X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Gra w solo – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Gra w solo – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 4 kwietnia 2015

Słynny żeglarz Bernard Moitessier po pierwszym samotnym opłynięciu globu, zamiast zawinąć do portu, kontynuował rejs w kierunku Oceanu Indyjskiego. Tłumaczył, że płynie dalej, bo nie tylko jest szczęśliwy na morzu, ale też dlatego, żeby ocalić swoją duszę. Przykład Francuza przytacza paryskie pismo Les Clés w obszernym dossier: „Życie w pojedynkę – nie ma się czego bać!”.


Z wyboru czy z jego braku coraz liczniej żyjemy w pojedynkę i coraz bardziej to lubimy. Samotność to dramat, ale wtedy, gdy wynika z wymuszonej izolacji i uczuciowego ubóstwa, a nie z wyboru. Wtedy może być życiem godnym pozazdroszczenia, pełnym przyjaciół i miłostek, szansą odkrywania drogi do siebie, dialogu z sobą, autentyczniejszego poznania siebie. Tak czy inaczej, życie dwóch połówek na dobre i złe aż po grób już nie pasuje do współczesnych modeli społecznych i życiowych doświadczeń. Fenomen samotności powszechnieje. Zyskuje na popularności nie tylko wśród młodych, wychowanych przez samotne matki lub rozwiedzionych ojców, od których nauczyli się, że i tak prędzej czy później pojawi się ona w ich życiu – a skoro tak, to lepiej się do niej przygotować i z niej skorzystać, niż być jej ofiarą.

Samotność to nie klęska, kara czy przekleństwo, ale luksus społeczeństw zamożnych. Bogatemu łatwiej wybrać życie w pojedynkę niż biednemu, dla którego zawsze jest to dramat. Motorem tej społecznej przemiany jest rozwój ekonomiczny, urbanizacja, indywidualizm, ale przede wszystkim emancypacja kobiet. Kobiety nie chcą już akceptować związków i życia rodzinnego mniej udanego. Pewniej stanęły na ziemi, by nie czekać na księcia na białym koniu, który przebudzi je pocałunkiem. Budzą się same, nawet kosztem samotności, która coraz częściej staje się ich wyborem. Również mężczyźni próbują iść tą drogą, więc rośnie odsetek Francuzów żyjących samotnie. Według badań INSEE jeszcze w 2007 roku było ich 14 proc., dziś jest 34, a w Paryżu sięga aż 48 proc. (najwięcej singli jest w Szwecji – 47 proc., najmniej w Pakistanie – 3 proc.).

– Jedynie samotność pozwala przeżyć orgazm życia – tak zachęca do gry w solo francuski filozof Vincent Cespedes. Buntuje się przeciwko ślepemu łączeniu się w pary. Odmówić sobie samotności – przekonuje – to odmówić sobie siebie samego. To odmówić sobie autentycznej miłości pod wpływem lęku, który prowadzi do szukania obecności innych jako protez albo parawanów, czyli ucieczki od siebie. Samotność łączy nas ze światem, a tradycyjny związek jedynie ze związkiem, który ewoluuje, podlega przemianom i powoli traci rację bytu. Przetrwał, bo nie miał konkurencyjnego modelu, który by się oparł uprzywilejowanemu paktowi dwojga regulowanemu i sponsorowanemu przez państwo. Ale miłość nie podlega tym regułom, kpi sobie z nich i tworzy własne. Samotność to nie medytacyjna pustka, a eksplozja życia, owoc treningu, który na nowo łączy nas z żarliwością i namiętnością życia – konkluduje Cespedes.
Najlepszy sposób życia w parze z kimś, kogo się kocha, to żyć osobno – zapewnia Woody Allen. Poszukiwanie szczęścia jest sprawą intymną, związaną ze smakowaniem „ja”. – Spędzam z eksmężem kilka nocy w miesiącu, ale po miłosnych pieszczotach – nareszcie sami! – każde z ulgą wraca do siebie. A ów eksmąż dorzuca: – Moje życie jest bogatsze, ciekawsze, przygody miłosne liczniejsze, krótkie i niczym nieobciążone. W stałym związku nasz seks był rutynowy, monotonny, a po rozstaniu nabrał barw. Ona żyje jak amazonka, a ja pozostaję singlem do dyspozycji. Gdybyśmy nadal żyli razem, byłaby zazdrość, cierpienie, krzyk i łzy. Utraciliśmy miłość, ale zyskaliśmy harmonię – w łóżku i w życiu. Owszem, czasem odczuwam jakiś brak, czegoś nieokreślonego, czego nie potrafiłbym ogarnąć, może uczucia, które porywa wszystko.

Obrazek szczęśliwej pary z dzieckiem wciąż ma powodzenie. Lecz coraz częściej pojawiają się modele alternatywne. Życie we dwoje nie jest już obowiązkową normą. Liczby mówią za siebie: tylko 6 proc. osób poniżej czterdziestki przyznaje się do cierpienia z powodu samotności. Nowe technologie sprzyjają wypełnianiu emocjonalnej pustki. Im bardziej świat się otwiera, tym bardziej pozwala nam dotrzeć do niego, nie ruszając się z domu. Mrugnięcie do znajomego na fejsie lub Skypie, setki forów, na których można „pogadać”, szukanie pracy przez Lindkein, nawet wiedza jest w zasięgu domowej sofy, od tej podstawowej na Wikipedii do bardziej rozbudowanej na Moos.

A jeszcze nie tak dawno szczęśliwa samotność była wyjątkiem, przywilejem dandysów, artystów i wielkich umysłów. Bo bycie wielkim znaczyło bycie osobnym, ekstrawaganckim, innym, czyli właśnie samotnym. Dziś samotność powszednieje. Gdy życie się wydłuża, więzi międzyludzkie zrywa się częściej i łatwiej. Single stają się buntownikami tworzącymi nową przestrzeń wolności, w jakiej zdobywają siebie jak szczyt górski i kontynuują wspinaczkę. Czy tylko dlatego, że bez posiadania siebie nie można posiąść innych?






Najpopularniejsze

Zobacz także