grek” i whisky

Indyk, „grek” i whisky

Artykuł wprowadzono: 11 grudnia 2021

W południowo-zachodniej Francji indyk jest częstym gościem na stole. Ale nie zawsze tak było. Przyrządzimy go na swój sposób. W sosie z whisky i z bazylią. Najpierw nieco historii, a potem noże w dłoń.

Karol IX miał w roku Pańskim 1565 piętnaście lat, gdy udało mu się uniknąć tego, co mu chciała zafundować jego mama Katarzyna Medycejska – ślubu ze starszą od niego o dwa lata Elżbietą Angielską. Ale pięć lat później, 26 listopada 1570 roku, związał się z inną Elżbietą, tym razem Austriacką, córką Maksymiliana II. Wydana z tej okazji uczta była wspaniała i przeszła do historii jako jedna z tych, o których się pisze i mówi, że „stoły się uginały”. Podano wtedy wcześniej nieznane we Francji danie, a mianowicie smażonego indyka. Tak przynajmniej głosi wersja oficjalna, bo jednak wiele lat wcześniej, w roku 1548, słynny pisarz i uczony owej epoki François Rabelais w drugim wydaniu swojej książki „Gargantua i Pantagruel” wspomina o „kurze z Indii”, czyli o indyku. We Francji ten gatunek drobiu był traktowany z wielkim nabożeństwem i uważany za ósmy cud świata. Indyk był nieznany i bardzo go poważano. Obok pawi i łabędzi był on ozdobą ogrodów arystokratów i możnych. Krzysztof Kolumb, dzięki któremu Europa poznała indyka, pisał, że jest to „rodzaj kury, która ma pióra tak jak owca wełnę”, a Cortés twierdził, że „indyk jest wielkości sporego pawia”. W Europie bardzo się indykiem na półmisku zainteresowano w Belgii. W Liège w 1557 roku w czasie uroczystego bankietu podano indyka, czyli kurę z Ameryki z ostrygami, boćwinką i sałatą z Hiszpanii”. Bardzo szybko indyk trafił także na stoły francuskie. Często smażonego w całości przyozdabiano piórami pawia lub łabędzia. Powszechnie uważano, że sam w sobie nie wygląda tak imponująco, ale za to mięso ma wyborne – w przeciwieństwie do pawia, o którym mawiano, że jest ciężkostrawny. We Francji indyk pojawia się na stołach na Boże Narodzenie, 25 grudnia, a w Stanach Zjednoczonych już w listopadzie, w Święto Dziękczynienia. Bo tak prawdę powiedziawszy, to indyk pochodzi z prerii Ameryki Północnej, ale można go było także spotkać w lasach Hondurasu. Majowie jego najpiękniejszych piór używali do ozdoby. Indyk to jedyne zwierzę, które przywędrowało do nas, do Europy, z Nowego Świata i wkrótce zastąpiło na francuskim stole tradycyjną gęś.

Bierzemy się do indora

Najpierw farsz. Nieco piernika. Śmietana. Kurkuma. Espelette. Posiekana wątróbka. No i whisky. Nie pierwsza lepsza. Wprawdzie blended, ale zawsze. O whisky to muszę napisać osobny felieton kulinarny. Może w styczniu. Bierzemy Grant’sa, ale „potrójnie drzewnego”, bo leżakowanego w trzech rodzajach beczek – a zatem w tej z dębu, tej z dębu amerykańskiego, jaśniejszego niż europejski, i w beczce po burbonie, tym razem nie dębowej, lecz z kasztanowca. Rzeczywiście trunek wyśmienity, a dolany do marynaty do naszego indyka jest dodatkiem doskonałym w smaku i bukiecie. Na patelnię wrzucamy nieco masła. Na to pociętą cieniutko szalotkę, pieprz, sól morską, grubą z Bretanii, jeszcze trochę whisky z trzech drzew, alkohol wyparuje, aromat zostanie. Kilka kropli oleju słonecznikowego. No i pociętego na plastry indora. Co jakiś czas polewamy go sosem z patelni. Na talerzu ląduje obficie posypany zieloną bazylią. No i „grek”. Czyli pozawijany w liście winogron ryż. Szczypta espelette nie zaszkodzi. A w kielichu? Tym razem wyjedziemy z Francji do Toskanii. Wspaniałe, o burzącym zmysły bukiecie Pinot Grigio, białe, wytrawne, przecudnie pomykające na języku.

Marek Brzeziński




Najpopularniejsze

Zobacz także