X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Gracje trzy: radość,  przyjemność, szczęście – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Gracje trzy: radość, przyjemność, szczęście – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 29 marca 2016

Wiosna! Słońce grzeje, ożywia. Znowu kasztany puściły młode pędy, a płaczące wierzby przestały się mazać i radośnie pożółkły nad Sekwaną. Budzi się radość. Nic tak jak ona nie manifestuje sił witalnych, intensywniejsza od chimerycznej przyjemności, bardziej konkretna od szczęścia, za którym zazwyczaj nieszczęście jak cień podąża. Żeby przepędzić i te nieprzyjemne symptomy wiosennego przesilenia, kupiłem z poranną prasą, skądinąd pełną złych wiadomości – „Moc radości”, książkę Frédérica Lenoira, specjalizującego się w sztuce życia. Moc… zabrałem do ogrodów Tuileries, aby ją przyswoić w plenerze przystrzyżonych kasztanowców, wśród nagich dziewczyn mistrza Maillola. Trochę szkoda, że Gracje te są z brązu, bo radość niczego tak nie pożąda jak życia, zwłaszcza tego pięknego i powabnego.


Radość, przyjemność, szczęście – to jedne z tych słów, jak Bóg, prawda czy miłość, co prowadzą nas od pradziejów po współczesność. Przejęte przez filozofie, religie i rewolucje na nowo poddano konsumpcyjnemu recyklingowi nie tylko przez popularne media, ale i katedry uczonych. Czym są te emocje, pragnienia, stany, których domaga się ponad 90 proc. Francuzów (i większość ludzkości). Współcześni badacze zastanawiają się, jak w ogóle można je mierzyć. Przeprowadzają sondaże, opracowują ankiety, kryteria, wskaźniki, pozwalające lepiej określać i porównywać stopień zadowolenia, satysfakcji, poczucia sensu, integracji rodzinno-społecznej, dobrego samopoczucia. Czy to tylko sprawa genów, środowiska, klimatu, poziomu zamożności albo serotoniny i dopaminy w mózgu. Można mieć wszystko – zdrowie, młodość, pieniądze, sukces i nie być zadowolonym z życia. Oczywiście, najbiedniejsi cierpią bardziej niż ci, którzy wyszli z biedy, ale jak osiągną pewien poziom zamożności, to ich samozadowolenie nie rośnie już w tym samym tempie, co zarobki. Pewnie dlatego, że potrzeby ludzkie nie mają ani kresu, ani kierunku. Czy buddyjski mnich zen zatopiony w medytacji jest szczęśliwszy od milionera otoczonego powabem pięknych dziewczyn na luksusowym jachcie?

Czasem szczęście mylimy z przyjemnością, jakiej doświadczamy, zaspokajając mniej lub bardziej wyszukane pragnienia i potrzeby codzienności. Bez przyjemności nie można żyć, trzeba ją bez przerwy odnawiać – jedząc, pijąc, odpoczywając, smakując, degustując, kontemplując, zaznając przyjemności towarzyskich, seksualnych, estetycznych. To satysfakcja najbardziej wylewna, ale nadużyta traci smak. Wiadomo, nadmiar przyjemności zabija przyjemność, może nawet sprowadzić jej niebezpieczne następstwa: chorobę, nałóg, rozpad związku. Sama w sobie nie jest zła, ale wymaga kontrolowanego umiaru. Więcej: bez przyjemności nie ma szczęścia.

Szczęścia, które wymyślili starożytni, by się uwolnić od losu, co i tak prędzej czy później nas zdradzi. Byśmy z nim daremnie nie walczyli, ale godzili się z jego i tak nieuchronnymi wyrokami, i korzystali z tego, co nam daje, akceptując rzeczy takimi, jakie są. To trudne, bo wymaga pełni człowieczeństwa i wewnętrznej wolności. Pewien Amerykanin o trudnym nazwisku Csikszentmihalyi opracował przewrotną teorię zakładającą, że szukając szczęścia, nigdy go nie zaznamy. To nie uśmiech losu ani przypadek, nie można go kupić ani zdobyć, bo wtedy z pewnością się nie wydarzy. Gdy chcesz być szczęśliwy, przestajesz nim być. Pojawia się, jak nie czujesz potrzeby zastanawiania się nad nim i sobą samym, w chwilach intensywnych działań pozwalających zapomnieć o sobie. Sami dla siebie jesteśmy przeszkodą na drodze do szczęścia. Jedynie nie koncentrując się na naszym „ja”, możemy zanurzyć się w pełnię szczęśliwego życia, być wolnym wewnętrznie. Im więcej energii psychicznej kierujemy na bolesne przeżycie, tym staje się realniejsze i tym większy nieład wprowadza do świadomości. Szczęście tylko zatrzymuje nas w drodze do szczęścia – taki jego paradoks.

Poza przyjemnością i szczęściem istnieje trzeci stan zadowolenia – radość, opisywana jako intensywne doświadczenie mentalne i fizyczne jednocześnie, odpowiadające na pozytywną stymulację zewnętrzną. Radość wypełnia nas w całości: ciało, umysł, wyobraźnię. Ponadto jej cechą jest komunikatywność, bo ma się ochotę dzielić nią z innymi, nawet z nieznajomymi. Niesie w sobie siłę, która nas napędza i czyni smakoszami pełni życia. Jest nam naturalnie dana, żyje w nas niczym uwięzione dzieciństwo. Żeby ją uwolnić i nadać jej czystą, spontaniczną postać, trzeba przezwyciężyć naszą konsumpcyjno-narcystyczną frustrację. Radość to mądrość życia, która przyjmuje na siebie wszystkie bóle egzystencji. To znak natury upewniający nas, że obrany kierunek jest dobry.

Wiosna. W ogrodach Tuileries ostatnie zimujące tu mewy obsiadły sadzawkę, by w końcu odlecieć do Normandii, zostawiając jedynie kilka przedstawicielek, które przygotują kolejną zimę. Ale to za rok. Teraz oddają nadsekwańskie place, skwery i ogrody gołębiom sinym, rodem z Columbia livia. To ptasie plemię spokojnie poczeka na przylot innych gości – turystów z gorących, z zimnych, ze wszystkich stron świata.






Najpopularniejsze

Zobacz także