X

Wyszukiwarka portalu iFrancja

Facet z Montparnasse’u – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Facet z Montparnasse’u – Paryski nie-co-dziennik – Tygodnik Angora

Artykuł wprowadzono: 26 września 2015

Wysoki i postawny, ale szczupły, z czułym, rozbawionym spojrzeniem, twarzą zniszczoną, pokrytą głębokimi bruzdami. Przypominał boksera, nie artystę, a wrażenie to potęgował jego rozkołysany chód. Tak opisywał Fernanda Légera jego kumpel z ulicy Notre-Dame-des-Champs w VI dzielnicy Paryża, gdzie pod numerem 86 malarz miał ostatnią pracownię i gdzie 60 lat temu zmarł. Za „ulicznych” sąsiadów miał Augusta Renoira pod numerem 34, noblistę Romain Rollanda (nr 76), kochankę i uczennicę Rodina Camille Claudel (111) czy Ernesta Hemingwaya (113). Sam pod koniec życia uczył malarstwa upadłego dandysa, artystę bez sztuki Serge’a Gainsbourga.



Piękno jest wszędzie. Bardziej na ulicy niż w muzeach. Toczy się, pędzi, przelewa obok nas. Szukając go, Léger posłużył się zgeometryzowaną maszyną, jak inni nagim ciałem, pejzażem lub martwą naturą. Odkrył wyższość przedmiotu nad „ludzką fauną”, którą zredukował do materii pokawałkowanych tub. Stąd nazywał siebie „tubistą”. Urodził się już po śmierci ojca, hodowcy bydła. Porzucił studia architektoniczne w Caen i w 1900 roku przyjechał do Paryża, w którym tworzył przez większość życia, z wyjątkiem lat 1940 – 1946, kiedy wyemigrował do Ameryki. Początkowo dzielił z koleżanką mały pokój przy rue Saint-Placide, później z kolegą pracownię na avenue du Maine 21, a w 1905 zamieszkał w La Ruche (Ul) przy pasażu Dantzig na Montparnassie. Ta Villa Medici dla biedaków z kilkudziesięcioma wąskimi pracowniami była nie tylko wylęgarnią robactwa i szczurów, ale przede wszystkim talentów, w której kolonia wyrzutków zmieniła oblicze sztuki. Jednym z nich był Léger, mistrz awangardy, twórca nowatorskiego języka plastycznego, obok Matisse’a i Picassa jeden z wielkich malarzy epoki. Kolejny jego adres to wspomniane atelier przy rue Notre-Dame-des-Champs, do którego wprowadził się w 1913 roku i od tego czasu nazywano go „człowiekiem z Montparnasse’u”.

Na początku malował w stylu impresjonistycznym. Lecz obrazy te zniszczył. Później były już dojrzałe „Szczyty paryskich dachów” oraz seria płócien „Dymy nad szczytami dachów”, w których oddał wszystkie szarości Paryża. Postaci ludzkie, jako „mocne formy i bryły”, pozbawiał uczuć i sentymentalizmu. Jeszcze w La Ruche namalował „Akty w lesie”, przełomowe dzieło w jego stylistycznej ewolucji. Skupił się na rozczłonkowaniu ludzkiego ciała w rozbitym na części krajobrazie, przedstawiającym geometryczną konstrukcję ściętych stożków i poskręcanych tub.
Léger pisał w swych wspomnieniach, że to wojna olśniła go artystycznie. Będąc w okopach, patrzył w pełnym słońcu na geometryczną płaszczyznę działa kaliber 75 mm i dotykając jego metalowej struktury, więcej się nauczył o sztuce niż w wielu muzeach świata. Wtedy odkrył nową ideę „estetycznej maszyny”, dialogu człowieka z maszyną. Zaczął głosić pochwałę przedmiotu w malarstwie i uprawiać malarstwo przedmiotowe. Przenosił na płótno ludzi jak przedmioty, same przedmioty, części ich struktur i kształtów. Powstawał mikrokosmos brył, stożków, wałków, walców i innych rurek.
Malował kubistycznie, a myślał futurystycznie i surrealistycznie. W 1919 roku, siedząc z przyjaciółmi na tarasie baru Closerie des Lilas, ujrzał scenę niczym ze swego późniejszego filmu „Mechaniczny balet”, pierwszego bez scenariusza, opartego na kontrastach obrazów i rytmów. Zauważył jadącą na rowerze pannę młodą, której welon powiewał na wietrze. Tego ranka miała wyjść za mąż, ale dostała rower i tak się nim zachwyciła, że zapomniała o ślubie i popedałowała wprost przed oblicze malarza. Nazywała się Jeanne Lohy, a po kilku miesiącach – madame Léger. Była jego żoną aż do swej śmierci w 1950. Dwa lata później malarz poślubił Nadię Khodossievitch, dawną uczennicę i asystentkę, oszalałą komunistkę. Pod jej wpływem również Léger związał się z komunizmem, jak większość ówczesnych artystów. Krążył po proletariackich manowcach swym amerykańskim pontiakiem, a w chwilach zwątpienia w marksistowską religię doczesnej sprawiedliwości malował witraże w bazylice Sacré-Coeur. Jego sztuka, w przeciwieństwie do komunizmu, nie zeszła na manowce. Emblematycznym obrazem stała się jego „Gioconda z kluczami”. Potraktował Monę Lizę niczym gotowy przedmiot, który „zdjął” z arcydzieła i wrzucił w przestrzeń swego płótna obok tytułowych kluczy i pudełka sardynek.

Fernand Léger stworzył coś na kształt kosmogonii koła. W jego malarstwie dominują okrągłe formy i całe kompozycje zamknięte w kręgu. Wszystko jest w kolistym ruchu. Również ludzie mają koliste gesty, są zbudowani z kół, stożków, walców, są geometrycznymi obiektami wędrującymi w kręgu i po okręgu. Ruszają w podróż, ale muszą wrócić do punktu wyjścia. Coś się kończy, coś innego zaczyna. I nie istnieje sąd, który rozstrzygnąłby spór o piękno. W nowym paryskim sezonie sztuki będzie można to sprawdzić. Od października w Grand Palais przygotowano Picasso-Manię, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej – Warhola, w Orsay – Splendor i nędzę w obrazach prostytucji, a w Fundacji Cartiera ekspozycję – Życie dla sztuki. Trochę tak, jak tego faceta spod numeru 86 przy Notre-Dame-des-Champs, który szukał piękna na ulicach Paryża, a znalazł mechaniczne widowisko już tylko z ludzkim elementem w tle.




Najpopularniejsze

Zobacz także