X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Godziny grozy w alpejskiej kolejce linowej …  Nad przepaścią (Tygodnik Angora)

Godziny grozy w alpejskiej kolejce linowej … Nad przepaścią (Tygodnik Angora)

Artykuł wprowadzono: 10 września 2016

Słońce jeszcze nie zaszło. Błyszczą białe płaszcze wiecznych śniegów, pokrywające zbocza Mont Blanc i szczytów dookoła Białej Doliny. Na jej dnie spotykają się jęzory spływających tam lodowców. Serce Alp. Nagle w bok kabin kolejki górskiej uderza podmuch wiatru.



Jakby ktoś uderzył gigantycznym młotem. Jęk stalowych lin. I cisza. Sunące nad doliną wagoniki zastygają w miejscu. Kołyszą się. Uwięzieni w nich ludzie nie wiedzą, co się dzieje. Patrzą w dół, a tam lodowa paszcza przepaści. Trzy tysiące osiemset metrów nad poziomem morza. Chamonix jest maleńkie jak wioska ułożona z klocków Lego. Awarie kolejek linowych nie są rzadkością w Alpach, w Pirenejach czy w Tatrach. Ale ta była niezwykła. Poryw wiatru zarzucił trzy liny nośne i zabezpieczające jedną na drugą i wagoniki nie mogły sunąć. W tak zwanych „jajkach”, czyli gondolach, uwięzionych zostało 110 osób: turyści i jeden przewodnik górski.
Firma zarządzająca kolejką rozpoczyna działania, ale rozwiązanie „węzła gordyjskiego” lin spełza na niczym. Zbliża się godzina 18. Niedługo zapadnie zmrok. Do akcji ruszają cztery śmigłowce: trzy francuskiej żandarmerii alpejskiej i czwarty z włoskimi ratownikami górskimi. Istnieje kilka metod postępowania w takich przypadkach. Jedna z nich to opuszczenie się ratownika na linie, który przez właz w dachu wagonika dostaje się do środka. Zakłada na jego pasażerów specjalną „uprząż” i śmigłowiec kolejno przenosi osoby w bezpieczne miejsce. W „jajkach” mogą być najwyżej cztery osoby, co spowalnia akcję. Można jednocześnie ewakuować dwie osoby. 48 pasażerów ratują z pułapki śmigłowce. Trzydziestu następnym, w kabinach najbliżej lodowca, ratownicy pomagają zejść na ziemię.
Długa noc wśród lodów
Koniec dnia zbliża się nieubłaganie. Godzina 20. Dyrektor firmy obsługującej kolejkę Mathieu Dechavanne potwierdza, że nie można w tej chwili niczego zrobić z zaklinowanymi linami. Tego nie było w dziejach kolejki zbudowanej w latach 50. – Nie jestem w stanie wytłumaczyć, jak to się stało – mówi. Zapada noc. Robi się ciemno i nadciąga mgła, co radykalnie ogranicza widoczność. Miejscowy prefekt zarządza wstrzymanie ewakuacji. Włosi też są zmuszeni do zaprzestania akcji. 33 osoby zamknięte w „jajkach” kabin wiszących nad przepaścią muszą czekać do świtu. Wśród nich jest 10-letni chłopiec. Pięciu żandarmów – Francuzi i Włosi – opuszcza się na linach. Pozostaną z uwięzionymi w kolejce ludźmi. Przywożą im batony energetyczne i otuchę. Do sześciu „jajek” nie udaje się jednak nikomu dotrzeć. Zamknięci w nich ludzie zdani są na siebie. Pozostaje kontakt telefoniczny.
We Francji tego dnia jest gorąco.
Bardzo gorąco
Ponad 39 stopni, ale taka temperatura panuje… w Bordeaux. Nad Atlantykiem. W Alpach też jest piękna pogoda. Nad górami bezchmurne niebo. Tyle tylko że z nadciągającą nocą przychodzi gwałtowny spadek słupka rtęci. To przecież ponad trzy i pół tysiąca metrów nad poziomem morza. Termometry pokazują 0 stopni Celsjusza. W kabinie robi się zimno, ale od czasu awarii kolejki w Tignes w 2011 w wagonikach są koce i woda. „Jajko” nie odklei się od liny. To wiedzą fachowcy, ale nie ludzie w nim uwięzieni i wiszący nad lodową otchłanią. Boją się, że w każdej chwili mogą spaść. Ciemność potęguje te obawy.
Mont Blanc zdobywają nie tylko wykwalifikowani alpiniści, wiedzący, jak się do wspinaczki przygotować. Na Białą Górę, najwyższy szczyt Europy, walą tłumy niedzielnych wycieczkowiczów. – Często wstają od biurek w Paryżu czy w Barcelonie i chcą w ciągu weekendu zdobyć szczyt, by potem móc się tym pochwalić przed kolegami z pracy, mimochodem przy kawie rzucając: – Zdobyliśmy Mont Blanc – mówi jeden z żandarmów z Chamonix. Takie bezmyślne wyprawy różnie się kończą. Najłagodniejszą karą są gwałtowne wymioty i bóle głowy w czasie postoju w schronie niemal pod szczytem. Ale choroba wysokościowa w brutalny sposób dopada osoby cierpiące na choroby układu krążenia czy oddychania. Może dojść do odmy płuc czy mózgu. Zdarzają się wypadki śmiertelne. Dlatego w Chamonix żaden z żandarmów z oddziału alpejskiego, ratowników czy przewodników tej nocy nie spał. Nikt nie wiedział, czy wśród 33 uwięzionych w kabinach osób nie ma takich, które cierpią na tego typu schorzenia. Prawdopodobieństwo, iż w tym gronie znajdują się wytrawni alpiniści, było znikome. To raczej turyści, którzy nie odważą się na zdobywanie Alp na własnych nogach i korzystają z kolejki, by podziwiać majestat gór. Ratownicy czekają na sygnał. – Przez całą noc byliśmy z tymi ludźmi w kontakcie – mówi Stephane Bozon, szef żandarmów. Mimo uspokajających wieści płynących od uwięzionych osób, mimo ciemności nocy i mgły śmigłowiec był gotów do akcji. W każdej chwili mógł się zerwać do lotu, by w tych arcytrudnych warunkach ratować życie ludzkie.
Nadciąga odsiecz
Piątek, 9 września, 6.45 rano. Do pierwszej kabiny Skyway Monte Bianco po włoskiej stronie wsiadają ludzie. Ładowany jest sprzęt. Kolejka wspina się na Helbronner – to wysokość 3462 m n.p.m. Kwadrans później z Chamonix startuje śmigłowiec żandarmerii alpejskiej. Rozpoczyna się akcja ewakuacji 33 osób, gdy obsługa kolejki informuje: – „Udało się! Mogliśmy uruchomić kolejkę!”. Jest 7.46. Po 20 minutach wysiłków wreszcie udaje się „rozplątać” skrzyżowane ze sobą liny. Kabiny ruszają. Można je ściągnąć do stacji po włoskiej stronie. Ludzie, którzy przeżyli w zamknięciu 10 godzin, wreszcie wychodzą z wagoników. – Nie było paniki – mówi Amerykanka, relacjonując, co działo się w unieruchomionej na wysokości niemal 4 tysięcy metrów kolejce. – Myślę, że w tej sytuacji wszystko było zrobione jak trzeba – stwierdza przed mikrofonem włoskiej telewizji hiszpański turysta.
Godzina 9.44. Część osób autokarami dociera do Francji, część śmigłowcami, reszta z Aiguille du Midii dostaje się do Chamonix kolejką linową. Jedną osobę, mężczyznę, przetransportowano helikopterem do szpitala. Bardzo mocno odczuł skutki choroby wysokościowej. Mimo zakończonej akcji śmigłowce nadal krążą.
Kolejka „Panoramic Mont Blanc” proponuje turystom niezwykłą podróż. Pięć kilometrów jazdy nad Białą Doliną i widokiem na Mont Blanc. Start w wyprężonej nad Chamonix Aiguille du Midi. To dwie iglice. Przez pierwszą przechodzi się kamiennym tunelem. Potem chwiejny mostek. Pod nim przepaść. Kilka kilometrów w dole widać Chamonix. Druga iglica. To jakby wejść do zamrażalnika. 3 842 m n.p.m. Pół godziny podniebnej jazdy i Włochy. Courmayeur – Dolina Aosty. To tutaj, w takich dekoracjach rodem z Królowej Śniegu, 33 osoby spędziły „niezapomnianą noc”. (MB)
Na podst.: La Dauphine Libere,
Le Figaro, BFM TV






Najpopularniejsze

Zobacz także